Bloodgroup - Tracing Echoes

RecenzjaGrzegorz SzklarekBloodgroupMonseArt Music Management2013
Bloodgroup - Tracing Echoes

Islandzka formacja Bloodgroup nagrała najbardziej dojrzały krążek w dotychczasowej karierze.

"Tracing Echoes" to płyta, którą Bloodgroup zgłasza swój akces do electro-popowej Ligi Mistrzów. To równocześnie, najbardziej "islandzki" krążek tego sympatycznego bandu, pełen chłodu, nostalgii i smutku. Kompozycje są rozbudowane, nie brak tu zmian tempa, w kilku z nich pojawiają się żywe bębny i bas. Jednak główną rolę odgrywają na "Tracing Echoes" niepokojące i chłodne dźwięki klawiszy. Słychać tu nawiązania do twórczości takich artystów jak chociażby: Archive, Depeche Mode czy Gus Gus.

Ale Bloodgroup nie dają nam zapomnieć, że są mistrzami w tworzeniu przepięknych, łapiących za serce kompozycji. Dowodem tego są chociażby: najpiękniejsze na płycie, triphopowe "Nothing Is Written In The Stars", które brzmi jak rodem wyjęte z jednej z płyt Portishead bądź The Cardigans czy też popowe "Fall", które ma wszelkie predyspozycje by stać się jednym z największych przebojów 2013 roku. O dawnej, bardziej tanecznej przeszłości Bloodgroup przypomina jedynie porywające, utrzymane w stylistyce Underworld "Indefinite".

Przepiękna, wzruszająca płyta. Idealny soundtrack na wieczorny spacer po dużym mieście bądź spotkanie we dwoje. Album nie pozostawia słuchacza obojętnym na dźwięki na nim zawarte.

 

Powiązane materiały