Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeWywiadyTraces To Nowhere
Traces To Nowhere

Traces To Nowhere

Wywiad11.04.2025Grzegorz SzklarekTraces To Nowhere
Traces To Nowhere

Warszawski zespół Traces to Nowhere w zeszłym roku wydał świetnie przyjętą płytę "Lost Tribe". Jej następcą jest płyta "Live at the Church" nagrana w opuszczonym kościele ewangelickim w Wielbarku. I właśnie o kulisach powstania tego wydawnictwa porozmawialiśmy z wokalistką Karoliną Mazurską, gitarzystą Tomaszem Niedzielko i basistą Janem Kaliszewskim.

GS: Dlaczego zdecydowaliście się na wydanie albumu koncertowego z zapisem występu zagranego sześć lat temu?

KM: Wiele osób pytało nas o to, dlaczego ten materiał nie jest dostępny w streamingu, no i postanowiliśmy coś z tym zrobić. Wydaliśmy go pomimo tego, że jest już w zasadzie archiwalny, ale nadal dobrze brzmi i stwierdziliśmy, że warto go wypuścić po prostu w tej formie.

JK: No i trochę szkoda nam było tego wideo z koncertu, które jest dostępne na naszym YouTube, a może mało osób o tym do tej pory wiedziało. Część osób dopiero po posłuchaniu tego materiału w streamingu obejrzało pełen koncert z obrazem i dzięki temu mogło zobaczyć cały ten klimat, który udało się nam stworzyć w kościele ewangelickim w Wielbarku.

GS: Ale powiedzieliście mi przed naszą rozmową, że słyszeliście opinie, iż ta wersja koncertowa jest lepsza niż wersja studyjna albumu „Up To The Sun”, który promowaliście na tym koncercie.

TN: Tak, były takie głosy i to nawet dość sporo i nie będę ukrywał, że było to dla nas zaskoczeniem. Ale chyba pozytywnym.

KM: Na pewno pozytywnym, bo te utwory w wersjach koncertowych nie były takie dopieszczane, są bardziej surowe i wiele osób twierdzi, że taka twarz zespołu jest ciekawsza, bardziej dynamiczna.

JK: Może jest więcej „mięsa” i lepiej słychać podobno wokale Karoliny. A ja nie jestem taką opinią zaskoczony, bo zawsze uważałem, że jesteśmy lepsi na żywo niż w studio.

TN: Chyba rzeczywiście jest tak, że kiedy jesteśmy na scenie, to dajemy z siebie dużo więcej niż w sali prób czy w studiu. Jest ta energia.

GS: Jeżeli założeniem było to, żeby zagrać pierwszą płytę w wersji koncertowej, to czemu tam trzech utworów nie ma, no dwóch właściwie, bo „Intro” siłą rzeczy odpada.

KM: „Two Minutes” i „Split” nie ma. Tak, „Splita” nie graliśmy na żywo, bo to jest taki bardziej studyjny utwór, a „Two Minutes” nam nie weszło w wideo. Zabrakło tam paru kamer i to był taki moment w trakcie koncertu, że były tam różnego typu przepinki.

JK: Tak, problemy techniczne jednak siłą rzeczy zdarzają się przy live'ach co powoduje, że z różnych powodów zespoły uznają, że jakieś fragmenty nie powinny się znaleźć na płycie czy DVD.

GS: Ale od samego początku chcieliście tę płytę zagrać w całości, bez żadnych dodatków z innych wydawnictw?

TN: No w sumie nie do końca, bo zagraliśmy jeden numer z tej nowej płyty czyli „When The Silence Screams”, tylko w wersji zupełnie starej, która nie weszła kilka lat później na album „Lost Tribe”. Zmieniliśmy jednak trochę ten numer. To było przedpremierowe zagranie tego kawałka, ale nie trafiło na płytę koncertową.

JK: On się trochę zmienił od tego czasu i w nowej wersji jest na „Lost Tribe”. Stwierdziliśmy, że jego nie będziemy wrzucać na „lajfa”, bo po pierwsze, chcieliśmy by tracklista tej płyty się trzymała kupy, jeśli mieliśmy na „Live At The Church” zamieścić koncertową wersję „Up To The Sun”, a druga sprawa, była taka, że ta kompozycja się dość mocno zmieniła i nie chcieliśmy już mieszać ludziom za bardzo.

KM: Jeszcze się okazało, że sztuczna inteligencja w postaci różnych platform z muzyką nie radzi sobie do końca z udostępnianiem tych samych kawałków w różnych wersjach. To byłoby zamieszanie niepotrzebne. Wiele streamingów nie ogarnia tego, że może być kawałek live w innej wersji i studyjny w innej wersji.

GS: Jak ogarnęliście ten występ od strony organizacyjnej? Skąd ten Wielbark, skąd ten kościół?

KM: Nasi znajomi, którzy mieszkają w Wielbarku wpadli na pomysł tego koncertu, oni organizują w tym miejscu różne eventy, ale raczej spokojniejsze.

JK: I stwierdzili, że czemu nie spróbować z czymś ostrzejszym i zobaczyć jak to zażre i czy mieszkańcy dadzą radę wytrzymać takie klimaty. Dali radę, aczkolwiek część osób była zaskoczona. To było świetne doświadczenie dla muzyków, bo granie dla starszych pań z małej miejscowości jest takim trochę innym doświadczeniem niż granie dla biletowanej publiki.

GS: To była biletowana publika, czy też ludzie zaproszeni?

KM: To był event otwarty, więc każdy mógł przyjść z mieszkańców. Nawet z Olsztyna przyjechali.

