Bovska

WywiadGrzegorz SzklarekBovska
Bovska

Bovska wydała piąty album w swojej dyskografii zatytułowany "Dzika". Jest to jednocześnie najbardziej osobiste dzieło tej Artystki. Zapraszamy do lektury naszego wywiadu z Bovską.

Bovska wydała piąty album w swojej dyskografii zatytułowany "Dzika". Jest to najbardziej osobiste dzieło tej Artystki. Zapraszamy do lektury naszego wywiadu z Bovską.

Tytuł oraz okładka mogłyby wskazywać, że jest to płyta o kobiecie dzikiej, nieokiełznanej. Natomiast tych 12 utworów to są różne wizje i portrety kobiet.

To wszystko zależy od tego, jak rozumieć słowo „dzika”. Może Tobie się kojarzy tylko z taką nieokiełznaną energią. Dla mnie jednak to słowo łączy się ze znajdowaniem w sobie prawdy o nieokiełznanej energii, która nie boi się wyrażać różnych emocji, które są w tej muzyce zawarte. Tak więc myśląc w ten sposób o „Dzikiej”, definiując ją w ten sposób, wydaje mi się, że tytuł zgadza się z tym kalejdoskopem różnych emocji, przez który przechodzą kolejne piosenki na płycie.

Tematyka tej płyty jest dosyć poważna. Czy można założyć, że ten album jest pewnym pokłosiem pandemii i otoczki, która wokół była wokół niej?

Na pewno jest pokłosiem czasu, w którym powstała, a powstawała w czasie pandemii, w trakcie dużych niepokojów społecznych w Polsce, wybuchu wojny w Ukrainie. Nie da się oddzielić życia od twórczości, a twórczości od realiów, w których funkcjonuje społeczeństwo. Jestem osobą, która może nie koncentruje się na życiu społeczno-politycznym, ale która tego nie ignoruje i funkcjonuje w społeczeństwie. Więc muszę się jakoś do tego odnosić, a przynajmniej mam taką potrzebę wewnętrzną. I mimo tego, że te piosenki mają uniwersalny charakter na płaszczyźnie tekstowej, to emocjonalnie myślę, że nawiązania w tekstach są wieloznaczne właśnie przez to, że te teksty są tak pisane a nie inaczej. Mają odniesienie do tego, co się dzieje wokół nas od dwóch, trzech lat. Zaczęłam tę płytę pisać w trakcie pandemii - jakiś czas po tym, gdy wydałam album „Sorrento” w 2020 roku. Upłynęło trochę czasu zanim zaczęłam tworzyć kolejne rzeczy, bo pandemia wbrew temu co wielu ludzi mówiło, że teraz będą mieli czas na tworzenie, w ogóle nie była dla mnie czasem na twórczość. Zamiast tego był to dla mnie czas ogromnej frustracji. Ja wtedy dużo rysowałam, bo nie mogłam pisać piosenek. Robiłam więc inne rzeczy. Proces tworzenia nowej płyty nałożył się też u mnie z momentem przewartościowania kilku rzeczy w kontekście muzycznym na co nie był najlepszy czas w trakcie pandemii. Jakoś nie czułam się wtedy wolna, a raczej zniewolona tym, że musimy się dostosować, że nie mamy wyjścia, że wszyscy jesteśmy na świecie w tej samej sytuacji. Więc to trochę potrwało, zanim usiadłam do pisania, zanim w ogóle zachciało mi się pisać. I też postanowiłam sobie wtedy dać czas, bo nie chciałam się śpieszyć z nową płytą. Chciałam, żeby mogła we mnie dojrzeć.

*Ale też chyba chodziło o przemianę Ciebie jako osoby o czym śpiewasz w utworze „Bałtyk”: „Jak drzewo rodzę się na nowo w cyklu przemian trwam”.*

Tak, to prawda. Jest to czas mojej dużej przemiany. Pandemia dała mi tę możliwość, taki silniejszy impuls do tej przemiany, która i tak musiała nastąpić. Uważam, że cały czas się rozwijamy, zmieniamy. Natomiast ta przemiana jest na pewno bardziej wyraźna niż poprzednie, które były moim udziałem przy wcześniejszych albumach.

