Bon Jovi - Forever

Bon Jovi na swojej szesnastej płycie po raz kolejny mierzą się z upływającym czasem, próbując jenocześnie muzycznie dogonić poprockową młodzież.
„Forever” to pierwszy album zespołu po operacji strun głosowych Jona. Nie od dziś zresztą wiadomo, że wokalna forma frontmana Bon Jovi pozostawiała wiele do życzenia w ostatnich latach. Co zatem się zmieniło w jego głosie? Spokojnie można go pomylić z... Erosem Ramazzottim. Wystarczy posłuchać otwierającego, znanego z singla „Legendary”, które brzmi jak posocze z Coldplay pomieszane z zenitalnym momentem kariery wspomnianego włoskiego wokalisty. „We Made It Look Easy" teleportuje słuchacza do okolic millenium i wszystkich amerykańskich komedii ze studentami w roli głównej. Niby jest tu coś ze stadionowej nośności, ale zniesmacza wtórnością. Znacznie lepsze wrażenie robi „Living Proof”, gdzie Jon wreszcie brzmi dobrze, a i też po raz pierwszy od lat pojawił się talk-box (choć nie czarujmy się - Phil X, to nie Richie Sambora).
Czym jednak byłaby płyta Bon Jovi bez kołyszącej ballady z wyraźnie zaznaczonymi ‘pościelowymi’ gitarami? Taką funkcję pełni na „Forever” utwór „Waves”. Z kolei „Seeds” przywraca grupę na kierunek z początku płyty – jest rytmicznie, skocznie, nawet żwawo, ale niestety mdło. Trochę nieporozumieniem w tym zestawie jest weselno-ślubne „Kiss The Bride”. Napisana specjalnie na ślub córki Jona, brzmi łagodnie, lukrowo, a że jest oparta w dużej mierze o smyczki i fortepian, pomimo pewnego uroku, wypada sztucznie. Natomiast bezczelniejszej zrzynki z „Keep The Faith” sprzed ponad 30 lat, niż ta w „The People's House” panowie już chyba zafundować nie mogli...
Na stadiony wracamy wraz z „Walls Of Jericho”, które chwytliwością zaskakująco nawiązuje do najlepszych dokonań zespołu. Jest też łkająco-ckliwe „I Wrote You A Song”, super-skoczne „Living In Paradise”, kołyszące „My First Guitar” oraz zamykający, elegijno-ogniskowy „Hollow Man”.
Rozumiem decyzję Jona o tym, by nie promować „Forever” na długiej strasie koncertowej. Nic dziwnego, skoro wokalista nie czuje się w pełni sił wokalnych, by występować regularnie przed publicznością. I choć ta pewnie wiele by mu wybaczyła, „Forever” to kolejna płyta w dorobku Bon Jovi, która niewiele dobrego do niego wnosi, a wręcz przeciwnie.
MACIEJ MAJEWSKI




