Siema Ziemia

Siema Ziema to kolektyw jazzowo-elektroniczny, którą łączy w sobie różnorodne brzmienia, oparte o improwizacje, naznaczone w jakiś sposób aurą kosmiczną. Ma na koncie dwie płyty. Muzycy zespołu Andrzej Konieczny (perkusja, syntezatory), Fryderyk Szulgit (gitary, syntezatory), Kacper Krupa (saksofon tenorowy, syntezatory) oraz Paweł Stachowiak (bas, moog), podążają własną, niewykoncypowaną, a często zaskakującą muzycznie drogą. Na tegorocznym OFF-Festiwalu zaprezentowali swój set w nieco zmienionym składzie, bo Pawła zastąpił basista Piotr ‘Cienek’ Cienkowski. W poniższej rozmowie zespół opowiedział mi o swoich pomysłach na tworzenie i granie, delikatnych wpływach, jakie możemy usłyszeć w ich twórczości, a jednocześnie nieśmiało zapowiedział nową płytę.
MM: Wydaje mi się, że na debiucie „Siema Ziemia” chodziło Wam bardziej o bity, a to, co do nich dołączycie, jest na drugim planie. Natomiast na „Second” postawiliście na nastrój i atmosferę.
KK: Przy pierwszej płycie proces tworzenia był nieco inny. Wówczas przez 3 dni siedzieliśmy w studio i nagrywaliśmy improwizacje, z których wychodziły szkice numerów. Założenie było takie, by jednak występowała jakaś repetytywność – mieliśmy w głowie to, co działo się na scenie berlińskiej. Sam zresztą miałem zagwozdkę z saksofonem, który przy muzyce – nazwijmy ją techno – nie jest łatwą sprawą. To nie jest szczególna gęstwina, ale jednak brzmieniowo wymagająca. Nie chciałem, żeby to było tradycyjne brzmienie saksofonu, tylko bardziej odhumanizowane. W przypadku drugiej płyty było odwrotnie: mieliśmy szkice, wokół których działaliśmy i improwizowaliśmy.
AK: Na pierwszej płycie czuliśmy większą odpowiedzialność muzyczną, zaś przy drugiej nie mieliśmy żadnych założeń, że ma ona być ‘jakaś’. Bez obostrzeń, czy ciężarów gatunkowych. To nas otworzyło na wiele różnych rzeczy, także na koncertach.
MM: To ciekawe, bo gdy słucha się Was na żywo, to brzmicie właśnie dużo gęściej.
KK: Bo nasze granie wynika z kolektywnej improwizacji, więc słuchamy się nawzajem i staramy się wnieść jak najwięcej, nie przeszkadzając sobie jednocześnie.
MM: Ale też gracie te numery okrojone czasowo.
AK: Takie są czasem wymogi, ale też – z drugiej strony – dobrze nam się gra w ten sposób. Natomiast to, co dzieje się pomiędzy numerami, zawsze jest dla nas niewiadomą. Mamy co prawda przygotowaną setlistę, by wiedzieć, z czego wyjść, natomiast utrzymanie atencji, zwłaszcza w sytuacji festiwalowej, nie jest łatwe. Inaczej jest, gdy gramy samodzielne koncerty. Wtedy wykonujemy nawet najdłuższe numery, a publiczność może przy nich chillować.
MM: Piotrek, grasz na tym samym ustawieniu, co Paweł?
PC: Nie, totalnie nie. Jako, że do tego składu wpadam na zastępstwo za Pawła, szanując sound, który wypracował, na swoich ‘zabawkach’, staram się jak najbardziej zbliżyć. Nie chodzi jednak o odtwarzanie tego, co stworzył Paweł. Zresztą nawet, gdybym chciał, to nie dałbym radę zrobić tego w stu procentach. To nie miałoby sensu. Ważne jest, żebym ja się dobrze z tym czuł i żeby całość brzmiała jak najlepiej. Jest to pewien kompromis, ale moim zdaniem wypada to co najmniej dobrze.
AK: To też jest tak, że jak chcemy grać z Cienkiem, to chcemy grać z Cienkiem, a nie z kimś innym. Nawet rozmawiamy o tym, żeby to było nawet Siema Ziemia Feat. Cienek na zasadzie pewnej kontry. Nie chodzi o granie nuta w nutę. Nie taka jest idea naszego grania.
MM: Natomiast w utworze „All Those Moments” słychać dość mocno przetworzoną gitarę, co jest pewnym zaskoczeniem, bo w większości Waszych numerów, gitara tworzy raczej harmonie.
FS: To jest przesterowany kilkukrotnie fuzz. Jest to efekt muzycznej transcendencji (śmiech).
AK: To też było wyimprowizowane w klubie „Jassmine” w Warszawie. Fryderyk zaczął grać te rzeczy. Do tego doszło solo, które zagrałem na bębnach miotełkami, co dało dość niespodziewany efekt. Resztę doprodukowaliśmy. To jeden z tych szczęśliwych przypadków, który tak nam wyszedł. Po to gramy w zespole, żeby takie rzeczy starać się uchwycić.
MM: Czy trzecia płyta będzie nosiła tytuł „Third”?
FS: Raczej „Forth” (śmiech). Mamy już gotowych 9 utworów i teraz musimy rozpocząć proces intensywnego myślenia, jak to poukładać.
AK: Wszystko produkujemy sami, inhouseowo, w myśl zasady DIY.
KK: Sam proces produkcji może jeszcze wiele zmienić. Zawsze możemy coś dodać, zmienić, przetworzyć. To bardzo płynne działanie.