Tak, w porównaniu z „Sorrento” nowa płyta brzmi w znacznym stopniu jak została nagrana przez dwie różne artystki. Tamten album był taki bardziej letni, włoski, natomiast ten jest mroczniejszy, bardziej melancholijny. Nie wiem czy idę dobrym tropem, ale w utworze tytułowym przedstawiasz małą dziewczynkę w ciele dorosłej kobiety….

Nie do końca. Oczywiście możesz go tak odczytywać. Natomiast dzika dziewczynka to jest taka konstrukcja, którą stworzyła Natalia de Barbaro w swej książce „Czuła przewodniczka”. I ona w tej książce stworzyła archetypy pisząc na temat różnych naszych wcieleń osobowości. Jednym z nich jest dzika dziewczynka czyli dzika strona naszej natury. Czytałam tę książkę mniej więcej wtedy, kiedy po raz pierwszy spotkałam się z producentem Archiem w studiu nagraniowym i ta książka bardzo trafiła do mnie, także w związku z lekturą innej książki zatytułowanej „Biegnąca z Wilkami” Clarissy Pinkoli Estes. Jest to jedna z tych książek na całe życie, napisana przez socjolożkę, która zbierała mity i archetypy na temat kobiecości, niektóre dotyczące bardzo różnych tematów. Niezależnie od tego, ile masz lat i kiedy sięgasz po tę książkę, ciągle czytasz ją na nowo. I tam też jest przedstawiony archetyp dzikiej kobiety. No i wzięłam tą dziką na tapetę i chciałam napisać piosenkę, bo nie ma twórczości bez tej dzikiej energii. Zdałam sobie sprawę, że muszę jej dać wybrzmieć i że jakoś tak pomyślałam o niej bardziej w świadomy sposób, że właśnie to jej trochę brakuje, może nie daję jej czasem też głośno czegoś powiedzieć, że nie chcę się tego bać. Wyzwoliłam się z takiego strachu.

Przy okazji tej płyty powstał film dokumentalny, który jest zatytułowany „Iskry”. Skąd pomysł na taką produkcję związaną z tym utworem?

Wybrałam utwór „Iskry” na singel i potem zastanawiałam się nad tym, jaka mogłaby być towarzysząca mu opowieść filmowa. Mam potrzebę, żeby teledyski niosły ze sobą nie ilustrację, a dodatkową warstwę narracji, która może pokazać świat tej kompozycji. I zadzwoniłam do Filipa Skrońca, którego twórczość bardzo mi się podoba. Jest on dokumentalistą z powołania i napisał książkę „Nie Róbcie Mu Krzywdy” opublikowaną przez Wydawnictwo Czarne. Zadzwoniłam do niego i powiedziałam: „Słuchaj Filip, jest taka piosenka, może będziesz chciał ze mną zrobić teledysk, jeśli znajdziesz na to czas i przestrzeń, ale chciałabym, abyś pomyślał o tym dokumentalnie a nie fabularnie”. Nie chciałam robić fabuły, nie chciałam robić wymyślonej historii. Zależało mi właśnie na dokumentalnym charakterze w kontekście tej piosenki, ale chciałam też Filipowi wolność artystyczną. Kiedy spotkaliśmy się na kawie, to nasze tropy poszły w tę stronę. Filip wiedział, że moje piosenki są skupione wokół tematu kobiety. Ustaliliśmy, że „Iskra” to kobieta i od tej myśli wyszła koncepcja, że zrobimy dokument, a tak naprawdę teledysk to będzie tylko taką reminiscencją dokumentu. Mieliśmy wielkie plany, ale mieliśmy mało czasu, no bo wiesz, tego rodzaju film dokumentalny można by było kręcić nawet rok, spotykając się z najróżniejszymi osobami. Im więcej tych osób byśmy mieli, tym byłoby ciekawiej. Natomiast posłużyliśmy się takim mikroświatem, który jest mi bliski. Najłatwiej było zacząć od kobiet, których jestem fanką, z którymi się przyjaźnie i poszerzyć ten świat o ich koleżanki, ale tak, by pokazać różne perspektywy pojęcia kobiecości. W klipie bohaterką jest drag queen - perspektywa kobiecości jako performance. Jest też Madame Meduse, która jest osobą niebinarną, jak sama się definiuje w dokumencie. Mamy też dziewczyny, które pracują w bardzo różnych zawodach, w większości kreatywnych. Ta kobiecość wpływa u nich na to życie zawodowe w różny sposób. Na przykład w boksie, który jest twardym sportem i ta kobiecość tutaj jest wystawiona na próbę, a z drugiej strony ma taką niesamowitą siłę w sobie. Mistrzynią boksu w naszym dokumencie jest Justyna Żełobowska. Z kolei Marta Dyks, która jest modelką, porusza się w świecie mody wyjątkowo trudnym, jeśli chodzi o traktowanie kobiecego ciała. A Marta jest też aktywistką, ma w sobie ogromną ciekawość i potrzebę analizy pojęć, więc ma szeroką perspektywę. Mamy też perspektywę młodej kobiety, która jest w ciąży i zaraz po raz drugi zostanie mamą, a jednocześnie dopiero co przeprowadziła się do Polski z USA - Katarzyna Zulkifli. Temat kobiecości jest związany z tożsamością, więc bardzo szybko rozmowy przechodziły na bardzo głęboki poziom. W dokumencie staraliśmy się uchwycić prawdę i dlatego ten film jest mi bardzo bliski. Na razie nigdzie nie można go obejrzeć. Może po prostu opublikujemy go w Internecie w tym roku, aby zwieńczyć nim prace nad tą płytą.

