Mindheal wydał "Heart And Mind"

News
Mindheal wydał "Heart And Mind"

Ukazała się trzecia płyta w dorobku rzeszowskiego twórcy muzyki elektronicznej Wojciecha Stecko ukrywającego się pod pseudonimem MIndheal zatytułowana "Heart And Mind".

"Heart And Mind" to album, który wytrąca z rutyny, podsuwając słuchaczowi pretekst do pełnej emocji refleksji. Mindheal, na bazie klasycznej szkoły elektroniki, nowoczesnych syntezatorów i szczypty lat 80’, wypracował swój własny, muzyczny odcisk palca – rozpoznawalny zarówno dla miłośników stylu, jak i przypadkowych słuchaczy. W tle rozgrywa się delikatny konflikt pomiędzy chłodną racjonalnością a cichym szeptem emocji, a te dwie siły, niczym w delikatnym tańcu przeciwieństw, uzupełniają się, ścierają i ponownie łączą. Swoisty spektakl, w którym serce i rozum toczą wyrafinowaną walkę o dominację przynosi tu zaskakująco spójną mieszankę melodyjnej, inteligentnie skomponowanej elektroniki, w której wyraźnie słychać indywidualny charakter artysty.

Całości dopełnia atrakcyjnie zaprojektowana edycja CD – wizualny akcent współgrający z warstwą dźwiękową, podkreślający jej złożoność i bogactwo formy. To oryginalne wydanie przyciąga wzrok, tworząc elegancką formę prezentacji muzyki artysty.

Wojciech Stecko o sobie: „Urodziłem się pod koniec lat 70', co w sposób nieunikniony wpłynęło na mój muzyczny gust, wciągając mnie w ducha i fascynujący świat dźwięków lat 80'. Czas, gdy młode uszy takie jak moje kształtowane były przez ikony new romantic i synth popu. Szybko odkryłem, że tam gdzie słyszę syntezatory tam czerpię radość. Do początkowo niewysublimowanego gustu malca słuchającego prawie wszystkiego „z nurtu” - a więc Alphaville, Depeche Mode, Yazoo, OMD, Visage, Pet Shop Boys, Ultravox, Duran Duran, Tears For Fears, Spandau Ballet, Talk Talk czy Soft Cell - z czasem zaczęli dołączać wykonawcy muzyki elektronicznej: Tangerine Dream, Klaus Schulze, Jarre, Vangelis. Zafascynowany latami 70’ m.in. twórczością Pink Floyd jednocześnie przyglądałem się nowościom; a było czemu gdyż przełom lat 80 i 90 to okres znaczących przemian. Uwielbiałem obserwować jak ewoluują dokonania artystów, jak zmieniają się brzmienia, klimat kolejnych płyt, zwłaszcza w kontekście nowych modeli syntezatorów i maszyn perkusyjnych, które systematycznie i z regularnością pojawiały się w sprzedaży, a ja już wtedy ten rynek śledziłem. Eksplorowałem nowe gatunki od synthwave’u przez Enigmę z jej chórami spojonymi z klarownym czystym rytmem. Otarłem się o muzykę filmową zarówno klasyczną od Ennio Morricone jak i nowości, wliczając Hansa Zimmera, Angelo Badalamentiego i innych. Oczywiście mojej uwadze nie uchodziły kolejne dokonania Briana Eno, Dead Can Dance, Lisy Gerard oraz muzyki bardziej eksperymentalnej. Cały tamten okres w dużej mierze zdeterminował moje późniejsze dokonania muzyczne. Z klasyków, potrafiłem zanurzać się w Genesis i godzinami słuchać Queen czy U2. Chociaż rock jest mi bliski, próżno go szukać w moich kompozycjach, być może dlatego, iż nigdy nie opanowałem sztuki gry na gitarze. W swojej produkcji i w kompozycjach szukam niecodziennych zestawień; łączę stare analogowe syntezatory z nowoczesnymi barwami, czasem wręcz sterylnymi i krystaliczno-jasnymi. Napędza mnie taki eklektyzm oraz kontrasty, co bardzo często słychać w moich utworach. Oprócz emulacji analogowych maszyn z lat 80’ czy wręcz 70’ (wiernie odtworzonych albo celowo przetworzonych z użyciem nowoczesnych narzędzi) wplatam chętnie elementy orkiestrowe zwłaszcza smyczki. Nie potrafię bez nich żyć, zarówno bez tych klasycznych jaki i syntetycznych. Czasem łączę je z nowoczesną elektroniką, a czasem pozwalam brzmieć niezakłóconym”.

Powiązane materiały