Maciej Łyszkiewicz - Baltic Sound

„Baltic Sound” to najnowszy projekt muzyczny producenta Macieja Łyszkiewicza. Album inspirowany klasyczną piosenką lat 70., stanowiący subtelne połączenie popu, soulu i wpływów muzyki latynoskiej, jest hołdem dla jego rodzinnego Trójmiasta i fascynacji Bałtykiem.
Jest jednym z najbardziej wszechstronnych polskich twórców - pianista, kompozytor, autor tekstów, producent i lider zespołów, w tym popularnego w latach 80. - No Limits. Jego twórczość, zakorzeniona w trójmiejskiej tradycji, stała się mostem łączącym klasykę z nowoczesnością. Nie inaczej jest na „Baltic Sound”, na który zaprosił śpiewających gości. I to niestety oni są najsłabszym ogniwem w zgrabnie zaaranżowanych kompozycjach autora… Początek płyty jest dość obiecujący - w otwierającym „I Can Dance” Łukasz Fudala swoim nieco tęsknym głosem, nienachalnie dopełnia ten nieco latynosko zabarwiony numer. Gorzej jest w kapitalnie swingującym „Haju”, w którym wokal Julity Zielińskiej niespecjalnie się wybija, natomiast pozostaje jej współczuć śpiewania tak grafomańskiego tekstu („Maj to dobry miesiąc na haj”, „Przerażenie wreszcie znika/dobrze, że używam blika”). Z kolei nieco gospelowa „Chwila” snuje się wręcz kołysankowo, a i głos Magdaleny Żmudy - podobnie jak poprzedniczki – nie wyróżnia się szczególnie.
Więcej życia przynosi najpierw acid jazzowa „Miłość to łzy”, a potem kołyszące „Daleko stąd”, w których Maks Pabjańczyk sprawnie radzi sobie zarówno na tle pulsującego vibe’u, jak i nieco musicalowej ballady. A skoro jesteśmy przy balladach – klasycznie oldschoolowo wypadają „Dobre dni”, gdzie Ania Męczyńska nawiązuje do tradycji polskich piosenek sprzed nawet… pięciu dekad. Zdecydowanie najbardziej ze wszystkich kompozycji na płycie błyszczy „Ona wie”, w którym stylowo, płynnie i po prostu jakościowo, prym wiedzie sam gospodarz. Do tego rewelacyjnie bujna, latynoska „Samba drugiej miłości”, gdzie Iza Kowalewska swoim polotem i muzykalnością, przebija wszystkie pozostałe wokalistki z „Baltic Sound”. Kuriozalnie wypada natomiast „Wytrwaj”, śpiewany przez Borysa Hanczewskiego. Zaskakująco weselny aranż tego utworu i fatalnie o(b)sadzony w nim wokal, czyni zeń kawałek rodem z karaoke… Kompletnie chybiona piosenka w tym zestawie. Zamyka go natomiast „Straight To You” - ponownie z udziałem Łukasza Fudala, który śpiewa jeszcze lepiej, niż na początku płyty.
„Baltic Sound” to całkiem przyjemna płyta z kilkoma ubytkami zupełnie niegodnymi jej autora i prowodyra. Pozostaje mieć nadzieje, że przy kolejnych projektach Macieja Łyszkiewicza usłyszymy (jeżeli będzie taka potrzeba) lepszy dobór wykonawców towarzyszących.
MACIEJ MAJEWSKI



