So Slow

„W otwarte dłonie powietrze sypie gruz przedświtu – pod takim tytułem ukazała się czwarta płyta warszawskiego So Slow. Album to różnorodny, tajemniczy i dziwny – spowity transem, tytułowym gruzem i mrokiem. To sprawdzian dla zespołu, a jednocześnie – jak mówi jego perkusista Arek Lerch – moment przejściowy. O szczegółach wydawnictwa przeczytacie w poniższej rozmowie.
MM: Wydaje mi się że mimo wszystko ta płyta jest konceptem.
AL: Z tym jest troszkę problem, ponieważ z zewnątrz rzeczywiście może to tak wyglądać. Jeśli już mielibyśmy przyjąć, że to koncept, to jest on oparty na grze słów na zasadzie, że tytuły utworów, składają się na tytuł całej płyty. Natomiast bałbym się mówić się, że stoi za tym jakiś głębszy, liryczny pomysł. Pierwotny układ płyty miał być nieco inny. Pomysł wyszedł od Michała, bo to jemu tak te tytuły się ułożyły. Z perspektywy czasu uważam, że wyszło to całkiem ciekawie. Wysilając się trochę, można by ten koncept czysto muzyczny do tego ułożyć.
MM: A jednak czytając teksty deklamowane, czy też szeptane przez Michała Głowackiego, to jest jakaś opowieść. Słychać nawiązanie do Biblii, do Mahometa, do jakiejś sytuacji wojennej. Myślę, że w jego głowie urodziło się coś, co posiada jakiś łącznik liryczny pomiędzy tymi kompozycjami.
AL: Zwróciłeś uwagę na bardzo fajną rzecz. Uważam, że Michał jest bardzo niedoceniany pod względem lirycznym. Jeżeli ktoś mówi o słowach w przypadku So Slow, to powołuje się na Łukasza Jędrzejczaka i dwie nasze pierwsze płyty, który pisał konceptualnie. Ale my już jesteśmy zupełnie innym zespołem! Michał ma łatwość w ubieraniu pewnych emocji w słowa, które nim targają i te słowa są intrygujące. Ich enigmatyczność i odessanie z nich tłuszczu, a pozostawienie tylko znaczeń jest bardzo ciekawe. One są nie mniej oddziaływujące na słuchacza, niż muzyka. Poza tym tu też jest pewne odwrócenie sytuacji, bo Michał na tej płycie jest bardziej tekściarzem i elektronikiem, niż wokalistą. Jego głos jest bardziej wtłoczony w warstwę muzyczną.
MM: Chciałbym tu rozgraniczyć pewną rzecz. Przy nazwisku Michała napisane jest elektronika, a w przypadku Daniela Kryja - przestrzeń i efekty. Powiedziałeś w jednym z wywiadów, że masz nadzieje, że na tej płycie wszystko dokładnie słychać, co kto gra. Ja mam wątpliwości, co jest efektem, a co elektroniką.
AL: I to jest kolejna rzecz, która bardzo mi się podoba w tej płycie. My staramy się cały czas intensywnie miksować gitarę i elektronikę. To zresztą pierwsza płyta So Slow, na której nie ma ani jednego riffu i wszystko, co gra Daniel, jest na pojedynczych dźwiękach. Natomiast obaj z Michałem bazują na niezliczonej ilości efektów. To się wszystko ładnie zapętla. To też jest fajne, bo kiepsko by brzmiało, gdyby wszystko było mocno wyselekcjonowane, bądź transparentne, że tu Michał naciska jakiś klawisz, a Daniel strunę.
MM: Powiedzieliście, że nie będziecie grali na żywo utworu „Otwarte Dłonie”. Dlaczego?
AL: W przypadku „Otwartych Dłoni” nie udało nam się na razie wymyślić takiego konceptu, który brzmiałby dobrze na żywo. W tym kawałku występuje gra niuansami, szczególnie w delikatnych harmoniach w refrenie, które świetnie słychać, gdy puścisz to sobie w słuchawkach. Natomiast na koncercie pozostaje hałas. Cały czas się jednak noszę z zamiarem wzięcia się za ten numer, by móc go grać na żywo.
