She Wants Revenge

Adam Bravin i Justin Warfield założyli She Wants Revenge prawie 20 lat temu. Po drodze jednak ich wzajemne relacje uległy pogorszeniu, przez co działalność grupy parokrotnie była zawieszana. W ubiegłym roku panowie powrócili z nowym składem, nagrywają też nową muzykę, która ukaże się na kolejnej płycie grupy, a 19 i 20 września zagrają odpowiednio we Wrocławiu (Stary Klasztor) i w Warszawie (Hydrozagadka) . W poniższej rozmowie Justin opowiedział mi o złożonych relacjach z Adamem, bieżącej sytuacji w zespole i o tym, co szykują w przyszłości.
MM: Przyznaję, że dwukrotnie się pogubiłem w działaniach She Wants Revenge. W 2012 roku zawiesiliście działalność, by powrócić trzy lata później. poniekąd dzięki temu, że Lady Gaga wypromowała jeden z waszych utworów. Za drugim razem ogłosiliście definitywny koniec w 2020 roku, a tymczasem od ubiegłego koncertujecie, zaś w tym ruszyliście na trasę europejską…
JW: W biznesie muzycznym są dwa typy artystów. Tacy, którzy opowiedzą ci o wszystkim, o tym, kto zagrał na ich płytach, zaproszą do domu, czy zrobią dokument o sobie oraz tacy, którzy mają w sobie jakąś tajemnicę, jak The Doors, czy Jane’s Addiction. My wybraliśmy ścieżkę tajemnicy. Nie musimy być na Instagramie i pokazywać naszych kanapek lub nagrywać jakieś bzdurne filmiki na TikToka. Chcemy by nasza muzyka mówiła za nas samych. Nigdy też nie wyjaśniałem tekstów naszych piosenek – zostawiam to naszym słuchaczom. Kiedy w 2012 roku ogłosiliśmy zawieszenie działalności, nie napisaliśmy: Justin opuszcza zespół. Postanowiliśmy wówczas zawiesić działalność, ponieważ koncerty She Wants Revenge przestały nam sprawiać przyjemność. Nieustannie się z Adamem kłóciliśmy. Bywały sytuacje, w których po koncertach ludzie przychodzili do nas, by pogadać, a widzieli, jak we dwóch się napierdalamy! Morale w zespole były nikłe. Zdecydowałem się więc odejść z zespołu, co dla Adama było dość szokujące – nie spodziewał się, że zdecyduje się na taki ruch. A ja już miałem dość tych wszystkich kłótni. Nie chciałem byśmy skończyli jak bracia Gallagherowie…
Osiągnęliśmy z zespołem wystarczająco dużo, by nie musieć wyłącznie na nim polegać. Poza tym chciałem tworzyć własną muzykę z innymi ludźmi. Chciałem też pomagać innym artystom jako producent. Z kolei Adam miał swoje rzeczy, którymi chciał się zająć. I tak też zrobiliśmy. Przez kilka lat każdy z nas żył swoimi sprawami, ale też okazyjnie wychodziliśmy na kawę –musisz pamiętać, że zaczęliśmy ten zespół 18 lat temu jako dwóch przyjaciół. Natomiast Lady Gaga rzeczywiście usłyszała nasz utwór "Tear You Apart", będąc na planie „American Horror Story: Hotel”. Tak się nim zajarała, że włączyła go do repertuaru. Po tym jak to się stało, zadzwonił do mnie znajomy, sugerując, że pewnie dzięki temu wznowimy z Adamem działalność She Wants Revenge (śmiech). Odrzuciłem to natychmiast – ten zespół nigdy nie robił niczego dla pieniędzy, czy pod publiczkę. Jeśli ma funkcjonować, to tylko dlatego, że obaj tego z Adamem chcemy. Z kolei nasz pierwszy perkusista Scott Ellis zwrócił nam uwagę, że zbliża się 10 rocznica wydania naszej pierwszej płyty, więc jeśli mielibyśmy wrócić, to okazja jest wyśmienita. Dla mnie jednak perspektywa powrotu do busa i ponownych kłótni była nie do przyjęcia. Od słowa do słowa doszliśmy jednak z Adamem do wniosku, że minęło już odpowiednio dużo czasu i jesteśmy już na tyle dorośli, by spróbować. Pojechaliśmy w trasę rocznicową i było naprawdę fajnie, koncerty były wyprzedane, wypuściliśmy też nowy utwór – „Never”.
