Shagreen

Warszawska wokalistka, kompozytorka i autorka tekstów Shagreen powróciła z trzecim albumem zatytułowanym "Almost Gone". To nadal mroczne, electro-industrialne granie, ale jednocześnie jest to najbardziej rockowa płyta w dorobku artystki.
GS: Pierwsza rzecz, która która mi się rzuciła w oczy, to bardzo kolorowa okładka, najbardziej optymistyczna ze wszystkich Twoich albumów. O co tam chodzi z tymi kolorami, maźnięciami i zapałkami?
S: Okładka jest moim pomysłem, ale nie została wykonana przeze mnie, tylko przez Olivię Damięcką Pyskło. Kiedy tworzyłam nowe piosenki, nie miałam koncepcji na oprawę graficzną, jednak któregoś dnia jeden z moich fanów wysłał mi tak po prostu, bez zapowiedzi, autorski album z grafikami i obrazami z płyty „The Downward Spiral” Nine Inch Nails. Dostałam to od niego w prezencie. Pewnego dnia po prostu mnie zapytał czy doszła już do mnie przesyłka od niego i po kilku dniach listonosz przyniósł tę paczkę do mojego mieszkania. Otworzyłam ją i okazało się, że w środku był pięknie wydany album poświęcony graficznej i artystycznej stronie płyty „The Downward Spiral”. Kiedy go oglądałam, przypomniałam sobie o tym wydawnictwie i o całym artworku, który tam był. Okazuje się, że ta płyta miała bardzo dużo propozycji okładek i wnętrza, więc tych obrazów jest tam sporo. Istnieje wiele wersji samej fotografii okładkowej i bardzo mnie to zainspirowało. Stwierdziłam, że może ja bym sobie sama namalowała obraz na swoją płytę i byłby to taki wyraz ekspresji artystycznej, bo nie potrafię malować, jestem plastycznym antytalentem. Chciałam to jednak zrobić i poprosiłam o radę moją znajomą malarkę. Ona powiedziała: „No tak, myślę, że jesteś w stanie to zrobić”. Nawet zaproponowała mi wspólne malowanie, ale w międzyczasie rozmawiałam z jedną z moich uczennic, która też zajmuje się malowaniem. Podzieliłam się z nią tym pomysłem, a ona w to weszła od razu i w parę dni namalowała mi właśnie tę okładkę, która promuje teraz mój album. Spytała: „A może coś takiego byś chciała?” i ja się zakochałam w tym obrazie. To jest jej ekspresja. Ja jej tylko wyjaśniłam o co chodzi z tym moim pomysłem i pokazałam jej też zdjęcie, które miało być dla mnie inspiracją do malowania. A było to zdjęcie, które zrobiłam w nocy i ta fotografia przedstawia osobę w ciemności. Obraz z okładki to jest jej interpretacja tego zdjęcia, więc te kolory są tylko i wyłącznie jej wizją. Choć ja nie miałam takiego pomysłu, żeby to było aż tak kolorowe, to stwierdziłam, że właśnie o to mi chodziło. Czuję emocje, które są na tej okładce i widzę tutaj dużo wspólnego z tytułem i z zawartością tej płyty.
GS: Jest coś w tym, co mówisz. W mojej opinii ta okładka i jej kolorystyka w znacznym stopniu odpowiadają klimatowi tej płyty. Jest ona mroczna, ciężka, ale gdzieś tam, zwłaszcza pod koniec, pojawia się trochę światła. Chociażby w ostatnim utworze na albumie…
S: Rzeczywiście, ta ostatnia piosenka jest jedyną na tym albumie, która nie jest jakimś gorzkim żalem. Tam jest dużo nadziei i światła, więc można powiedzieć, że jest pozytywnym zakończeniem historii opowiedzianej na tym albumie. Właśnie ta piosenka „Brightest Nights”, która ma w sobie dużo spokoju, ale także przedostatnia, czyli „Far Behind”, też jest wstępem do pogodzenia się z tymi wszystkimi negatywnymi rzeczami, które były we wcześniejszych utworach na płycie. Tytuł albumu wymyśliłam dopiero, gdy zobaczyłam ten obraz, który trafił na okładkę. To on mnie zainspirował do tego, żeby zatytułować go „Almost Gone”. Ta okładka podsumowuje tematykę płyty, a tytuł wskazuje, że jest tam sporo nadziei. Było blisko, żeby zniknąć, ale jednak nie zniknęliśmy. Jesteśmy tu wszyscy i wszystko jest ok.