MM: A solo Wojtka Jachny na trąbce w „sypie” to był Twój pomysł?
AL: Tak. Po tym jak ten utwór zaczął nabierać ostatecznych kształtów, pomyślałem sobie, że w jego ostatniej części ktoś jeszcze mógłby zagrać. Akurat mniej więcej w tym czasie robiłem wywiad z Wojtkiem do „Noise Magazine”. Często korespondowaliśmy. Zapytałem go w pewnym momencie wprost, czy byłaby szansa, żeby dograł nam kilka dźwięków, które my sobie zsamplujemy i będziemy puszczać. Okazało się, że Wojtek był akurat w studio z Innercity Ensemble i w normalnych warunkach nagra solo. I rzeczywiście zarejestrował solówkę i nam ją przesłał.
MM: W przypadku poprzednich dwóch płyt So Slow odczuwałem pewien niedosyt. A tutaj wręcz przeciwnie. Wspominałeś mi jednak, że macie także zarejestrowaną wyjątkową, trudną, wręcz ekstremalną sesję, którą póki co odłożyliście na półkę. Czy myślisz, że po teraz po wydaniu tej płyty będziecie mogli wrócić do tamtego nagrania i również je udostępnić?
AL: Ta płytarzeczywiście otworzyła nam kilka furtek. W jakimś sensie jest ona odreagowaniem po „3T”, ponieważ przystępując do tworzenia tego materiału, zastanawialiśmy się, w jakim kierunku pójść. Daniel chciał nagrać kolejną płytę w podobnym stylu, a ja się zastanawiałem, czy to ma sens. Co do wspomnianej sesji, to mam pomysł, by nagrać ją jeszcze raz w bardzo surowej formie i wydać ją własnym sumptem jako suplement albo ep-kę. Z trzech utworów z tej sesji, zostały dwa, ponieważ rytm z jednego z nich podebrałem do kawałka „Kosma” NVC (śmiech). Myśl o tym, by to nagrać i wypuścić, kiełkuje we mnie i być może pod koniec roku to zrealizujemy. To zresztą byłaby jedna z ostatnich płyt, którą mam zamiar wydać w takiej tradycyjnej formie. Doszedłem bowiem do wniosku, że wszystko to, co jest związane z wydaniem płyty zajmuje 70% czasu, a na muzykę zostaje 30%. Wolałbym jednak przede wszystkim grać, przy czym nie mam żadnych zastrzeżeń do Audio Cave, z którymi praca jest przyjemnością. Pełen profesjonalizm i szacunek za to co i jak robią.
MM: Wydaje mi się także, że do tej płyty podeszliście z zupełnie otwartymi głowami i na czysto. Poza tym Ty też czujesz się już pewniejszy za zespół.
AL: I tu muszę zaprzeczyć. W przypadku „3T” byłem tak stuprocentowo przekonany co do naszej wizji, że wydawało mi się, że zawojujemy całą Polskę, księżyc i inne kraje (śmiech). A teraz tuż przed wydaniem tej płyty, zacząłem się zastanawiać, w jaki sposób wyrazić swój entuzjazm wobec tego materiału. Nie potrafię się do niego odnieść w takim sensie, że nie potrafię jednym zdaniem określić, jaki on jest. Cieszę się jednak, że wywołuje pewne kontrowersje i każdy w nim słyszy coś innego. W związku z tym nie mam takiej pewności, choć jestem z tej płyty bardzo zadowolony pod względem brzmieniowym i aranżacyjnym. Bardzo podoba mi się także okładka. Trudno mi jednak w jakiś zwarty i koncepcyjny sposób o niej mówić, a z drugiej strony, nie wiem, co będzie za rok i gdzie to pójdzie.
MM: Dziękuję za rozmowę.
Foto: Janek Fronczak




