Bovska - Dzika

RecenzjaBovskaAgora Muzyka2023
Bovska - Dzika

Na swojej piątej płycie zwraca się ku sobie, celebrując kobiecość w otwarty i bezpośredni sposób. „Dzika” to emocjonalna opowieść o odkrywaniu i akceptacji samej siebie.

Wiem, brzmi to może buńczucznie, bo takich manifestów jest ostatnio wiele. Kobiety stawiają na siebie coraz śmielej. Dużo bardziej zdecydowanie zaczynają też stanowić o sobie. Bardzo słusznie, drogie Panie! Bovska jest kolejnym takim przykładem. I tak jak poprzednio dotykała wątków, miłości, samotności, czy tęsknoty momentami w dość rozedrgany sposób, tak na „Dzikiej” te emocje i uczucia wybrzmiewają chyba najbardziej stanowczo.

O ile otwierający „Bałtyk” sprawia wrażenie tęsknoty za miłością w pozornie letnim anturażu, tak lirycznie jest to bolesna opowieść przepełniona żalem. Kompozycję tytułową znamy już od blisko dwóch lat (polecam przepięknie sugestywny teledysk) i to ona zdaje się być punktem wyjścia dla całości, zaś słowa Bo jestem, ale nie jestem to jedna z najbardziej pamiętliwych fraz w dotychczasowym dorobku Bovskiej. Z kolei ”Nad Warszawą szaro” to wielkomiejska historia, nawiązująca w jakiś sposób do „Miasto Manii” Marii Peszek. Zresztą wątek miejski pojawia się także w „Wielkiej ciszy”. Teledysk do tego utworu został nagrodzony w kategorii ‘ważny przekaz’ na Gala PL Music Video Awards 2022. To bardzo ważny utwór na tej płycie, podejmujący trudny i niezwykle delikatny temat niepłodności oraz niespełnionego marzenia o macierzyństwie. „Iskry” także mają swój wątek filmowy. Bovska wraz z Filipem Skrońcem zrealizowała też film dokumentalny traktujący o kobiecości pod takim właśnie tytułem. Zaś na płycie to jeden z tych utworów, gdzie manifest artystki wybrzmiewa najmocniej i najdonioślej.

Na nieco innym biegunie leży natomiast „Rzeka”. To dość atmosferyczna analogowo-elektroniczna ballada, która jednocześnie koi i przejmuje. Wątek miejski powraca w mocno ejtisowym „Ziemia się pali”, który jest również deklaracją trwania pomimo przeciwności, nie tylko tej zawartej w tytule. Fundamentalne pytania egzystencjalne padają natomiast w nieco teatralnym „Nie ma nic”. Od całości odstaje z kolei zamglony, melancholijny, trochę ‘nieziemski’ i pochodzący raczej ze sfery snu – „Kosmyk”. Zupełnym przełamaniem na tym tle są dość imprezowo-miłosne „Rakiety” . Słychać w nim zarówno naiwność, jak i pewną beztroskę. Zaryzykuję twierdzenie, że to jeden z najbardziej ‘dziewczyńskich’ utworów w dotychczasowym dorobku Bovskiej. Taneczny sznyt kontynuuje już w pełni letni „Barometr”, a całość zamyka w istocie ‘wylogowujący’, naznaczony bardzo aktualnym tekstem „System Error”.

„Dzika” to najbardziej świadoma płyta Bovskiej. Odważna i nasycona energią w słowach, a jednocześnie bardzo rozważna muzycznie. Propozycja w sam raz na nadchodzącą wiosnę, ale zdecydowanie nie na jedno przesłuchanie.

Powiązane materiały