Paula Roma

Paula Roma to jedna z najciekawszych postaci młodej polskiej sceny muzycznej. Piosenkarka, kompozytorka, autorka tekstów i scenarzystka teledysków. Niedawno wydała drugi album studyjny "Ta, co płonie z miłości" i opowiedziała nam o kulisach powstania tej płyty.
Siena Root
GS: Twoja nowa płyta „Ta, co płonie z miłości” zaczęła powstawać niedługo po premierze albumu „Cholerne pragnienie” z 2022 roku. Czy tak szybki start pracy nad nowym materiałem był efektem Twojego entuzjazmu po bardzo dobrym przyjęciu tamtego wydawnictwa czy też może ten nowy materiał miałaś już gotowy?
PR: Rzeczywiście, była to po trochu kwestia entuzjazmu, gdyż zauważyłam, że im więcej piosenek wydaję tym więcej osób ich słucha. I uświadomiłam sobie, że rynek muzyczny potrzebuje dużej dawki nowej muzyki. Postanowiłam więc, tworząc album „Cholerne Pragnienie”, że uderzę na początek z dużą ilością singli. Zorientowałam się wówczas, że mam w zanadrzu więcej piosenek niż te, które chcę zamieścić na tej płycie. Jedną z nich była kompozycja „Płonę”, która powstała w październiku 2022 roku, a więc w miesiącu premiery „Cholernego Pragnienia”. Nie trafiła więc na tamtą płytę. W związku z tym postanowiłam te odrzucone piosenki bardziej „przysmażyć” w studiu i od razu zacząć pracę nad zupełnie nowymi numerami. Nie myślałam jeszcze wtedy o kolejnej płycie.
GS: Często mówi się, że dla artysty najtrudniejsza do nagrania jest druga płyta. Jest ona sprawdzianem dla artysty, który odniósł sukces dzięki debiutowi. Jak to było w Twoim przypadku?
PR: Słyszałam o tej „teorii drugiej płyty”. Nie czułam w związku z tym stresu. Największe napięcie czułam wtedy, gdy podpisywałam kontrakt płytowy z wytwórnią Warner Music Poland. Zaczęłam się wtedy zastanawiać czy będę w stanie stworzyć tyle piosenek, by wypełnić nimi zakontraktowane płyty. Pamiętam, że był to dla mnie duży lęk. Po 3 latach od tamtej chwili okazuje się, że powoli zbliżam się do końca kontraktu i zaczynam się martwić: „co dalej?”. Okazuje się, że życie jest przewrotne a lęki pojawiają się na wyrost. Przy nowym albumie nie miałam żadnych lęków typu: „czy ta płyta będzie lepsza niż pierwsza”? Może było tak dlatego, że miałam wobec niej mniejsze oczekiwania niż wobec „Cholernego Pragnienia”. Nie myślałam o tym, czy na tym albumie będzie jakiś hit albo jak zostanie ta płyta przyjęta? Oczywiście chciałam, aby krążek był pozytywnie odebrany, ale nie odczuwałam w związku z tym żadnego stresu.
GS: Ten luz o którym mówisz jest moim zdaniem wyraźnie słyszalny na nowym albumie, który jest bardziej rockowy, surowy niż debiut. Czy zaplanowałaś, że pójdziesz w taką stronę czy też to był naturalny proces?
PR: Po trochu to i to. Jeśli chodzi o naturalny proces, to po „Cholernym pragnieniu” zrobiłam trochę dźwiękowych eksperymentów, jak na przykład w utworze „Cześć, tu złość”, na którym poszłam w stronę popu. Nie jest to moja ulubiona piosenka. I wtedy zdecydowałam, że nie będę szła w stronę prostych utworów, bo po prostu ich nie czuję. Tamten album pozwolił mi stwierdzić, w którym kierunku chciałabym podążyć. Mam taki muzyczny zeszyt pod nazwą „Paula Roma Projekt” i jest tam taka kartka zapisana następującymi słowami: „płyta numer trzy: więcej bluesa, więcej gitar, więcej soul i R&B, luz!!”. I dokładnie takie miałam założenia i mam nadzieję, że choć część z nich udało się spełnić, a reszta wyszła naturalnie w trakcie całkowitego procesu tworzenia, który niesamowicie mi otworzył głowę. Współpraca z nowym producentem pozwoliła mi odkryć nowe terytoria muzyczne. Nowy album powstał z braku kalkulacji, przemyśleń: „czy iść w lewo czy w prawo”.
