Zentropia

WywiadGrzegorz SzklarekZentropia
Zentropia

Michał Kwiatkowski to pomysłodawca, współzałożyciel i basista grupy Kazik Na Żywo. Udzielał się także w takich zespołach jak UR, Kobranocka i Honky Tonk Men. Po latach poszukiwań powrócił z solowym projektem Zentropia, który ma na koncie trzy single zapowiadające zaplanowaną jeszcze na ten rok debiutancką płytę. Zapraszamy do lektury naszego wywiadu z muzykiem.

GS: Kiedy narodził się pomysł na projekt Zentropia?

MK: O ile pamiętam, to gdzieś w 2022 roku. Najpierw działałem w Kaziku na Żywo, grałem z UR, a gdy oba projekty się zakończyły, wpadłem na kilka lat w twórczą próżnię. W pewnym momencie, pod wpływem zainteresowań moich synów, zacząłem się bawić elektroniką. Odstawiłem gitarę i postawiłem sobie klawiaturę, czego nigdy wcześniej nie robiłem, bo zawsze pisałem piosenki wychodząc od gitary. I to był właśnie ten okres, gdy zaczęły powstawać rzeczy, które mnie zaintrygowały. Wtedy nie miałem jeszcze w głowie nazwy Zentropia. Przyszła, gdy materiał być gotowy w całości.

GS: Czy na etapie powstawania i nagrywania tego materiału nie myślałeś, aby wokół siebie stworzyć zespół muzyków? Wiem, że w jednym z numerów na saksofonie gra Tomek Glazik znany z Kultu…

MK: W URZE wymyślałem szkielety piosenek, które potem zespołowo aranżowaliśmy i one zawsze siłą rzeczy wymykały się spod mojej kontroli, bo na tym właśnie polega działalność zespołowa. Każdy muzyk daje coś od siebie i efekt końcowy niespodzianką, co jest bardzo fajne. Natomiast w przypadku Zentropii zależało mi na tym, aby te piosenki stworzyć samemu od A do Z i dopiero potem zaprosić do współpracy kolegów. Jesteśmy w trakcie prób i mam nadzieję, że projekt zafunkcjonuje koncertowo. Tworząc Zentropię chciałem wziąć odpowiedzialność za całość, bez chowania się za innymi muzykami. Piosenka „Wyspy” z piękną solówką Tomka jest na płycie jedynym wyjątkiem od tego założenia.

GS: W tych utworach słychać Twój sentyment za latami 90-tymi. Chociażby w utworze „Lata 90-te”. Ten akapit o Kaziku to żarcik czy też rzeczywiście jest między Wami jakiś „beef”?

MK: Nie, wszystko jest z nami w porządku. Koleżeńsko jest OK (śmiech). Natomiast światopoglądowo rzeczywiście się mocno rozjechaliśmy. Gdy czasem wymieniamy się smsami, Kazik często zaczyna słowami: „Chociaż już w niczym się nie zgadzamy, to…” (śmiech). Kazik jest liberałem reaganowsko-thatcherowskim. Nie uleczył się z tego. A ja zupełnie przeciwnie. Gdy dochodzi między nami do dyskusji o gospodarce czy polityce, to zgody między nami nie ma. Ale nadal się lubimy.

GS: Z kolei w „Misji z Syriusza” mocno pobrzmiewają lata 80-te.

MK: Zgadza się i nie jest to jedyny utwór w tej stylistyce na tej płycie. Ten album będzie takim misz-maszem lat 80-tych i 90-tych. W „Misji z Syriusza” słychać sporo elementów tanecznych..

GS: Dla mnie w tym numerze słychać Kapitana Nemo…

MK: Noooooo, to ciekawe. Bo w latach 80-tych dosyć radykalnie odrzucałem tę popowo-elektroniczną muzykę. Byłem bardzo mocno osadzony w Led Zeppelin, Black Sabbath, prog-rocku. Potem to płynnie przeszło w fascynacje jazzowe. Natomiast ciekawe jest to, że te brzmienia syntezatorowe, które wtedy hulały w eterze, gdzieś tam się odkładały. I na tej płycie wyszły na światło dzienne.

GS: Teraz jest znowu moda na lata 80-te. Co drugi wykonawca nawiązuje do tamtych lat…

MK: To też ma duże znaczenie. Trochę jest tak, że rock zaczyna zjadać swój własny ogon. Nawet Queens of the Stone Age, których zawsze nazywałem „zbawicielami rocka”, też już zaczynają się powtarzać. I to gitarowe granie potrzebuje uzdrowienia czy dopływu świeżej krwi. Choć teraz widzę, że młodzi ludzie wracają do gitar. To są takie fale. Do mnie lata 80-te dotarły teraz. Ale muszę też dodać, że brzmienie klawiszy na mojej płycie to w znacznej części zasługa producenta Janka Łukomskiego, który jest znacznie młodszy ode mnie.

GS: Co to jest Zentropia?

MK: Świat jest dla nas bardzo trudny w ostatnich kilku latach. Jego entropia czyli poziom chaosu radykalnie wzrasta, jak nigdy w moim pięćdziesięciokilkuletnim życiu. A i tak w Polsce jest w miarę spokojnie. W latach 90-tych, gdy ktoś miał pieniądze, bez żadnego problemu mógł sobie kupić bilet lotniczy, zarzucić plecak na ramię i pojechać niemal wszędzie. Teraz takich miejsc, gdzie możesz bez strachu pojechać z plecakiem, jest coraz mniej. Więc to jest ta entropia, w której trzeba znajdować sobie jakiś „zen”, spokój, by w ogóle przetrwać. I te piosenki są właśnie o tym. Z jednej strony o niepokojach, a z drugiej strony o miłości. Bo taka głębsza miłość, nie rozdygotana i werterowska, pozwala wierzyć w to, że mimo wszystko będzie dobrze.

GS: Powiedziałeś już, że zaprosiłeś do współpracy koncertowej kilku muzyków, ale jestem ciekaw, czy traktujesz Zentropię jako coś na dłużej, czy raczej jako jednorazowy projekt?

MK: Chciałbym, aby było to coś bardziej trwałego, tym bardziej, że udało mi się zaprosić naprawdę fajnych muzyków. Maciek Majchrzak z poprzedniego składu T. Love na klawiszach, Piotrek Winnicki na gitarze i perkusista Konrad Kubalski. Tylko pytanie, czy będzie na to publiczność? Bo jechać w trasę i grać dla pustych sal to już nie dla nas. Ale gdyby doszło do drugiej płyty, to na pewno nagrywałbym ją z zespołem.

GS: Dziękuję za rozmowę.