Tomasz Walczak

WywiadMaciej MajewskiTomasz Walczak
Tomasz Walczak

Tomek Walczak należy do jednych z najbardziej zapracowanych muzyków okołowarszawskiej sceny metalowej. Jako bębniarz udziela się m.in. w Weedpecker, Degradacji Materiału czy Fiasko, zaś jako gitarzysta – stoi na czele własnej formacji Tankograd. Przy okazji wydania ostatniej płyty grupy Chainsword, której także jest bębniarzem, namówiłem go na rozmowę nie tylko o nowym wydawnictwie, ale i o działalności w pozostałych projektach. Zaś już 25 maja wystąpi właśnie z Chainsword obok Rites Of All, Larma i Species w warszawskim klubie Hydrozagadka.

MM: Co zmieniło się w Chainsword od wydania „Blightmarch”, bo słuchając „Born Triumphant” odniosłem wrażenie, że brzmienie się pogrubiło?

TW: Tak. Myślę, że to wina masteringu, który jest trochę głośniejszy, a poza tym mieliśmy więcej pomysłów na to, co chcemy robić i jak to ma brzmieć. Pożyczyliśmy na przykład od Inferno stare bębny Pearla. Gitary nagrywaliśmy nie tylko w linii, ale i na mikrofony w naszej salce prób. Tam również nagraliśmy wokale. Dużo dała bezpośrednia praca, a nie tylko tzw. wymiana poglądów przez Internet. Poza tym wydaje mi się, że kompozycje są po prostu lepsze, bo umiemy lepiej grać (śmiech).

MM: Wokale też dodałeś od siebie na tej płycie?

TW: Dodatkowe tak. Słychać je w „Sinistramanus Tenebrae”. W otwierającym płycie „Nekrodermis” też mnie słychać. Podzieliliśmy się też autorstwem linii wokalnych w różnych utworach.

MM: W „Grand Funeral Pyre” zaśpiewał gościnnie Gambit z Truchło Strzygi. To jego tekst?

TW: Nie, to tekst Michała, naszego wokalisty, ale stworzony stricte pod Gambita. Potrzeba było takiej trochę punkowizny. Co ciekawe – graliśmy ten numer na żywo wcześniej i dopiero w trakcie nagrań zorientowałem się, że ten fragment tekstu jest po polsku (śmiech).

MM: A czyim pomysłem był hołd dla LG Petrova?

TW: To jest pomysł Michała. W tekście padają m.in. tytuły utworów Entombed. Dla nas to bardzo ważny zespół, więc jest to dość naturalne i oczywiste, by taki hołd Larsowi Goranowi oddać.

MM: Te intra między kawałkami, które dodaliście – skąd one pochodzą?

TW: Część jest z „Warhammera”. Natomiast to o ćwiczeniach przed utworem „Trident, Rise!” pochodzi z filmu instruktażowego, zamówionego przez rząd Stanów Zjednoczonych dla gości, którzy zajmują się pociskami batalistycznymi.

MM: Płyta wyjdzie pod skrzydłami jakieś wytwórni?

TW: Jesteśmy w trakcie rozmów w tej kwestii. Najwyżej wypuścimy ją sami.

MM: Późnym latem ubiegłego roku podesłałeś mi pierwsze próby nowych nagrań Tankogradu. Na jakim etapie są prace nad kolejną płytą?

TW: Będzie wydana pewnie w drugiej połowie bieżącego roku, gdyż jest wytwórnia, która wtedy chce to wypuścić. Zespół się trochę zreformował, więc musimy trochę pograć i okrzepnąć. Skład jest białorusko-ukraińsko-polski. Jesteśmy też w trakcie sesji kompozytorskich. Mamy już dwa numery, z których jeden niepokojąco przypomina Ghost, a drugi – Paradise Lost. Możliwe też wydamy część tych utworów jako ep-kę.

MM: A Twój udział w Fiasko jest przewidziany tylko na nagarnie płyty i jeden koncert?

TW: Na więcej, niż jeden koncert. To kwestia tego, że czuję taki moment, że warto skupić się na jednej aktywności. A do tego nie można mieć 6 zespołów (śmiech). Gdyby mój mózg był inaczej skonstruowany, miałbym większą lekkość w przechodzeniu z jednej rzeczy w drugą. Jak wymyślę sobie, że trzeba coś zrobić dla zespołu, to jest to o wiele prostsze, gdy wiadomo, o który zespół chodzi (śmiech).

MM: A skąd wziął się zespół Degradacja Materiału? Bo znając Twoją muzyczną drogę, ten zespół wydaje mi się dość rzemieślniczy wykonawczo.

TW: Degradacja Materiału, to zespół Tankograd minus Kuba. W tym zespole staram się grać proste partie, bo oryginalny bębniarz tegoż, który nagrał pierwszy materiał, właśnie tak grał. Dla mnie to stanowiło o sile muzyki tego bandu, stąd chciałem to pociągnąć dalej w takiej formie. Zanim zaczęliśmy razem z Nikitą i Kostkiem, dużo jammowaliśmy. I ja przychodzi do grania na żywo, to nawet jeśli ja chcę już iść dalej z moimi partiami, to najpierw im to sygnalizuje, dzięki czemu wszystko idzie dość płynnie.

MM: Pytam także w innym kontekście: przy tych wszystkich projektach masz dość sprecyzowane granie jako perkusista. Nie kusi Cię pójście w granie bardziej improwizowane, może jazzowe?

TW: Tak jest trochę w jeszcze innym projekcie, w którym się udzielam sesyjnie, a o którym nie wspomnieliśmy – Lunacy. Tam jest modern metal i można tam odpalić wrotki w 100% Nie ma tam połamanych metrum, ale można się pobawić. Poza tym zamierzam się uprofesjonalizować i różne swoje partie chce wrzucać do sieci, żeby pokazać, jak gram takie rzeczy. Taka szkoła perkusyjna trochę.

MM: Tytułem puenty: mówiłeś mi swego czasu, że po koncertach Furii, na których byłeś, zazwyczaj powstaje w Twojej głowie jakiś nowy utwór. Czy po ostatnim koncercie Furii w Progresji, coś się urodziło?

TW: Nie, ale powstało silne, mocne postanowienie, że takie blasty jak u nich, też będę umiał grać. Odkryłem po prostu, że Furia jest najlepszym zespołem w tym kraju. Natomiast nowy numer urodził się niedawno z innej sytuacji: oglądałem podcast „Andromeda”, w którym tłumaczone są rosyjskie media na język polski, a dokładnie odcinek pod tytułem „W tym mieście zostały tylko wdowy” i mam już kawałek dla Tankogradu (śmiech).

MM: Dziękuję za rozmowę.

Foto: DISCO HOSPITAL BOOKING

Powiązane materiały