Subterfuge

WywiadGrzegorz SzklarekSubterfuge
Subterfuge

Ukazał się nowy trzeci już album Subterfuge, jednej z najbardziej oryginalnych formacji na polskiej metalowej scenie. Z tej okazji wywiadu udzielili nam: gitarzysta i lider zespołu Tymoteusz Słodkiewicz oraz gitarzysta i producent płyty "Philosopher" Witold Nowak.

To pierwszy album Subterfuge od czterech lat. Poprzednie dwie płyty ukazały się co rok. Czy ta przerwa związana głównie z pandemią nie zaburzyła rytmu, który mieliście przy dwóch poprzednich płytach albumach?

T: Zaburzenie to za duże słowo. Może wypadliśmy minimalnie z rytmu, dlatego, że wszystkich dopadła pandemia. W związku z tym utrudnione było kontaktowanie się, wspólne granie, koncerty i tak dalej. Natomiast mieliśmy też swoje problemy związane ze składem, które spowodowały opóźnienie w nagrywaniu tej płyty. Drugi album nagrywał z nami Daray, który nie był w stanie kontynuować z nami kariery, ponieważ miał swoje zobowiązania związane z Hunterem i Dimmu Borgir. Poszukiwania perkusisty, a potem przygotowanie go do gry naszego materiału trwało jakiś czas. Drugą kwestią była zmiana basisty. Krzysiu dołączył do nas w trakcie nagrywania nowej trzeciej płyty. Trzecia osoba, która nam najbardziej opóźniła nagranie nowego materiału, to był klawiszowiec. Mieliśmy na tym stanowisku fajną dziewczynę Julkę, która była wyszkoloną pianistką klasyczną. Studiowała dużo na dwóch fakultetach. Młoda osoba, bardzo ambitna, ale miała bardzo mało czasu na koncerty i nagrania. W związku z tym byliśmy zmuszeni poszukać sobie nowego klawiszowca, który z nami skończy tę płytę. I to wszystko trwało blisko trzy lata.

Nową płytę nagrywaliście w jednym podejściu czy proces ten był rozłożony czasowo?

T: Tak, nagraliśmy ją od razu za jednym podejściem. Bez rozkładania w czasie.

A jak ta kwestia wyglądała przy poprzednich dwóch albumach?

T: Pierwsza płyta „Projections from the Past” była eksperymentem. Możemy powiedzieć, że to był album, który miał za zadanie zaspokoić miałem moje ego. Czyli chciałem nagrać płytę po to, żeby postawić ją na półce i pokazać dzieciom. Okazało się, że projekt jest na tyle fajny, że historia, którą zaczęliśmy na pierwszej płycie wymaga kontynuacji. Nagrywając debiutancki album wiedziałem, że chcę zbudować z tego trylogię. To było zawsze moje marzenie. Natomiast nie myślałem, że to się uda. Więc druga płyta została napisana w ciągu półtora miesiąca i natychmiast zaczęliśmy ją nagrywać i produkować. I to wszystko fajnie poszło. Witek wskoczył na drugą gitarę, na perkusji zagrał Daray, nasi wokaliści już byli obecni wtedy. Klawisze nagrał Adaś Nowak, czyli brat Witka. Wszystko poszło fajnie. I w trakcie komponowania drugiej płyty pisałem już materiał na trzeci album. To też była bardzo szybka praca, czyli miesiąc – dwa na muzykę i teksty. Natomiast wszystko zaczęło się rozwlekać w czasie przez te sytuacje, o których wspomniałem wcześniej.

Na nowym albumie niektóre kompozycje poszły w psychodeliczne rejony dzięki brzmieniu fletu. Czy jego wykorzystanie było zamierzone od samego początku tworzenia płyty?

W: Grająca na klawiszach Karolina, która dołączyła do nas jakieś osiem miesięcy temu. Okazało się, że gra też na flecie. Pomyśleliśmy, że na tej płycie zrezygnujemy z saksofonu na rzecz bardziej intensywnych partii skrzypiec, na których gra Kinga oraz zaangażujemy ją w grę na flecie, bo okazało się, że Karolina gra też na flecie. Więc ona tą muzykę ubarwiła swoimi umiejętnościami. Nie planowaliśmy tego. Mamy takie podejście, że dajemy muzykom zaangażowanym w ten projekt względnie wolną rękę i ona akurat miała ten komfort, że mogła nagrywać nie w moim studio, ale u siebie. Ona zna się na rzeczy i partie fletu zarejestrowała u siebie. Przysłała nam je do akceptacji, z czego można powiedzieć śmiało, że 90% materiału, który stworzyła zostało zaakceptowanych przez nas od razu.

T: Trafiliśmy na bardzo wyjątkowych i utalentowanych ludzi przy nagrywaniu tej płyty. Nasz basista jest tego najlepszym dowodem. Z kolei Karolina okazała się osobą, która poza umiejętnościami czysto instrumentalnym i technicznymi dysponuje niesamowitą wyobraźnią muzyczną, która idealnie wpasowała się w nasz zespół. Ta dziewczyna poczuła klimat Subterfuge i klimat płyty. Jak poczuła to, co my robimy? To było oczywiście kupa rozmów, które razem przeprowadziliśmy na temat muzyki, na temat życia, na temat tekstów i ona to wszystko poczuła i przełożyła na języki klawiszy i fletu, który to instrument brzmi fenomenalnie na tej płycie.

