Paul Nash (The Danse Society)

WywiadGrzegorz SzklarekPaul Nash

Nasz wywiad z Paulem Nashem - gitarzystą i współzałożycielem słynnej, brytyjskiej grupy post-punkowej The Danse Society.

- Na waszym profilu Facebook ukazała się niedawno informacja o tym, że gracie intensywne próby. Czy w perspektywie macie nagranie nowej płyty?

- Tak, planujemy wydać nowy album w przyszłym roku. Na razie pracujemy nad nowymi kompozycjami. Brzmią one jak The Danse Society, ale jednocześnie dodajemy do nich nowe elementy stylistyczne. Jestem z tych piosenek bardzo zadowolony i nie mogę się doczekać, by się nimi podzielić z naszymi fanami. 

- W jaki sposób pracujecie nad nowymi utworami?

- Od początku istnienia zespołu muzyka i słowa są wspólnym dziełem całego zespołu. Ktoś przynosi pomysł i wszyscy razem, na próbie, rozwijamy go w utwór. Część piosenek powstaje praktycznie w trakcie jednej - dwóch prób, a nad niektórymi utworami pracujemy długo, aż dopasujemy ich kształt do tego, jak ma brzmieć płyta.

- Jakie tematy poruszacie w swoich kompozycjach?

- Nie zakładamy sobie, że nasze utwory będą traktowały o tym czy tamtym. Czasem tematyka piosenek The Danse Society jest całkowicie abstrakcyjna, czasem są to osobiste komentarze, a zdarza się, że utwory traktują o sprawach ogólnych.

- Wszystkie wydawnictwa The Danse Society opublikowane po reaktywacji zespołu w 2009 roku są wydawane w waszej wytwórni Society Records. Dlaczego nie zdecydowaliście się na współpracę z dużym labelem? W latach 80. nagrywaliście dla Arista Records...

- Chcemy mieć kontrolę nad wszystkim, co ukazuje się pod szyldem The Danse Society. W latach 80., gdy współpracowaliśmy z Aristą, nie mieliśmy właściwie wpływu na to, co się dzieje z naszym zespołem i to była jedna z najważniejszych przyczyn rozpadu The Danse Society w 1986 roku.

- Macie zdolność tworzenia świetnych melodii. Czy wyobrażasz sobie utwór The Danse Society na playliście jakiejkolwiek komercyjnej stacji radiowej?

- Byłoby miło i nie miałbym nic przeciwko, gdyby tak się stało, ale wiem, że to się nie wydarzy. Nie produkujemy komercyjnej muzyki, która pasowałaby do standardów współczesnych stacji radiowych. Współczesny pop jest tworzony dla zupełnie innej publiczności niż nasza.

- Wasz album "Heaven Is Waiting" z 1983 roku jest uznawany za jedną z najlepszych płyt gotyckich wszech czasów. Czy nagrywając tę płytę mieliście świadomość, że powstaje coś wyjątkowego i jak oceniasz to wydawnictwo po 31 latach?

- Zupełnie nie czuliśmy, że powstaje coś wyjątkowego. Praca nad tą płytą szła nam bardzo opornie. Nie mogliśmy uzyskać takiego brzmienia, jakie chcieliśmy. Dopiero gdy produkcją zajął się Ian Broudie, wszystko zaczęło brzmieć tak, jak to sobie wyobraziliśmy przed wejściem do studia nagraniowego. Po tych wszystkich latach uważam, że te piosenki są świetnie wyprodukowane i płyta jest wspaniała.

- Gdy reaktywowaliście zespół w 2009 roku, chcieliście kontynuować to, co zostało przerwane 23 lata wcześniej czy też może miał to być start od "zera"?

- Gdy spotkaliśmy się w 2009 roku i doszliśmy do porozumienia, że chcemy znowu działać pod szyldem The Danse Society, początkowo chcieliśmy po prostu zagrać trochę prób, nagrać kilka utworów i zobaczyć, jak będzie się nam współpracowało. Nie miał to być ciąg dalszy czegoś, co rzeczywiście zostało przerwane w latach 80. Pamiętaj, że przez te wszystkie lata, gdy zespół nie istniał wszyscy rozwinęliśmy się jako muzycy. Tak więc traktowaliśmy i traktujemy to, co dzieje się od 2009 roku jako kolejny etap w rozwoju The Danse Society. 

- Dlaczego do współpracy zaprosiliście wokalistkę Maethelyiah?

- Po tym, jak Steve (Rawlings, wokalista oryginalnego składu zespołu - przyp.GS) oświadczył, że jednak nie chce brać udziału w reaktywacji, potrzebowaliśmy silnego głosu, który pasowałby do brzmienia The Danse Society. Idealnym wyborem okazała się Maethelyiah. Ważne było też to, że dodała naszej muzyce nowego wymiaru i jest świetną autorką tekstów oraz utalentowaną kompozytorką.

- Wasza muzyka jest bardzo filmowa. Wiem, że mieliście propozycje wykorzystania Waszych pojedynczych utworów w filmach, ale czy macie może w planach stworzenie filmu opartego wyłącznie o muzykę The Danse Society?

- Zgadza się. Ostatnio nagraliśmy między innymi nową wersję piosenki "Come Inside" z albumu "Heaven Is Waiting" na potrzeby włoskiego filmu "St@lker". Nikt nam nigdy nie zaproponował stworzenia soundtracku do filmu, ale jest to bardzo kuszący pomysł i gdyby ktoś złożył nam taką propozycję, to byśmy potraktowali ją bardzo poważnie.

- Dziękuję za wywiad.