Tomasz Uszyński (Dead Frank)

WywiadGrzegorz SzklarekTomasz Uszyński
Tomasz Uszyński (Dead Frank)

Dead Frank to warszawski zespół grający alternatywnego rocka. Powstał w 2014 roku z inicjatywy Tomka Uszyńskiego (ex Voltage Betty) i Jacka (Perkoza) Perkowskiego (T.Love, Azyl P, De Mono). Panowie postanowili połączyć siły i współtworzyć ambitne, rasowe granie spod znaku Black Keys czy Jacka White'a z polskimi tekstami i przebojowymi refrenami. Na kilka naszych pytań odpowiedział Tomek Uszyński.

- W jakich okolicznościach doszło do powstania Dead Frank?

- Tomek: Historia jest w pewnym sensie towarzyska. Oczywiście znałem Perkoza z jego dokonań, ale kilka lat temu poznaliśmy się u znajomych na imprezie. Spędzaliśmy mnóstwo czasu paląc papierosy, rozmawiając o muzyce i wymieniając się „demówkami”. Doszliśmy do wniosku, że fajnie byłoby zrobić coś razem.

- Dead Frank…skąd taki pomysł na nazwę zespołu?

- Tomek: Trochę dlatego, że fajnie brzmi. Trochę dlatego, że słyszałem kiedyś fajną historię o Franku Sinatrze, któremu porwali syna i kazali mu co chwilę dzwonić z budki telefonicznej. Syna odbito następnego dnia, ale od tamtej chwili Frank już zawsze miał kieszeń wypełnioną dziesięciocentówkami. I tak go pochowali, z butelką Jacka Danielsa i kieszenią pełną monet. Był świetnym wokalistą, dżentelmenem, trochę gangsterem… a takich typów już nie ma.

- Jeden z utworów na tej płycie jest zatytułowany „Frank”. Skojarzenie z nazwą zespołu jest oczywiste. Czy ten utwór w jakiś sposób jest dla Was wyjątkowy?

- Tomek: Trochę jest wyjątkowy, bo został odrazy napisany po angielsku. Zakładaliśmy, że cały album będzie po polsku, ale ten kawałek jako jedyny powstał od razu z angielskim tekstem, więc nie zmienialiśmy tego. Mieliśmy dużo luzu przy powstawaniu tego materiału, bo nagraliśmy go sami i nikt nam się w to nie wtrącał. Dlatego tę płytę można nazwać bezkompromisową ponieważ stworzyliśmy ją bez udziału wytwórni.

- Dlaczego zdecydowaliście się na śpiewanie w naszym języku i dlaczego „Dead Frank” ma jako jedyny tekst angielski?

- Tomek: Wszystkie teksty były pisanie po polsku pod riffy, stąd mam nadzieję, że efekt jest spoko. „Frank” przybrał taki kształt naturalnie przy pisaniu i chyba jest skierowany do ludzi z tzw. korporacji.

- A propos tekstów: skąd czerpaliście inspiracje do ich napisania?

- Tomek: Inspiracje i tematy leżą na ulicy. Atakują Cię gdy tylko przejdziesz próg swojego mieszkania. Czasami nawet nie musisz nigdzie wychodzić.

- Założycielami zespołu oraz jego trzonem jesteście Wy obaj czyli Jacek i Tomek. Jak wyglądał podział obowiązków w zespole podczas powstawania muzyki oraz sesji nagraniowych?

- Tomek: Ja zająłem się warstwą tekstową i skomponowałem większość numerów. Jacek napisał całą piosenkę „To się nie uda” i riffy do „Kosmos” oraz „Królowej”. Tak to sobie wymyśliliśmy. Jacek dal mi wolną rękę i przede wszystkim zapiął to w całość.

- Płyta brzmi bardzo „koncertowo”, jakby była nagrywana na tzw. „setkę”…

- Tomek: Ten efekt to chyba zasługa Jacka, który był współproducentem płyty razem ze mną. Moje miksy były trochę bardziej brudne i „nieeleganckie”.

- W „Zdarza się raz” wystąpił gościnnie raper Sokół…

- Tomek: Sokół naturalnie pasował do wolnego tempa utworu, a ja akurat pomyślałem o nim, bo go lubię. Okazało się, że Perkoz go zna i nie było problemu z zaproszeniem go. Posłuchał, spodobało mu się, przyjechał i nagrał. Full profeska, sztos…

- Album bezdyskusyjnie wyróżnia się na polskiej scenie rockowej, jednak ciekaw jestem, jakie elementy w waszej muzyce mogłyby zadecydować, że płyta trafiłaby też do gustów odbiorców na przykład w USA czy Anglii?

- Tomek: Nigdy o ty nie myślałem. Płyta była napisana na polski rynek, bo uważaliśmy że czegoś takiego nie ma u nas.

- Jaka przyszłość czeka Dead Frank? Czy jest to jednorazowy projekt czy też planujecie dalej tworzyć pod tą nazwą?

- Tomek: Oczywiście, że myślimy. Jesteśmy zespołem grającym “muzykę”, więc wszystko się może wydarzyć.

- Dziękuję za wywiad.