Chcę zapytać o produkcję tego albumu bo ma on tak złożoną budowę, tyle instrumentów, ścieżek. Ale jak brzmiały te utwory w wersjach demo?

W: Na wszystkich płytach wyglądało to podobnie. Tyberiusz pisał muzykę, tworzy riffy gitarowe i zajmuje się konstrukcjami utworów. Przyjeżdżał do mnie z pomysłami, nagrywał te riffy, ustalaliśmy ramy czasowe, tempa, metrum i tak dalej. Tym samym mieliśmy tak zwane piloty. W głowie wiedzieliśmy, w którym miejscu mniej więcej będzie tekst, gdzie zwrotka, refren, jakieś solówki. Mieliśmy to już mniej więcej ułożone. Potem przychodził bębniarz i robił swoją robotę czyli nagrywał pod to bębny. Miał już ustalone tempa i metra. Chociaż często w trakcie nagrań zmieniamy coś, modyfikujemy, przesuwamy. Zależnie od naszych potrzeb lepimy powoli takiego Golema, którego możemy gdzieś tam rozmontować albo przekładać, ale baza kompozycji w 90 procentach już jest gotowa. Potem po bębnach przychodzi zazwyczaj czas na bas. W tym momencie piloty dostają wokaliści, którzy zaczynają pracować nad umiejscowieniem tekstu nad liniami melodycznymi, bo w tej kwestii dostają wolną rękę. Na koniec zazwyczaj pojawiają się klawisze, flety, saksofony, sample, żeby to wszystko spoić. Zazwyczaj tam, gdzie jest na przykład wokal to nie wciskamy na siłę intensywnych bębnów albo tam gdzie są solówki nie chcemy grać dużo przejść, nie chcemy majstrować, zostawiamy miejsce na jakiś główny instrument. A na końcu zostaje wiele pustych miejsc, które musimy wypełnić na przykład solem klawiszowym. Więc na początku nie wiemy do końca, jak to wszystko będzie brzmiało. Dlatego te albumy są sumą indywidualności wszystkich naszych muzyków. Każdy wrzuca coś od siebie, ale my z Tyberiuszem trzymamy pieczę żeby to wszystko było spójne, żeby się nie rozjechało.

T: Staramy się uczestniczyć w nagrywaniu wszystkich instrumentów i wokali zwłaszcza. Mamy jakąś koncepcję, wiemy co, co by fajnie zabrzmiało. Na przykład brzmienie perkusji to w 90% są nasze pomysły a 10% to pomysły perkusisty. Czyli my wiemy co chcemy, a bębniarz to po prostu realizuje. Podobnie w przypadku wokali to jest również praca wspólna. Wokaliści nagrywają piloty. My potem to odsłuchujemy i mówimy: to byśmy zmienili, to wyrzucili. I w czasie nagrywania też modyfikujemy to na bieżąco. Powiem szczerze, to nagrywanie wokali jest chyba najtrudniejsze. Jest strasznie dużo powtórzeń, to nie jest granie na „setkę”. Nie mamy nawet takiej możliwości nawet, żeby nagrać to na „setkę”. Nie jesteśmy zespołem, który może się zamknąć w studiu na kilka miesięcy. Ja nagrywałem swoje gitary na nową płytę może trzy godziny. Mówię o riffach, solówkach, o wszystkim po kolei.

W: Wokale nagrywaliśmy ze dwa tygodnie. Ale nie da się nagrać wokali ciągiem dzień po dniu ponieważ wokaliści się męczą. W przypadku gry na gitarze możesz się codziennie wyspać, wstać rano i nagrywać dalej. W przypadku naszego wokalisty Matt, który zdziera swoje gardło, nie byłby w stanie tego robić trzy albo cztery dni z rzędu, więc spotykamy się ze sporymi przerwami.

„Philosopher” jest zamknięciem tej trylogii albumów. Czy nie myśleliście o podsumowaniu tego na przykład albumem koncertowym?

T: Tak, chcielibyśmy kiedyś zagrać ten album w całości na koncercie. Na razie przedstawiamy wycinki tej płyty. Mamy w tej chwili trzy nowe utwory w repertuarze w tej chwili, które gramy na koncertach. Te kompozycje zwykle są wplecione w całą historię, czyli w materiał z trzech albumów, które prezentujemy na koncertach. Nasza muzyka jest na tyle skomplikowana, jest na tyle trudna, że trudno by było, abyśmy w całości zaprezentowali którykolwiek z naszych krążków. Musimy pójść za naszą publicznością. Program naszych koncertów musi mieć swoją dynamikę. My jesteśmy jeszcze w tej chwili raczkującym zespołem koncertowym w sensie takim, że nie mamy rozpoznawalnej marki. Jesteśmy mało znani pod swoją nazwą i nie możemy sobie pozwolić na pewne rzeczy. Budujemy markę, zdobywamy rynek. Jeśli będzie taka szansa to „Philosophera” w całości z przyjemnością zaprezentujemy.

A co z kolejną płytą Subterfuge po zamknięciu tej trylogii?

T: Zespół będzie się koncentrował na „concept albumach”. Kolejna płyta istnieje już w wersji instrumentalnej na gitarę. Wszystkie teksty są napisane. Będzie to album jednopłytowy. Tym razem skupimy się na realnej osobie, która żyła i opowiemy jej historię z naszej perspektywy i będziemy w dalszych latach skoncentrować na realnych postaciach.

Dziękuję za rozmowę.

Powiązane materiały