Jaka jest wizja polskiej kobiety w Twoich oczach po rozmowach z tymi osobami?

Uważam, że jest niesamowicie silna, rozumiejąca różne perspektywy, świadoma, nie oglądająca się tylko na czubek własnego nosa, ale też jest wyzwolona, świadoma swoich potrzeb, poszukująca, czuła. Jest bardzo rozwijająca się, ciągle w jakieś przemianie. Nie mogę się wypowiedzieć o tym tak szeroko, bo patrzę na te kobiety blisko mnie i widzę ich piękno, jakąś niezwykłą siłę, która wynika nie tylko z tego, że są kobietami, tylko że są po prostu fantastycznymi ludźmi.

Obserwując komentarze pod Twoimi teledyskami z tej płyty na YouTubie, zauważyłem, że ten album jest ważny dla wielu kobiet. Chociażby utwór „Wielka cisza”. Jest on bardzo mocnym głosem w temacie niepłodności i macierzyństwa.

Zgadzam się. Mam tego świadectwa nie tylko w tych komentarzach, ale także w prywatnych wiadomościach. Dużo mówiłam o tej piosence w mediach i był to mój bardzo świadomy głos. W kontekście tematu tabu, jest jakim jest problem niepłodności i w ogóle in vitro, który jest w Polsce stygmatyzowany społecznie. Ja też bardzo świadomie ten głos zabrałam. Byłam bardzo przygotowana wewnętrznie do tego, że się o tym wypowiadam. Wiedziałam, że będę o tym mówić, że też to temat, który jest atrakcyjny dla wszelkiej maści mediów. Miałam w sobie wewnętrzną potrzebę mówić o tym, dlatego że nie czułam, że jest to moje tabu i że brakuje takiego głosu jak mój w tej dyskusji. Ten temat dotyczy ludzi o różnych poglądach. Klip miał łączyć a nie dzielić ludzi o różnych poglądach i chcę dać im jakiś punkt odniesienia, że może nie będą się czuli tacy samotni. Bo chyba trochę do tego się to sprowadza. Ten film do „Wielkiej ciszy”, bo nazywam teledysk filmem, które zrobiła ze mną Magda Zielińska, jest moim zdaniem wspierający w swojej narracji. Ja tak to czuję i on właśnie powoduje to wzruszenie w ludziach. I jeśli na moment ktoś poczuje, że nie jest z tymi trudnymi uczuciami sam - to cel został osiągnięty. To dla mnie to jest największa radość, że tak mogę ich wesprzeć.

Dziękuję za rozmowę.

Powiązane materiały