Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeRecenzjeBehemoth - The Shit Ov God
Behemoth - The Shit Ov God

Behemoth - The Shit Ov God

Recenzja14.05.2025BehemothMystic Production2025
Behemoth - The Shit Ov God

Na swojej trzynastej płycie Behemoth postawił na kompozycje krótsze, ale i bardziej spójne.

Już sam jej tytuł - „The Shit Ov God” – wydaje się nieco łatwiejszy do zapamiętania, niż poprzednich dwóch, niosąc ze sobą także bardziej dosłowny przekaz. Przełożyło się to także na warstwę muzyczną. Otwierający płytę deklaracyjny „The Shadow Ellite” prócz króciutkiego, industrialnie zabarwionego intra, atakuje dość miarową kawalkadą dźwięków, podanych w dodatku ze swoistym groovem. Nie ma przytłoczenia, jest za to blackmetalowe bujanie, bez utraty charakterystycznego dla Behemoth monumentalizmu, który towarzyszy kompozycjom grupy od czasów „Evangelion”. Nieco większą dynamiką charakteryzuje się „Sowing Salt”, gdzie tempo zmienia się parokrotnie, a i wokal Nergala balansuje między growlem, a iście wojennymi okrzykami. Znalazło się tu nawet miejsce na niewielkie gitarowe solo.

Esencją płyty jest jednak utwór tytułowy – chóralny, epicki, przytaczający swoiste credo całości (polecam wsłuchać się w tekst interpretujący skrót ‘IESUS JHS’). Pojawia się w nim także ‘spoken word’ sprokurowane przez Haldora Grunberga – producenta płyt i muzyka m.in. grup Thaw i Mentor. Z kolei „Lvciferaeon” to jeden z najgęstszych muzycznie utworów na płycie (popisowe solo gitarowe), zaś sprytnie powtarzanego ‘refrenu ’ ze słowami: „If I am God/Everyone is/If I am God/If I am not/None exists!” trudno nie zapamiętać. Ciekawie wypada natomiast „To Drown The Svn In Wine”, nawiązujący do Walta Whitmana i jego słynnego poematu „O Captain! My Captian”. Numer intensywnie pędzi na złamanie karku, zwalniając w drugiej połowie i dobudowując ‘filmowy most’, łączący się z dramatycznymi wokalami gościnnie udzielającej się tu Androniki Skouli z greckiego Chaostar. I gdy wydaje się, że odrobinę czarodziejsko-mroczny „Nomen Barbarvm” , aranżacyjnie przypominający nieco „Chant for Ezkaton 2000”, osadza ostatecznie ten materiał, pojawia się majestatyczny „O Venvs, Come!”, z gościnnym udziałem Patrycji Goli, kondensujący składniki nie tylko tej płyty, ale i zawierający pojedyncze elementy poprzednich, takich orkiestracje, czy dość rozbuchana struktura. Album zamyka zaś bojowo-wojenny „Avgvr (The Dread Vvltvre)”, wieńcząc całość subtelną akustyczną codą.

Odpuszczenie eksperymentów i zabaw z formą wyszło zespołowi na dobre. „The Shit Ov God” to zwrot w twórczości Behemoth ku graniu bardziej zwartemu i konkretnemu. Potwierdza to także fakt, że to najkrótsza płyta zespołu od ćwierćwiecza. Nie męczy, nie przeładowuje i po raz pierwszy od czasów „The Satanist” chce się mimowolnie kliknąć ‘repeat’ na odtwarzaczu.

MACIEJ MAJEWSKI

Powiązane materiały

Powiązane materiały

"The Shadow Elite" od Behemotha
News06.03.2025

"The Shadow Elite" od Behemotha

„The Shadow Elite” to druga zapowiedź nowego, trzynastego studyjnego album Behemoth, który będzie miał swoją premierę 9 maja.

Behemoth zapowiada nowy album
News30.01.2025

Behemoth zapowiada nowy album

Behemoth zaprezentował pierwszy zwiastun nowej płyty, utwór tytułowy, „The Shit Ov God”.

The Unholy Trinity Tour 2025 przyjedzie do Wrocławia
News22.08.2023

The Unholy Trinity Tour 2025 przyjedzie do Wrocławia

Behemoth, Satyricon i Rotting Christ wystąpią 25 kwietnia we Wrocławiu.

Inferno z Behemotha z nowym projektem
News22.08.2023

Inferno z Behemotha z nowym projektem

Zbigniew „Inferno” Promiński (Behemoth, Witchmaster, Azarath, Terrestrial Hospice), Haldor Grunberg (THAW, Mentor), Piotr Wyrosław Dobry (Weedpecker) i Piotr Sadza (BezlebonG, Weedpecker) to ekipa, która może zagwarantować tylko i wyłącznie doznania muzyczne na najwyższym poziomie. Projekt Satan’s Call, którego pomysłodawca jest Inferno z Behemoth, zaprezentował właśnie pierwszy, zaskakujący utwór, który jest zatytułowany „Red Phosphorous, Sweet Phosphorous”.