1984 - Projekt Loebl

Recenzja1984Antena Krzyku2023
1984 - Projekt Loebl

Rzeszowskie zimnofalowe 1984 wzięło "na warsztat" teksty legendarnego autora tekstów Bogdana Loebla. Owocem tego projektu jest album "Projekt Loebl", którego recenzję możecie przeczytać poniżej.

Na okładce maki – kwiaty o wielu obliczach, z jednej strony niewinne, radosne i celebracyjne, a z drugiej trujące, złowrogie, śmiercionośne. Dokładnie taka jest też muzyka zgromadzona na nowej płycie formacji 1984 – ciesząca swoją jakością, pomysłem, produkcją i niezłomnością; ale z drugiej frustrująca ciężarem tematycznym, czarnymi wizjami i nieskończonym smutkiem. Za zaistnienie tej płyty odpowiadają trzy instytucje: Bogdan Loebl, poeta i prozaik, czołowy literat polskiego bluesa, którego teksty uniosły w górę niezliczoną ilość polskich ekip, na czele z Breakoutem, a także Niebiesko-Czarnymi, SBB, Dżemem. Druga siła to Piotr Liszcz nazywany Mizernym, niestrudzony i nieprzejednany lider 1984, czołowego polskiego zespołu nowej fali i alternatywnego rocka. A ta trzecia to ekipa fachowców, jaka stanęła za sterami produkcyjnymi tej niezwykłej płyty, nadając jej ten ciężki, posuwisty, tragiczny wydźwięk, bardziej kojarzący się z elektro-industrialem, niż bluesem.

Siłę napisanych przez pana Bogdana słów znamy nie od dziś: „Kiedy byłem małym chłopcem”, „Oni zaraz przyjdą tu”, „Modlitwa”, „Rzeka dzieciństwa”, to tylko niektóre z jego dzieł. Być może ta płyta będzie dla wielu dobrą okazją do ponownego ich odkrycia, w niezwykłej interpretacji, a być może zupełnie od nowa. Grunt, że słowa pana Bogdana to nie tylko wydźwięk naznaczonego trudami historycznymi życia; to poezja, a ona jest ponadczasowa, nie tylko dokumentująca czy profetyczna, ale zdolna ukazać wieloraki (a czasem zupełnie jednoznaczny) sens każdemu, kto ją usłyszy. Współczesny świat jest inny od tego, w którym te teksty powstawały; ale demony, które go trawią pozostają są te same, zmieniają się jedynie ich narzędzia i formy manifestacji. To także kolejny dowód na to, że prawdziwe piękno rodzimej sztuki tkwi w bólu, smutku, zimnie i samotności. A tych poezja pana Bogdana dostarcza bez liku. Tych piosenek nie słucha się łatwo, zaprawdę powiadam.

Siła oddziaływania tej płyty nie jest ani łatwa ani przyjemna, ale sam fakt jej powstania to coś w rodzaju katharsis dla Piotra Liszcza i 1984. Po kolejnych przetasowaniach w składzie, na placu boju pozostał sam główny bohater wraz z małżonką, Almą Bury, odpowiedzialną za te niezwykłe wokalizy oraz główny wokal w przepięknym numerze „Czy nasza miłość”. To jej głos nadaje całości pierwiastka ‘gotyckości’, który towarzyszy brzmieniu 1984 od samego początku, w różnych formach. A sam Mizerny? Jego głos pozostaje taki sam, ciepło-zimny, stoicko-dynamiczny. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, Piotr musiał wspiąć się na osobiste szczyty wokalne, nie tylko celem oddania nastroju słów Loebla, ale także ‘konkurując’ korespondencyjnie z najwybitniejszymi głosami, jakie wykonywały je w przeszłości: Nalepa, Klenczon, Borys, Skrzek, Cugowski, Markowski, itd. To niezwykłe zadanie zakończył celująco, z narracyjnym, dramatycznym wydźwiękiem, bliskim Cohenowi czy Zembatemu. Obraz ciężaru i powagi tej płyty nie byłby kompletny, gdyby nie wspomnieć o jej cichociemnych współtwórcach, czyli odpowiedzialnych za produkcję i studyjną obróbkę: Bodek Pezda i Sławek Leniart (Aggresiva 69, Made In Poland, et al.) to główni architekci brzmienia, Marek Kisiel na elektronice i basie, Patryk Kraśniewski na pianinie, oraz Grzegorz Piwkowski na masteringu. Obecność Pezdy i Leniarta gwarantuje, że atmosfera jest ciężka i surowa, ‘falowa’ i przemysłowa, skuta lotem i przenikająca iskrami. Wszyscy obecni operują na syntezatorach i klawiszach, nadając złowrogiego, ponurego, statycznego wydźwięku. Razem z siłą tekstów, trafiających jak sople lodu w serce, dostajemy płytę będącą przeciwieństwem pory roku, w której się ukazuje, ale dobrze oddającą nastroje wielu z nas, tu i teraz, na żywo na naszych oczach. Oby ten niezwykły album przyniósł ukojenie wszystkim słuchaczom, którzy potrzebują tego teraz bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.

JAKUB OŚLAK

Powiązane materiały