Decadent Fun Club zaprasza do tanga

"Tango" to pierwszy zwiastun długo oczekiwanego albumu Decadent Fun Club. Utwór otwiera serię singli, które będą wydawane regularnie co miesiąc aż do września, kiedy ukaże się cały album zatytułowany "OKO".
"Długo oczekiwany album" - można by było pomyśleć, że jest to tylko slogan promocyjny wygenerowany przez AI do promocji kolejnego, jednego z wielu "ważnych", "wyjątkowych" i "przełomowych" albumów, które ukazują się każdego dnia. Jednak nie dajcie się zwieść prostym skojarzeniom i łatwym osądom. Na album Decadent Fun Club w istocie czeka całkiem spore grono osób od dobrych pięciu lat! Jak się okazuje - czeka cierpliwie i wiernie. Najlepszym na to dowodem jest sukces akcji crowdfundigowej przeprowadzonej wśród fanów Decadent Fun Club. Powodzenie tej inicjatywy przekroczyło nawet oczekiwania samego zespołu, gdyż okazało się, że ich sympatycy zebrali łącznie ponad 150% zakładanej kwoty! Dzięki temu muzycy mieli zapewnioną pełną swobodę twórczą i wysoką jakość produkcji przy zachowaniu całkowitej niezależności.
"Tango" jest syntezą stylu Decadent Fun Club, który trafia zarówno do odbiorców szeroko pojętej alternatywy, jak i ambitnego popu. Utwór utrzymany w molowej tonacji przenosi słuchacza do tajemniczego świata marzeń i nostalgii. Na pytanie o warstwę muzyczną utworu wokalista zespołu, Paweł Ostrowski, odpowiada dość niejednoznacznie, ale obrazowo: "Dominuje tu kolor niebieski, który zalicza się do barw chłodnych, jednak w tym przypadku nie mrozi, tylko przyjemnie orzeźwia. Jest tu także całkiem sporo fioletowego szaleństwa".
Zdaniem Pawła jest to doskonałe wprowadzenie do świata "OKO", ale nie stanowi wyznacznika stylistycznego całego albumu, który ma być eklektyczny: "To będzie podróż - rollercoaster przez całe spektrum kolorów i stanów emocjonalnych: zimnych, ciepłych, euforycznych, spokojnych, przyziemnych i kosmicznych".
W warstwie lirycznej "Tango" to poetycka impresja zabarwiona dekadencją, oniryzmem i psychodelią. Paweł: "Wbrew pozorom tytuł nie ma związku z muzyką, tylko jest luźnym odniesieniem do książki "Tango" Sławomira Mrożka. Pojawia się tu także motyw wirującego derwisza, który w ekstatycznym tańcu szuka mistycznej jedni z absolutem. Po raz pierwszy poznałem to słowo gdy byłem dzieckiem i zasłuchiwałem się w kasecie zespołu Maanam - "Derwisz i Anioł". Po wielu latach spotkałem prawdziwego derwisza, który stał się jedną z moich inspiracji. Dostałem od niego także suknię, którą widać na okładce singla”.
Decadent Fun Club nie wyraża się wyłącznie poprzez dźwięki i słowa. Identyfikacja wizualna zespołu jest tak samo silna i osobista jak ich muzyka. Wcześniejsze teledyski Decadent Fun Club nie tylko zaintrygowały odbiorców, ale też zyskały uznanie na festiwalach Yach Film, Berlin Music Video Awards czy Cinemaforum. Większość teledysków i okładek powstała we współpracy z grupą artystyczną NOWHERE Productions, która zajmuje się wizualną stroną Decadent Fun Club. Reżyserem jednego z teledysków był także Andrzej Dragan. Także tym razem zespół przygotował coś specjalnego, jednak na to trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać. Paweł: "Teledysk jest już od dawna gotowy, ale z pełną premedytacją nie chcemy ujawniać wszystkiego równocześnie. Sam utwór jest dość intensywny, a teledysk w reżyserii Piotra Smoleńskiego jeszcze bardziej nasyca go symbolami i mocnymi bodźcami wizualnymi. Dlatego chcemy, aby najpierw przemówiły dźwięki i słowa, a dopiero później obraz".