JK: Ale sam klimat był fajny, bo po koncercie był taki after w stylu: ciasteczko, lampka wina i można było z tymi starszymi paniami wymienić się doświadczeniami i Karolina usłyszała coś, co było hitem.

KM: Tak, jedna pani podeszła i powiedziała, że jej syn jest fanem Twin Peaks i że musi kupić nasz cały merch, że było cudownie i bardzo jej się podobał ten koncert.

TN: Ale już od strony organizacyjnej to w dużej części było DIY. Własnymi siłami prawie wszystko było zrobione łącznie z wożeniem drewna z lasu jako wystroju, z wieszaniem ekranu, żeby wyświetlić wizualizację. Na szczęście kolega ma umiejętności, jeśli chodzi o wspinaczkę po drzewach, więc dał radę.

JK: Tak, realizatora dźwięku i sprzęt też musieliśmy sami ogarnąć, bo to nie jest miejsce w ogóle jakkolwiek przystosowane do grania takiej muzyki.

KM: Ale akustycznie bardzo dobrze to zabrzmiało. Świetnie, że w ogóle tam weszliśmy odpowiednio wcześniej, żeby zobaczyć jak to miejsce wygląda akustycznie. Byliśmy w szoku, że tak dobrze. Jest to świetne miejsce do grania.

TN: Już nie było mebli w środku, bo to jest miejsce opuszczone od trzydziestu czy czterdziestu lat. Do tego drewniany dach, z bardzo starych dębów. Żadnych witraży nie było. Miejsce z ogromnym potencjałem dźwiękowym, więc może to nie było nasze ostatnie słowo jeśli chodzi o to miejsce. Jakieś pomysły mamy.

JK: Nie chcemy zapeszać, ale możliwe, że coś w przyszłości tam zrobimy.

GS: Czy zgodzicie się, że ta płyta koncertowa jest zamknięciem tamtego trochę mocniejszego etapu w waszej działalności? Bo album „Lost Tribe” z ubiegłego roku mimo wszystko jest bardziej melodyjny i łagodniejszy niż „Up To The Sun” z 2018 roku.

KM: Muzycznie na pewno się różni, aczkolwiek klimat obie płyty na pewno gdzieś tam mają bardzo zbliżony. Jednak też nie wiadomo jaka będzie nasza kolejna płyta, bo my lubimy bardzo dużo różnej muzyki. Tak naprawdę nie wiadomo w którą stronę to pójdzie.

JK: Jesteśmy z muzyką na bieżąco i trendy tak się zmieniają w muzyce światowej, że też ciężko powiedzieć jak u nas to będzie wyglądało.

GS: Na pewno nie zmienicie się diametralnie. Nie będzie to wesoła muzyka dla wesołych ludzi.

JK: Często słyszymy, że to bardzo smutna muzyka. Tomek kiedyś powiedział o nas, że weseli ludzie grają smutną muzykę i chyba te słowa nas dobrze opisują.

GS: A czemu aż sześć lat czekaliśmy na nowy album studyjny Traces to Nowhere?

TN: Życie, sprawy prywatne. Trochę nam się drogi rozeszły na jakiś czas. Były różne sytuacje rodzinne w zespole. Trochę nam się zeszło z tym, niestety.

GS: Ale pierwsze numery mieliście już w 2019 roku?

KM: Część tak. Na pewno wspomniany już „When The Silence Screams” oraz „Blurry Pictures” – zdaje się, że był jakiś szkielet tego utworu.

JK: W instrumentalnej wersji był bardziej. Był już bardzo zbliżony instrumentalnie do tej wersji, która trafiła na „Lost Tribe”. Chyba tyle w sumie. Warto dodać, że ten trudny okres, który sprawił, że praca nad tą płytą się przeciągnęła, też wpłynął na to, jakie są tam utwory i jakie tam słychać emocje. I to jest duży walor tego albumu.

GS: A nie myśleliście o tym, żeby zagrać koncert akustyczny?

JK: Był kiedyś taki pomysł przez chwilę, ale gdzieś dawno się rozmył...

KM: Dużo różnych pomysłów było. Może jeszcze kiedyś wrócimy do tego, ale na razie chyba nie. Na przyszłość jest to jakiś pomysł. Myślę, że akustyczne granie trochę by nas ograniczyło aranżacyjnie. Lubimy jednak pokombinować z różnymi efektami.

GS: Od wydania ostatniej płyty minął rok i co dalej?

TN: Mamy plan na singel lub ep-kę. Ciężko powiedzieć. Na razie dopiero zaczynamy coś tam wstępnie „rzeźbić” w pomysłach na nową muzykę.

GS: Szkoda by było, żebyście znowu pięć lat czekali na wydanie płyty.

KM: Chcemy coś zrobić wcześniej. W tym roku prawdopodobnie jeszcze uda się pokazać coś nowego. Myślę, że kreatywnie podchodzimy do tematu. I to będzie coś innego niż robiliśmy. Tyle mogę zdradzić.

JK: Może nie będzie to cała płyta, ale coś nowego czego tego ten zespół jeszcze nie robił. Już się nie powtórzy taka przerwa w naszej działalności.

FOTO: Aleksandra Burska

Powiązane materiały

Powiązane materiały

Traces To Nowhere ze zboru w Wielbarku
News20.02.2025

Traces To Nowhere ze zboru w Wielbarku

Warszawski zespół Traces to Nowhere w zeszłym roku wydał świetnie przyjętą płytę "Lost Tribe". Jej następcą jest płyta "Live at the Church" nagrana w opuszczonym kościele ewangelickim w Wielbarku.