Paulina Przybysz powraca

NewsUniversal Music Polska

„Wracając” to pierwsza zapowiedź albumu Pauliny Przybysz o tej samej nazwie, który ukaże się 21 kwietnia.

Twoja nowa płyta jest zatytułowana „Wracając”. Jak byś określiła punkty A i B między którymi wędrujesz?

Nie ma takich punktów. Mam wrażenie, że życie na tym polega, że najpierw chcesz być jak największym i szybko urosnąć, ale potem wrócić do siebie i utrzymywać tą swoją witalność, radość i dziecięcą spontaniczność. Więc trochę tam wracam…

…ale jest to także Twój powrót muzyczny pod szyldem Paulina Przybysz po 3 latach. Co prawda po drodze miałaś inne wydawnictwa, ale „Wracam” to Twój pierwszy solowy album od 2020 roku.

Tak. Mam wrażenie, że ja nigdy nie przestaję robić rzeczy mniej lub bardziej undergroundowych. Nawet jak rodziłam dzieci, to nie miałam urlopu, aby nie tworzyć płyt, nie grać koncertów. Czasami się nad tym zastanawiam, czy to jest normalne. Ale w tym przypadku nie było tak, że wszystkim oznajmiłam, że niniejszym powracam na scenę. Bardziej mam wrażenie powrotu gatunku. Jest trochę tak, że jak sobie przeanalizuję, co na tej płycie nagrałam to jest to gatunkowo nawet bliskie do Sistars, ale w nowoczesnym wydaniu produkcyjnym bardziej, ale jednak to wciąż jest ten gatunek.

Na tej płycie pobrzmiewają echa tego co przeżywaliśmy i czego jesteśmy świadkami od trzech lat. Mam tu na myśli chociażby wojnę na Ukrainie i jej ślady w tytułowym utworze. W tle słychać ukraiński chór…

Tak, aczkolwiek to jest ciekawa sytuacja, bo napisaliśmy ten utwór w październiku 2021. Historia tego sampla jest taka, że Kuba Więcek, który jest producentem tego utworu, pojechał do Lwowa na warsztaty jazzowe. Tam spotkał dziewczynę, która miała się uczyć jazzu. Ale to one jemu śpiewały swoje ludowe rzeczy. Kuba nagrywał to na telefon. Gdy przyjechałam do niego to powiedział mi: „Dobra, ja idę robić kawę, a Ty sobie tutaj oglądaj sample”. Ja sobie ten plik wybrałam nawet do końca nie rozumiejąc co tam jest śpiewane. A Kuba zaczął ten utwór zapętlać, dokładać kolejne instrumenty, a ja zaczęłam pisać tekst i nie mieliśmy pojęcia, że za kilka miesięcy ten utwór zupełnie inaczej zabrzmi. I dla mnie to była taka prosta piosenka o relacjach, o dawaniu sobie przestrzeni, o tym, że trzeba odejść, trzeba poczekać, że relacja bardziej polega na przeświadczeniu, że coś będzie trwało, niż na pewności. A potem okazało się, pewność w tej piosence, gdy się jej słucha w kontekście wojny to jest w ogóle o jeszcze czymś innym niż tylko o związku, prawda?

Skąd w ogóle w Twojej głowie wziął się pomysł na piosenkowość na tej płycie? Bo to jest Twój najbardziej piosenkowy album solowy. Są tu kompozycje hip-hopowe i soulowe, ale parę numerów jak „Definicje” czy „Jak Tam” to bardzo ładne piosenki.

Mam takie „piosenkowe” momenty w życiu. Na drugiej płycie projektu Pinawella znalazła się kompozycja „Przeczucie”, którą uważam za piosenkę (śmiech). Mam tam takie zwroty akcji, ale to trochę jest tak, że wytwórnia mówi mi: „Hej, Paulina, może byś napisała jakieś piosenki?”. I faktycznie przy „Definicjach” pojawiło się takie wskazanie: „Hej, mogłabyś śpiewać ballady”. No pewnie, że bym mogła, ale przecież mam swoją „jazdę”. Ale im bardziej mówiłam, że „nie”, tym bardziej myślałam: „Co? Ja nie nagram ballady?” (śmiech). Tak więc „Definicje” faktycznie są po jakiejś przekornej sytuacji, w której postanowiłam, że usiądę i napiszę taką balladę. I bardzo byłam szczęśliwa, że to zrobiłam, bo bardzo kocham tę piosenkę, więc może trochę to wyszło po przekorze, ale też myślę sobie, że może przez lata zaczynam się uczyć pisać piosenki, które nie przeginają w swojej formie. Staram się wyciągnąć jakąś syntezę z tego co chcę przekazać zarówno muzycznie, jak i tekstowo. Chociaż są też piosenki typu „Na To” czy „Supergirl”, w których absolutnie nie kryguję się z ilością treści. Dla mnie to rozważania na dłuższą chwilę:* „dlaczego piszę piosenki?”*. Może to kwestia powrotu do muzycznej klasyki, na której się wychowałam. Spektrum tego co mnie inspiruje bardzo się rozszerza o dźwięki, które kiedyś wydawały mi się nudne, takie jak piosenki Stinga, a teraz zaczynam rozumieć jego kunszt i to, że nie tylko skomplikowane rzeczy są dobre.

