Piotr "Mizerny" Liszcz (1984)

Grupa 1984 pracuje nad nową, pierwszą od 6 lat płytą. Z tej okazji lider zespołu, Piotr "Mizerny" Liszcz, zgodził się odpowiedzieć na kilka naszych pytań.
-1984 nagrywa nowy, pierwszy od 6 lat album. Czy na obecnym etapie prac możesz zdradzić, czego możemy się tym razem spodziewać?
- Na razie sam nie jestem jeszcze pewien efektu końcowego. Na pewno nowy album będzie kontynuacją drogi, jaką obraliśmy z Robertem zaczynając współpracę w 2006 roku i kontynuowaliśmy przez ostatnie lata. Tym bardziej, że ten materiał będzie wypadkową naszych prób, przemyśleń z ostatnich 3-4 lat. Miałem dużo czasu na komponowanie i nagrywanie różnych rzeczy w moim prywatnym, domowym studiu. Część materiału powstawała także u Roberta w Łodzi. Teraz jesteśmy na etapie zgrywania tych wszystkich materiałów i sklejania w całość.
- Współpracujesz z Robertem już 7 lat i jest to najbardziej stabilny skład w historii 1984. Jakie fluidy sprawiają, że tak się Wam ta współpraca dobrze układa?
- Z Robertem znam się już wiele lat i jest między nami przede wszystkim relacja przyjacielska, która ma swoje źródło jeszcze w czasach, zanim zaczęliśmy współpracę. Wtedy wielokrotnie rozmawialiśmy o tym, aby podjąć współpracę. W pewnym momencie istnienia 1984 rozstałem się z muzykami, nie za bardzo miałem możliwość, by tworzyć tutaj w Rzeszowie, a jednocześnie miałem dużo materiału, który chciałem nagrać i wydać. Wtedy na myśl przyszedł mi Robert, z którym stworzyliśmy pierwsze szkice utworów, które później trafiły na album „4891”. Następnie zaczęliśmy grać pierwsze koncerty. Także nasza współpraca to wiele lat doświadczeń i ciężkiej pracy.
- A jak w 1984 wygląda proces powstawania nowych utworów?
- W większości przypadków ja jestem odpowiedzialny za muzykę i słowa. Natomiast bardzo mi się podoba hybrydacja Roberta i to, co on wprowadza do tego wszystkiego. W procesie twórczym staje się to całością i Robert staje się automatycznie współkompozytorem. Znamy się już na tyle dobrze, że część materiału Robert nagrywa u siebie w Łodzi i przesyła mi do Rzeszowa. Ja to filtruję, nagrywam i odsyłam mu. Na szczęście technika poszła tak do przodu, że możemy w ten sposób pracować. Ale gdy już dochodzi do miksowania materiału, to pracujemy razem w studio w Rzeszowie.
- O czym będą traktowały Twe teksty w 2013 roku?
- Wiesz, przez te ponad 25 lat istnienia zespołu mam już dosyć śpiewania o polityce, choć na pewno nie odbędzie się bez kąśliwości w tamtą stronę. Będzie to płyta bardziej abstrakcyjna tekstowo, bardziej poetycka. Tak to sobie wyobrażam. Jednak jak to bywa w 1984 na pewno nie zabraknie „pazura”. Także w tekstach.
- Kiedy planujecie wydać ten album?
- Myślę, że w maju skończymy nagrywać materiał, potem zacznie się proces produkcji i szukania wydawcy. Będę szczęśliwy, jeśli ta płyta ukaże się jesienią tego roku.
- Zastanawia mnie, dlaczego w historii 1984 są tak duże przerwy w częstotliwości wydawania nowych płyt. Czasami sięgające nawet kilkunastu lat. Skąd one się brały?
- Wiesz, po części stąd, że nagrywam wtedy, gdy mam coś ważnego do przekazania moim słuchaczom. Ale też duży wpływ miały sytuacje życiowe, takie, jak chociażby znikanie taśm-matek. Opóźniało to bądź uniemożliwiało wydawanie płyt. Poza tym zwróć uwagę, że wielu muzyków, z jakimi współpracowałem na przestrzeni tych blisko 30 lat, nie miało łatwego charakteru. To zespół niszczyło od środka, a mi zawsze zależało na zachowywaniu przyjacielskich stosunków wewnątrz grupy. Czasy się jednak zmieniały, trzeba było zarabiać na chleb i wielu muzyków 1984 odchodziło z zespołu. Jednak teraz współpracuję z niektórymi, dawnymi kolegami i układa się ona całkiem fajnie. I mam nadzieję, że w przyszłości będę jeszcze tworzył z ludźmi, z którymi współpracowałem kiedyś.
- Czy nawiązujesz teraz także do nowej płyty? Usłyszymy na niej gości?
- Na razie pracujemy nad tym i nie chciałbym w tej chwili podawać żadnych szczegółów, gdyż na chwilę obecną sprawy nie są dograne od strony czysto warsztatowej. Jeśli jednak pojawią się jacyś goście, to będą to osoby, które uważamy za bardzo wartościowe. A nie jest ich zbyt wielu. Zobaczymy.
- Na koniec chciałbym wrócić na chwilę do historii. W latach 80. w Rzeszowie narodziło się kilka świetnych zespołów, które w znaczący sposób zaznaczyły swoją obecność na ówczesnej, polskiej scenie rockowej: 1984, One Million Bulgarians, Aurora, No Smoking, Wańka Wstańka. Mówiło się wówczas nawet o rzeszowskiej scenie. Co było powodem powstania w tym mieście tak wielu świetnych zespołów?
- Wiesz, nie wiem do końca. Rzeszów był wtedy „zadupiem”, ale przedziwnym trafem narodziło się tutaj wówczas wielu świetnych artystów. Przełomowym momentem, od którego według mnie można mówić o powstaniu sceny rzeszowskiej, była impreza „Rock Plus” w 1985 roku. Spotkali się na niej ci wszyscy rzeszowscy muzycy, by wziąć udział w konkursie, zdobyć ewentualnie jakieś nagrody. Pamiętam jak dziś, że w jury był między innymi Tomek Beksiński. 1984 co prawda nie wygrało tego konkursu, ale zdobyliśmy specjalną nagrodę od Beksińskiego jako najbardziej eksperymentalny ze wszystkich startujących zespołów. To wyróżnienie otworzyło nam wiele drzwi, a także pomogło nam mentalnie, gdyż dostaliśmy potwierdzenie, że idziemy właściwą drogą i że zostaliśmy zrozumiani przez człowieka, który miał o takiej muzyce pojęcie.
Losy tych zespołów z Rzeszowa potoczyły się różnie i wiele razy podejmowano próbę reaktywacji sceny,ale na dzień dzisiejszy poza niektórymi wyjątkami praktycznie nie ma już po niej śladu.
- Dziękuję za rozmowę.
Grupa 1984 wystąpi 24 maja w łódzkim klubie DOM oraz 25 maja w warszawskim CDQ.



