Sotei

Polska scena muzyki elektronicznej przeżywa w ostatnich latach prawdziwy rozkwit. Na tym tle nadchodzący eksperymentalny debiut płytowy duetu Sotei, zapowiada się co najmniej intrygująco. I choć ciężko rozmawiać o materiale, który dopiero się ukaże, to jednak panowie Paweł „Teielte” Strzelczyk oraz Wojciech Sobura zgodzili się porozmawiać na jego temat, krótko po świetnym koncercie na tegorocznym Off-Festivalu.
MM: Jak to się stało, że nawiązaliście współpracę? Znani jesteście przecież nie tylko z samodzielnych dokonań, ale też jako współpracownicy innych artystów.
WS: Znamy się od dawna. Ja się ogromnie jaram rzeczami Pawełka, a on tym, że ja gram na bębnach. Mamy też wspólnego wydawcę. I od słowa do słowa zawiązaliśmy szyki.
PS: Zaczęło się od tego, że przygotowywaliśmy wspólny set przed koncertem Flying Lotusa, który odbył się w czerwcu ubiegłego roku w Warszawie. Na początku grał jeszcze z nami Bartozzi (Bartosz Wojciechowski, basista – przyp. MM), ale z czasem pomysł zaczął ewoluować w inną stronę.
MM: Zakładam, że od początku nie chodziło tylko o to, żeby Wojtek podbijał Twoje bity żywą perkusją?
PS: Nie, choć na początku był to projekt stricte live’owy i wtedy rzeczywiście Wojtek podbijał bity. Natomiast z czasem zaczęliśmy pisać razem materiał, który właśnie gramy i nie ma w nim ani jednego bitu generowanego przeze mnie. Wszystkie gra Wojtek, a ja odgrywam melodie, basy i syntezatory. Mamy już gotowy materiał w instrumentalnej oprawie i myślę, że wydamy go jeszcze w tym roku.
MM: Patrząc od innej strony - nie ma w waszej muzyce zbyt wiele miejsca na wokal.
WS: Ale za to ludzie fajnie reagują na piosenki. Że ktoś śpiewa, jest jakiś tekst...
PS: ...a nie chcemy też wydawać ok. półgodzinnego materiału, który będzie zbyt męczący do przebrnięcia, więc planujemy zaprosić kilku gości, by zaśpiewali w tych kawałkach. Po prostu sami doszliśmy do wniosku, że fajnie by było, żeby ktoś dodał wokalnie coś od siebie. Jest to ważne także dlatego, że nasze solowe płyty są pozbawione wokalu, nie licząc pojedynczych sampli. Dlatego robiąc ten projekt wspólnie od zera, chcemy nieco odejść od tego, co robiliśmy wcześniej solo. I pomimo tego, że materiał jest gotowy, nadal jesteśmy na etapie poszukiwań różnych rozwiązań.
WS: Przy okazji możesz rozprzestrzenić plotkę, że szukamy gości. Na razie dwóch już mamy nagranych. Nie chcemy jednak zdradzać, kto to jest.
MM: A czy płyta ma tytuł?
PS: Chyba nie w końcu (śmiech).
WS: Chociaż w sumie utworów jest trzynaście, więc póki co roboczo tytułujemy ją „13”.
MM: Rozumiem, że nagrywacie ją w domowych warunkach?
PS: Tak, wszystko odbywa się u Wojtka w studiu. Od rejestracji aż po miks. Jedynie mastering zrobi nam Noon, który bardzo się zajarał tym projektem po naszym drugim koncertem.
MM: Wydajecie w U Know Me Records. Czy to znaczy, że płyta ukaże się także na winylu?
PS: Tak, będzie standardowo winyl + digital, bo płyta CD już niekoniecznie. Wszystko się okaże. To jest dość koneserski gatunek muzyki – taki niełatwy, klubowy. 98% ludzi woli jednak coś, co bardziej wpada w ucho. A my idziemy niżej, szukając jeszcze dziwniejszych rzeczy.
MM: Planujecie jakiś klip promujący to wydawnictwo?
PS: Mogę zdradzić, że lada moment taki klip do utworu „Wanishing” się pojawi. Jest w fazie koloryzacji. Robi go gość, z którym dość ciężko złapać kontakt, więc cały czas czekamy.
MM: Będzie można was jeszcze zobaczyć gdzieś w tym roku na żywo?
PS: Mamy jeden potwierdzony koncert październikowy w Gdańsku w klubie „Żak”.
MM: Dziękuję za rozmowę.