Na „Wracam” pojawiło się kilku cenionych gości: asthma, Margaret, Rifa Ri czy Szczyl. Według jakiego klucza ich dobrałaś?

To są ludzie, którzy pojawiali się we mnie, kiedy pisałam piosenki. Bo to nie jest tak, że ja planuję sobie album i myślę sobie: „Dobra, zaproszę sobie takich i takich gości”. Pisząc piosenkę, która rodzi się ze spotkania z producentem, dochodzę miejsca, w którym słyszę, że tutaj powinno być coś innego, odmienny głosy, przekaz i inna osobowość. I za każdym razem tak było i czasem myślałam sobie: „Jezu, za dużo tych gości!”. Ale te piosenki podobały mi się na tyle, że musiały zostać na płycie. Myślę, że w dobie hip-hopowych albumów to tych gości tak dużo na „Wracając” nie ma.

W połowie płyty są tuż obok siebie trzy bardzo kontrastujące pod względem tekstowym utwory: „Definicje”, „Supergirl” i „Toxic”. Pierwszy z nich opowiada o kobiecie, która potrzebuje bliskości u boku mężczyzną, natomiast dwa kolejne to opowieści o naprawdę mocnych, znających swoją wartość paniach. Zestawienie tak kontrastujących numerów było zamierzone?

Przede wszystkim „kleję” utwory pod względem brzmieniowym. Ale potem jak słucham tego to wszystko mi się bardzo układa. I ta piosenka z cytatami „zadzwoń przyjdź” i „on pisze, pisze i przerywa ciszę” nadają wielowymiarowości. Ale tu muszę wyznać, że to utwór u dwóch skrajnie innych osobach w moim życiu. „Toxic” jest ciekawą piosenką bo ma w sobie ładunek asertywności i braku zgody na wchodzenie „z butami” w życie. I to jest ciekawe bo Ryfa znalazła swojego odbiorcę. To były inne postacie z życia, ale miałyśmy wspólny „flow”. Dużo ludzi do mnie pisze o tej piosence, że też mają swoich adresatów, że ta piosenka działa na nich. Że to co do mnie mówisz nie jest moim „shitem” lecz Twoim (śmiech). A więc udało się pod kątem misyjności tej piosenki.

Jeśli już rozmawiamy o misyjności, to nie można nie wspomnieć o kompozycji „Przepraszam”, która w mojej opinii jest jednym z najmocniejszych muzycznych głosów na temat tego, co się dzieje w tym kraju w ostatnich latach….Brakowało mi takiej wypowiedzi wśród rodzimych wykonawców nierockowych.

Bardzo dziękuję. Należy zwrócić uwagę na asthmę występującego gościnnie w tej kompozycji. Jego instagramowy nick name „Don’t Kill the Planet” nie jest przypadkowy. I jeśli wejść w jego poprzednie nagrania, które są po angielsku, to jest to bardzo dobry punk. I ten hip hop i punk się u niego przeplatają, ale nie w taki groteskowy sposób, ale na poważnie. Mam takie same przemyślenia jak on, dzielę jego miłość do pokojowej skąd inąd misji. Uważam, że nasze pokolenie ma problem z patriotyzmem. Pomimo, że jest tak dużo przepięknej literatury patriotycznej takiej jak chociażby wiersze Baczyńskiego, to jednak coś się zbiera w nas na myśl o tym współczesnym patriotyzmie serwowanym przez oficjalne czynniki. Dopiero kiedy wybuchła wojna na Ukrainie to człowiek zaczął sobie myśleć: „Boże, co by to było, gdyby u nas tak się działo?”. Jak nasze życia by się rozje.ały, gdyby nagle się okazało, że mamy wojnę. Moje dzieci są w szkole muzycznej. Śpiewają tam sobie w chórze piękne rzeczy po łacinie, ale gdy wjeżdża 11 listopada to moja córka śmiga na wózeczku po ogródku i śpiewa Rotę i myślę sobie: „Hmmmm, jak ona to rozumie?”. Tak więc ten utwór jest takim trochę „wyrzygiem” na powyższą kwestię i na to, co się dzieje wokół nas.

Masz na koncie wiele projektów, teraz jesteś po wydaniu „Wracając”. Powstaje pytanie: masz w zanadrzu coś nowego nad czym pracujesz?

Cały czas nad czymś pracuję (śmiech). Rita Pax po projekcie „breakoutowym” chwilę sobie pobyła. To jednak nas pobudziło do robienia swoich rzeczy. Mamy już napisane piosenki w wyniku cotygodniowych spotkań – bez ciśnienia i bez dead lineów. Teraz powstaje kwestia nagrania tych piosenek. A ja, już podczas miksowania „Wracając”, zaczęłam sobie pisać nowe kompozycje, ale jestem na etapie poszukiwania z kim będę tę nową płytę robić. Ale to już się dzieje. Jak powiedziałam Ci na początku naszej rozmowy – to się nigdy nie przestaje dziać (śmiech). Czasem mnie to martwi bo myślę sobie, że zwariuję, ale z drugiej strony nie umiem funkcjonować inaczej (śmiech).

Dziękuję za rozmowę.

Foto: M. Surovy

Powiązane materiały