GS: Czy można powiedzieć, że ten album jest concept albumem pod względem tematyki?
S: Dla mnie tak. Jest to moja osobista historia, więc mogę tak powiedzieć, ale nie wiem, czy dla innych też to będzie concept album, więc nie chcę tak tego określać. Nie było to pisane z intencją konceptu, ale w sumie wyszło tak, że jest to całość pod względem tematyki.
GS: Dla mnie ten album jest Twoją najbardziej rockową płytą. W paru numerach jak na przykład: „Drive” czy „Underneath It All” pojawiają się mocne gitary…
S: Tak, to prawda. Nie miałam zbyt wielu koncepcji, jak ta płyta ma brzmieć, ale koncepcja „gitarowości” była od zawsze. Od kiedy wydałam drugi album, to wciąż miałam chęć, żeby właśnie trzecia płyta była najbardziej rockowa. No i jeżeli to się udało, to bardzo się cieszę. W sumie to był jedyny plan jaki miałam, a cała reszta wychodziła w „praniu”.
GS: Czy pisałaś pisaliście te kompozycje i nagrywaliście je później, czy też były one nagrywane od razu po tym, jak zostały skomponowane?
S: Były nagrywane od razu. Jak zawsze miałam jakieś tam wersje demo, jakieś zaczęte piosenki i tak dalej. W pewnym momencie wzięłam te wszystkie rzeczy, które miałam pozaczynane wcześniej, jakieś ośmiosekundowe wstawki, jakieś pomysły instrumentalne albo pochody harmoniczne i od razu zaczęłam pisać teksty. Następnie nagrywałam, wymyślałam melodie, pisałam tekst, nagrywałam i tak w kółko. To się działo bardzo szybko. W dwa miesiące zrobiłam wszystkie nagrywki łącznie z miksami.
GS: Płytę nagrywałaś z mężem. Czy mieliście jeszcze jakiś gości?
S: Nagrywaliśmy sami. Wokale nagrywałam całkiem sama. I dopiero wtedy, gdy materiał był już w wersji prawie emisyjnej, to mój mąż brał to i szedł do Nebula Studio, gdzie nagrywał partie gitary. Przy czym w jednej z piosenek jest partia perkusji autorstwa Kuby Jabłońskiego, który brał udział w nagraniu tego utworu w 2014 roku na moją popową płytę, która miała wtedy powstać, a jednak nie powstała. Jest to piosenka, którą wzięłam z tamtego okresu i po prostu napisałam nowy tekst do niej i zrobiłam całkiem nowy aranż. Szkoda, by się te utwory marnowały, więc ile mogę, to po prostu biorę te nagrania i wykorzystuję je. Mastering wykonał, jak zawsze, Erie Loch, który jest dla mnie w tym najlepszy na świecie i jestem mu ogromnie wdzięczna, że chciał się moją muzyką zająć kolejny raz.
GS: A nie kusi Cię, żeby przy kolejnej płycie zaprosić dodatkowych muzyków? Może brzmienie byłoby jeszcze bardziej urozmaicone?
S: Jeżeli będzie taka możliwość, to czemu nie? Nie jestem zamknięta na taką koncepcję, tylko po prostu bywa różnie z terminami, kosztami i tak dalej. Jest tyle rzeczy po drodze, które mogą się zepsuć, że w sumie to na razie odpowiada mi moja własna solowa ścieżka kariery. Wiem, że wiele osób ma problem z kończeniem pewnych rzeczy na czas. Albo na przykład na początku te rzeczy wydają się fajne, a potem z upływem czasu mniej fajne. Ja wydaję piosenki, dopóki uważam, że one są w porządku. Nie czekam, aż mi się też znudzą, a wiem, że współpraca z innymi muzykami może zrodzić dodatkowe pozamuzyczne komplikacje. Zaczną się rozważania w stylu: „Może byśmy to nagrali inaczej” albo „Może tu byśmy coś dograli?”.
GS: Słuchając Twoich płyt zastanawiam się, kiedy w końcu zrobisz jakąś płytę z remixami?
S: Rozmawiałam o tym ostatnio z Tomaszem Grocholą z Agressivy 69, który powiedział mi, że ma taki pomysł, że wezmą tę płytę i zrobią remiksy. Jak najbardziej jestem otwarta. Jestem bardzo ciekawa, co ktoś by zaproponował, ale tutaj znowu mnie osobiście przeraża logistyka, organizacja tego wszystkiego, zbieranie nagrań, więc fajnie by było, gdyby ktoś mi pomógł.



