Pola Rise

Pola Rise to jedna z najciekawszych artystek na polskiej scenie alternatywnej. Wydała niedawno drugi solowy album "Hikikomori", który jest sztuką wielowymiarową. O tym właśnie wydawnictwie artystka opowiedziała nam w wywiadzie.
Nie jest tajemnicą, że twój nowy album „Hikikomori” jest echem Twoich niedawnych zmagań z problemami emocjonalnymi. Zastanawiam, czy praca nad tą płytą była dla Ciebie swojego rodzaju wołaniem o pomoc, czy bardziej oczyszczeniem, które pozwoliło Ci z tego wyjść?
Zdecydowanie oczyszczeniem, bo ja jestem ostatnią osobą, która potrafi poprosić o pomoc i zdecydowanie nigdy tego nie robię. Pracuję nad tym, ale myślę, że jeszcze trochę wysiłku przede mną. Natomiast pisałam te utwory nie z myślą o tym, że trafią na płytę i że w ogóle je wydam, tylko po to, aby trochę sobie pomóc i wyrzucić z siebie te negatywne emocje. Miałam sporą blokadę twórczą –od początku miałam takie założenie, że będą to utwory, które mi pomogą wrócić do tego trybu pisania i pracy, a dopiero po ich skończeniu zacznę komponować piosenki na płytę. Ale nabrałam tej odwagi i postanowiłam je opublikować.
Ta płyta ma dość skomplikowaną strukturę brzmieniową. Jest to album elektroniczny, w którym się dużo dzieje. Czy te pierwotne wersje były już stworzone pod elektronikę czy bardziej akustyczne?
Na samym początku, jeszcze zanim to wszystko się wydarzyło, chciałam nagrać płytę, która będzie organiczna, z żywymi instrumentami. Pamiętam wywiady, w których mówiłam, że mój kolejny album będzie na pewno z żywymi instrumentami, bo wtedy tak graliśmy na żywo i byłam podekscytowana tą energią i emocjami, które się wytwarzają nie przez elektronikę, a przez żywych ludzi. Jednak okazało się, że jednak jestem tak emocjonalnie związana z tym, co daje muzyka elektroniczna i z tymi możliwościami oraz rozwiązaniami, że już chyba się trochę pogodziłam z tym, że jednak jest mi bliżej do elektroniki i z tym chyba jestem nierozerwalnie związana.
Skąd wzięłaś pomysł na ten tytuł „Hikikomori”?
Najpierw powstały utwory na płytę. Tytuł przyszedł później, gdy szukałam różnych symptomów zaburzeń i jak to się opisuje. Po prostu sobie „googlowałam” co właściwie mi dolega. I tak natknęłam się na tę nazwę i okazało się, że to jest 100% tego, co się ze mną dzieje. Więc najpierw odkryłam słowo, a później się okazało, że wszystkie utwory, które napisałam są dokładnie o tym i taka też będzie płyta i będzie miała taki tytuł.
Z tym albumem jest związana wydana niemal równolegle książka Twojego autorstwa „Hikikomori - historie o uciekaniu w samotność”. Czy to jest bardziej książka, która towarzyszy płycie, czy też album bardziej towarzyszy książce?
Bardzo mi zależało, żeby to były dwie równolegle idące formy wypowiedzi. Zarówno książka, jak i płyta mogą funkcjonować samodzielnie, natomiast dla osób, które są bardziej dociekliwe i znajdą to połączenie, będzie to dużo większa frajda. Jeśli chodzi o album to wiadomo, że w tych utworach pokazuję moją perspektywę i moje emocje. Czułam taką misję w przypadku tego wydawnictwa, żeby poruszać kwestę zaburzeń psycicznych, mówić o tym, że bardzo dużo osób zmaga się z podobnymi problemami. W książce postanowiłam stworzyć bohaterów zupełnie różnych od siebie, którzy przeżywają podobne historie. Więc tutaj bardzo mi zależało na pokazaniu innej perspektywy i jest to odmienna forma wypowiedzi, ale tutaj nie mogłabym żadnej z nich wartościować. Myślę, że zarówno album, jak i książka są równoważne.
Czy postaci w tej książce są w stu procentach fikcyjne czy też są to osoby, które istnieją w rzeczywistości?
Inspiracją są sytuacje, które faktycznie się wydarzyły. Natomiast bohaterowie są albo złożeni z kilku różnych postaci, albo są całkowicie fikcyjni.
Jest to ważna płyta w twojej dyskografii także dlatego że to jest Twój pierwszy album zaśpiewany całkowicie po polsku. Czemu się na to zdecydowałaś?
Gdy zaczęłam tworzyć pierwsze rzeczy na ten album to miałam takie poczucie, że trochę się powtarzam, że robię już coś, co kiedyś zrobiłam. Niestety mam taką cechę charakteru, że jeśli nie idę dalej i nie rozwijam się cały czas, to już mnie to nudzi i przestaje to być dla atrakcyjne. Więc żeby zrobić coś więcej, coś, czego się bardzo bałam przez długi czas i uważałam, że mogę sobie nie poradzić to podjęłam się zaśpiewania w języku polskim. Myślę, że wyszło mi to zdecydowanie na dobre, gdyż te historie mają zupełnie inny wymiar w języku polskim. Wszyscy już znamy język angielski w mniejszym lub większym stopniu i słuchamy muzyki w tym języku, to jednak odbiór piosenek w języku polskim jest inny. I mimo, że też twierdziłam przez wiele lat, że w ogóle nie ma znaczenia czy jest to po polsku, po angielsku, to teraz już widzę, że jednak wybór języka ma ogromne znaczenie.
Z tym albumem są związane też bardzo udane teledyski zrealizowane do pięciu utworów. Czy masz może w planach zrobienie mini-filmu, na który złożyłoby się tych dwanaście historii?
Myślę, że filmu bym się nie podjęła. Oczywiście bym chciała coś takiego zrobić, natomiast logistycznie to jest nie do zrealizowania na tym etapie, na którym jestem, bo zrobienie takiego projektu filmowego wymaga wytężonej pracy bardzo wielu osób. I tej pracy musiałoby być jeszcze więcej. Natomiast jeszcze pracujemy i nie czuję, że powiedziałam ostatniego słowa w kwestii teledysków do tej płyty.
Dziękuję za rozmowę.
FOTO: Grzegorz Szklarek