GS: Płytę otwiera kompozycja „Niebieski blues”, więc chyba ten blues jednak gdzieś tam tkwi w Tobie…
PR: Na pewno. To zamiłowanie do bluesa wyniosłam z domu. Moi Rodzice, a zwłaszcza mój Tata, mają bardzo dobry gust muzyczny. Gdy byłam dzieckiem, to on słuchał bardzo dobrej polskiej muzyki typu: Breakout, Niemen, Mira Kubasińska. Gdy będąc dzieckiem słuchasz takich płyt, to myślę, że nasiąkasz takimi dźwiękami. Powstanie „Niebieskiego bluesa” było ciężką przygodą. Uparłam się na nagranie tej kompozycji. Napisałam w domu melodię oraz podstawowe akordy i zaniosłam to do studia. Wymagało ode mnie dużej odwagi, by stworzyć taki rozbudowany i patetyczny aranż.
GS: Jak doszło do Twojej współpracy z Belą Komoszyńską z Sorry Boys w utworze „Czułe przestrzenie”?
PR: W skrócie: od myśli do realizacji (śmiech). Skomponowałam utwór „Czułe przestrzenie” i ponieważ tekst tej kompozycji jest nocną kobiecą rozmową z księżycem, to pomyślałam sobie: „która polska wokalistka ma wokół siebie taką magiczną aurę?”. I natychmiast w moje głowie pojawiła się Bela. Zadzwoniłam do niej i okazało się, że w tym czasie była w Rzymie na wakacjach. Gdy odebrała ode mnie telefon powiedziała mi coś takiego: „Cześć Roma. Jestem właśnie w Romie, a Twój telefon to na pewno nie przypadek” (śmiech). I taka się zaczęła nasza współpraca.
GS: Intryguje mnie geneza powstania tytułu tego albumu czyli „Ta, co płonie z miłości”. Rzadko się zdarza tak dobitny tytuł płyty, który od razu wskazuje na to, czego słuchacz może się spodziewać po tym albumie.
PR: Bardzo Ci dziękuję, że to powiedziałeś. Długo szukałam tego tytułu. Jest piosenka „Płonę”, która promuje ten album, a „z miłości”, bo niemal w każdej piosence pojawia się temat miłości. Jednak stworzenie tego tytułu było bardzo trudne. Używanie całego zdania jako tytułu nie jest zbyt częste. Trudno jest znaleźć zdanie, które zarówno zapadnie w pamięć, jak i zdefiniuje zawartość płyty. Były pomysły trzech tytułów, ale żaden mi nie pasował. Wymyślanie tytułu albumu zawsze zostawiam na sam koniec. Robię różne rebusy, staram się coś namalować i wychodzą pojedyncze słowa. W tym przypadku coś miało „płonąć”. Byłam z moją Mamą na kawie i powiedziałam jej: „Wiesz Mamo, mam tutaj takie tytuły, pojedyncze słowa, coś z „płonę”. Ona na to powiedziała: „miłość płonie” i podsunęła mi myśl, że ja płonę z miłości całe życie. Rozrysowałam sobie to na kartce i dodałam słówko „ta”, które skierowało ciężar tego stwierdzenia na mnie i spowodowało, że to zdanie, a zarazem tytuł, stały się interesujące. Czuję w tym tytule również odrobinę poetyckości.
GS: Dziękuję za rozmowę.




