Ranne Ptaszki

WywiadGrzegorz SzklarekRanne Ptaszki
Ranne Ptaszki

Grupa Ranne Ptaszki wydała nowy album "W Pełni", który jak twierdzi sam zespół jest "podróżą z najciemniejszych otchłani, nocnych niepokojów, sennych koszmarów, w kierunku światła, nadziei i akceptacji życia takim, jaki jest W PEŁNI". Na temat tej płyty porozmawialiśmy z wokalistką i liderką zespołu Martyną Kubiak.

GS: Słuchając Waszego nowego albumu „W Pełni” odniosłem wrażenie, że jego bardzo wysoki poziom wynika także, a może przede wszystkim z tego, w jakim znoju i trudzie powstawał…

MK: Tak, ten album rodził się w bólach, zwłaszcza finansowych, ale nie tylko. Gdy płyta była już zmiksowana to liczyłam, że świat otworzy się na nią i będzie chciał ją wydać, a okazało się, że jest z tym bardzo ciężko. W pewnym momencie zwątpiłam czy warto było tworzyć ten materiał.

GS: To jest druga płyta Rannych Ptaszków, a powszechnie wiadomo, że dla artystów właśnie następcy debiutów są bardzo często najważniejsi, a co za tym idzie najtrudniejsi do nagrania. W Waszym przypadku istotne było także to, że od wydania pierwszego albumu minęło aż 7 lat. Czy przystępując do pracy nad „W Pełni” nie miałaś związanych z tym obaw?

MK: Pierwsza płyta była wynikiem mojej wygranej w konkursie i kontrakt z wytwórnią Hevhetia niejako przyszedł sam. Nie zdawałam sobie sprawy jak wiele rzeczy mi to ułatwiło i jak wiele przeszkód usunęło mi to z drogi. Jednak było tu także dużo przypadku i działania pod wpływem chwili. Cała konstrukcja tego krążka nie była do końca przemyślana, trafiły tam utwory, które akurat miałam pod ręką. W przypadku „W Pełni” każdy element musiał być wywalczony przeze mnie, ale jednocześnie wszystko było przemyślane i nie zostawiałam miejsca przypadkowi. Rzeczywiście, po 7 latach nic nie było oczywiste i dlatego zmieniliśmy nazwę zespołu z Early Birds na Ranne Ptaszki. Po wydaniu pierwszej płyty pod szyldem Early Birds wydawało się, że nasza kariera podąża w zagranicznym kierunku. Na tamtym krążku piosenki były częściowo po polsku, a częściowo po angielsku. Zagraliśmy trochę koncertów poza granicami Polski. Natomiast jako Ranne Ptaszki jesteśmy skoncentrowani na rynek polski i płyta „W Pełni” jest po polsku.

GS: Wspomniałaś o świadomym tworzeniu nowej płyty. Słuchają jej odniosłem wrażenie, że ma on formę „concept albumu” i jest pewną całością. Pierwszy utwór zatytułowany „Jemnanoc” i ostatni „Cisza” stanowią klamry tego albumu.

MK: Zgadza się. Kolejność utworów na płycie jest przemyślana i rzeczywiście tworzy całość. Jednak jeszcze przed masteringiem ją zmieniałam. Jednak te dwie piosenki od początku miał otwierać i zamykać to wydawnictwo. Tak sobie wymyśliłam, że „Jemnanoc” jako najmroczniejszy utwór ma otworzyć płytę i pozwolić słuchaczowi na zagłębienie się w mroku. Wyobraziłam sobie, jak ludzie słuchając tego utworu w nocy konfrontują się ze swoimi najciemniejszymi myślami. Drugi utwór czyli „Szukaj, szukaj” jest także mroczny, ale od trzeciego słuchacz idzie powoli w stronę światła, nadziei i nowego rozdania oraz akceptacji. Dochodzimy do ostatniej piosenki „Cisza”, która jest już całkowitym rozprężeniem i pogodzeniem się z tym, jakie jest życie. Wiadomo bowiem, że w kolejnym cyklu znowu nadejdzie mrok.

GS: Jesteś autorką muzyki oraz słów, a także wokalistką i liderką Rannych Ptaszków. Traktujesz je jako swój solowy projekt czy też jako pełnoprawny zespół?

MK: Hmmmm, ja za tym stoję. Gdyby nie mój upór i zapał to nigdy by ten album nie powstał. Jeśli chodzi o kompozycje, to ja je gotowe przynoszę na próby. Potem każdy z instrumentalistów wnosi coś od siebie dzięki czemu te kompozycje nabierały nowego brzmienia na próbach. Ale ten pierwszy koncept piosenek jest mojego autorstwa. Tak więc chyba powiedziałabym, że Ranne Ptaszki to ja i zespół. Bez moich kolegów niewiele bym nagrała.

GS: Aranżacją kwartetu smyczkowego na „W Pełni” zajął się Nikola Kołodziejczyk, a więc postać bardzo ceniona w światku jazzowym. Jak układała się Twoja współpraca z nim? Czy poza kwartetem coś Ci jeszcze doradzał?

MK: Nie. Nikola zajął się tylko tym, o co go poprosiłam. Znam go jeszcze z czasów, gdy nie był taką znaną postacią. Poznaliśmy się na Akademii Muzycznej w Katowicach. Nicola był moim akompaniatorem, więc nasza relacja jest długoletnia. Przyjął z entuzjazmem moją propozycję współpracy przy nowym albumie. Dostał nagrania z próby, otrzymał nuty i na podstawie tych materiałów stworzył aranżacje dla kwartetu smyczkowego. A zrobił to w sposób imponujący i wpłynął na charakter kilku kompozycji. Na przykład w kompozycji „Wciąż mi mało” smyczki nadały takiego filmowego klimatu.

GS: Czy „W Pełni” jest nowym otwarciem w dziejach Rannych Ptaszków, byśmy znowu nie czekali 7 lat na kolejną płytę?

MK: Tworzą się nowe piosenki. Może na razie nie z myślą o nowym albumie, bo pojawiają się w mojej głowie myśli, czy nie pójść jednak w stronę solową i nie upierać się przy tym jednym brzmieniu oraz składzie muzyków. Ale pozostając przy Rannych Ptaszkach to wierzę w to, że to jest nowe otwarcie dla Rannych Ptaszków i uda się nam zagrać trochę koncertów.

GS: Dziękuję za rozmowę.

Foto: Aleksy Kubiak

Powiązane materiały