Problemy jednak okazały się głębsze. Na zewnątrz wszystko wyglądało dobrze, a tymczasem my próbowaliśmy koegzystować ze sobą. W konsekwencji okazało się, że możemy tworzyć i grać razem muzykę, a wystarczy jedno przypadkowe zdanie i znów zaczynamy na siebie wrzeszczeć. Tym razem jednak nie zdecydowałem się odchodzić, co było nie lada wyzwaniem. To jak w małżeństwie, gdy masz wątpliwości, ale nic nie mówisz – wtedy to się nawarstwia. Prawdą jest, że dopiero, gdy pojawiła się pandemia, mieliśmy czas na zagłębienie się w siebie. Dużo wówczas rozmyślałem - nie wiedziałem czy i kiedy wrócę do grania na żywo. Mało tego – nie wiedziałem, jak będzie wyglądał świat. Ratowało mnie przebywanie z moją rodziną. Zacząłem jednak wykluczać możliwość powrotu do tego, co robiliśmy w She Wants Revenge. Uważałem, że nic się nie zmieni, a Adam pozostanie taki, jaki był. Miałem wątpliwości, czy to ma sens, zwłaszcza, że nagrywanie płyty solowej dało mi mnóstwo frajdy. Potem okazało się, że Billie Eilish wrzuciła naszą piosenkę na swoją halloweenową playlistę. Udostępniłem jej post i zaczęliśmy wymianę korespondencji. Okazało się, że dla niej She Wants Revenge jest ważnym zespołem. Kiedy więc wróciły koncerty, chciałem znów grać, ale ze swoim zespołem, ponieważ wydawało mi się, że w ramach SWR nie mam już nic do powiedzenia. Sam też wybrałem się na kilka koncertów w tamtym czasie – widziałem m.in. Perfume Genius i Dinosaur Jr, a potem także kilka większych koncertów. I to sprawiło, że zatęskniłem za koncertowaniem na dużą skalę. Pomyślałem sobie, że mogą grać i solowe rzeczy, i z She Wants Revenge, bo w końcu ciężko pracowaliśmy na to, co osiągnęliśmy, ale nie chcę wracać do tego w takiej formie, jak wcześniej.
To stało się początkiem mojej bardzo długiej rozmowy z Adamem na temat przeszłości, teraźniejszości i ewentualnej przeszłości. I oto jesteśmy prawie 20 lat po tym, jak zaczęliśmy naszą wspólną przygodę z muzyką. Ogromnie doceniam to, że razem stworzyliśmy ten zespół, tyle z nim zrobiliśmy i że ludzie czują z nami związek. Czuję swoiste zobowiązanie pod tym względem, ale jeżeli stworzę coś podobnego z moimi przyjaciółmi, co dotknie ludzi w podobnym stopniu, nie będę się wahał, by kontynuować także ten kierunek. Gdy wracaliśmy w 2016 roku, Adam chciał nagrać nową płytę, a ja nie. Wychodziłem z założenia, że lepiej chodzić na randki, niż się pobierać (śmiech). Tym razem jednak, gdy się zeszliśmy ponownie, uznaliśmy, że trzeba to zrobić tak, jak należy – nagrajmy najlepszą płytę, na jaką nas stać i popracujmy nad nią solidnie. I tak też zrobiliśmy – mamy gotowe 80% materiału i zaczęliśmy trasę po Europie. W tym roku wydamy przynajmniej jednego singla, który ją zapowie, a w przyszłym roku album pojawi się w całości. Życie jest krótkie i chyba obaj mamy tego z Adamem świadomość bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej, więc chcemy ten czas wykorzystać jak najlepiej.
