Anna Rusowicz - Dziewczyna Słońca

Nowa płyta Anny Rusowicz „Dziewczyna Słońca” przenosi nas do ery hippisowskiej lat 60. i 70.
Piosenki powstawały bez planu, w mrocznym okresie mojego życia często jako remedium na codzienne troski, ale z myślą o tym, żeby nie dzielić się smutkiem, a raczej dawać nadzieję, pokazywać światło. – to słowa wokalistki, które klarują niejako ideę tego albumu. Otwiera go kompozycja tytułowa, będącą nową wersją przeboju z 1979 roku duetu Ada & Korda, czyli rodziców Anny: Ady Rusowicz i Wojciecha Kordy. Mimowolnie przywołuje ona klimat festiwalu piosenki w Opolu z lat 70. To zresztą nie jedyny utwór z tekstem Agnieszki Oscieckiej na tej płycie, bowiem znajdziemy na niej także nieco niepokojącą wersję „Zielono mi” z gościnnym udziałem tego, który pierwotnie zaśpiewał go w latach 70. – Andrzeja Dąbrowskiego.
Dalej już jest bardziej autorsko, choć również retro. „Wyśniony” dzięki instrumentom dętym, na których zagrali Rafał Gańko, Sebastian Stanny, Marcin Gańko i Jarosław Bothur, zyskuje soulowy polot. Jeszcze lepiej pod tym względem wypada słodko-gorzki „Plan na miłość”, choć tu kolorytu dodają dodatkowe klawisze. Kapitalnie wypada natomiast kołyszące i bluesujące „Tobie”, mające w sobie coś z ducha twórczości Czesława Niemena, które spokojnie mógłoby wybrzmieć na przykład na festiwalu Woodstock. Zaś gościnnie udzielający się Kuba Badach w przepełnionym brzaskiem „Ciebie kochać chcę”, wspaniale uzupełnia głos gospodyni. Odrobinę ducha muzyki latynoskiej, kojarzącego się nieco z Santaną, słychać z kolei w „Momencie zwanym życiem”. Tu ‘efektu’ dodają przede wszystkim perkusjonalia Bogusza Wekki, znanego chociażby z zespołu Mroza. Natomiast epicka „Rapsodia” wydaje się podświadomym (a może świadomym) hołdem dla Kory - wystarczy posłuchać tekstu. Nieco odstaje od całości stylistycznie jedynie „Co się stało z naszą miłością”, któremu aury retro co prawda nie brakuje, aczkolwiek aranżacyjnie bliżej mu do lat... 80. Album zamyka natomiast bardzo osobista w wydźwięku, soulowa ballada „Naiwna”.
Właściwie nie wiadomo, czy traktować „Dziewczynę słońca” bardziej jako lekcję historii muzyki, czy jako jej swoiste przedłużenie. Tym niemniej płyta jest kolejnym dowodem, że Anna Rusowicz wciąż znakomicie czuje w klimatach muzycznych sprzed dekad.
MACIEJ MAJEWSKI