MM: Jak zatem wyglądają Twoje relacje z Adamem w tej chwili? Przeszliście coś na kształt terapii?
JW: To bardzo dobre pytanie. Obaj wychowaliśmy się w Los Angeles, w kulturze, w której terapia jest czymś naturalnym. Myślę, że każdy z nas wykonał sporą pracę nad samym sobą, by docenić to, co mamy, siebie nawzajem oraz rolę, jaką w tym wszystkim odgrywamy. Nie chcę mówić za niego – musiałbyś sam go zapytać, jak to wygląda z jego pespektywy. Z mojej natomiast mogę powiedzieć, że staram się być dla niego jak najlepszym muzycznym i biznesowym partnerem i mam nadzieję, że on wychodzi z podobnego założenia. Nie poszliśmy na terapię, tylko przegadaliśmy wiele spraw. Czasem tylko dwójkę, czasem w towarzystwie przyjaciół, a czasem prawnika (śmiech). Otwarliśmy się na siebie jednak na tyle, że obaj potrafiliśmy się przyznać do błędów – wspólnych, jak i osobistych. Zmieniliśmy też kilka elementów w naszym codziennym życiu, które też pomogły nam w poprawie relacji. Cieszę się na naszą trasę. Cieszę się, że poza koncertami będziemy mogli spędzić ze sobą czas. To zupełnie inna jakość, niż wcześniej. Nie oznacza to jednak, że czasami się z nim nie zgadzam w jakiejś kwestii - często bowiem mamy rozbieżne opinie na różne tematy. Różnica leży w sposobie, w jakim to sobie komunikujemy, zamiast najeżać się i wypalać coś w stylu: „Pierdol się!”.
MM: Nie obawiasz się jednak, że wrócicie do punktu, w którym znów będziecie się kłócić?
JW: W zeszłym roku koncertowaliśmy sporo na festiwalach. Najprostszą odpowiedzią w tej kwestii jest to, że mamy teraz bardzo zdrową relację z Adamem opartą na wielu kwestiach. Jesteśmy w dobrym miejscu, gramy razem koncerty i tworzymy muzykę. Chcemy wykorzystać ten czas jak najlepiej.
MM: Co zatem prezentujecie na tej trasie?
JW: Przede wszystkim mamy nowy zespół. Gra z nami nowy bębniarz, David Goodstein, który jest naszym starym kumplem. Wniósł nową energię do naszej muzyki. Z kolei nasz gitarzysta Tom Froggatt, który towarzyszy nam od początku, przerzucił się na bas. Do tego Adam gra na sześciostrunowej basówce, więc nasze brzmienie zrobiło się naprawdę grube. Na gitarze gra z kolei inny nasz kumpel – Spencer Rollins. She Wants Revenge na żywo brzmi teraz lepiej, niż kiedykolwiek. Jesteśmy bardzo mocnym zespołem w tej chwili.
MM: Ostatnim utworem, który wypuściliście, było „Big Love” z 2018 roku. Czy to nie miał być zwiastun czegoś większego?
JW: Tak, ten utwór miał pierwotnie zapowiadać płytę. W tamtym czasie nagraliśmy kilka kawałków, które wyszły od Adama. Ukończyliśmy jednak tylko „Big Love”, ponieważ nie do końca wiedzieliśmy, w jakim kierunku chcemy wówczas pójść. Byliśmy także rozproszeni koncertami i innymi projektami. Poza tym w tamtym czasie nadal nie mieliśmy poukładanej relacji. Zupełnie inaczej, niż jest teraz.
MM: A czy ten nowy materiał, który – jak powiedziałeś – macie już w dużej mierze ukończony, będzie utrzymany w dotychczasowym stylu She Wants Revenge?
JW: Tak, myślę, że jeżeli jesteś naszym słuchaczem i znasz naszą twórczość, to nowa płyta będzie dla ciebie spełnionym marzeniem. Nie zdecydowaliśmy jeszcze jedynie, w jaki sposób i gdzie ją wydamy.
MM: Dziękuję za rozmowę.

