Clan Of Xymox - Exodus

"Exodus" to osiemnasty już album holenderskiej legendy nurtu dark wave Clan Of Xymox. Jednocześnie jest to pierwsza płyta tego zespołu poruszająca w tak dużym stopniu kwestie społeczne.
Fani Clan of Xymox nie mogą narzekać na brak aktywności twórczych ze strony ich ulubieńców. Zespół od kilku lat notuje sukces za sukcesem (we własnej skali, oczywiście), często wydając zupełnie nowy materiał, oraz intensywnie koncertując na całym świecie. Polska jest ich regularnym przystankiem, nie tylko ze względu na nieduży geograficzny dystans, ale przede wszystkim wierną publiczność, którą przez 40 lat działalności płytowo-scenicznej udało im się zebrać. Ekipa Ronny’ego Mooringsa nie bała się przyjechać do nas zarówno w trakcie pandemii i lockdownu, jak i niedługo później w czasie trwającej wojny w Ukrainie; a przecież wiele zagranicznych zespołów odwoływało trasy (przynajmniej u nas) z tych właśnie względów.
Wspominam te dwie ponure okoliczności nie bez powodu, gdyż posłużyły one za inspiracje przy poprzedniej płycie Clanu "Limbo" (pandemia i zamknięcie), jak i teraz, gdy ukazał się "Exodus" (wojna). Samo to pochodzące z Biblii słowo oznacza wyjście, ale konkretnie odnosi się do opuszczenia Egiptu przez plemiona hebrajskie. Jednak w przypadku Clanu, odnosi się do wojny w Ukrainie i towarzyszącej jej migracji ludności najechanej przez agresora. Już sam otwierający płytę numer nie pozostawia złudzeń o co tu chodzi – „Save Our Souls”, a zaraz po nim „Fear For A World At War”. Wszystko jest jasne – "Exodus" to kolejna po "Limbo" płyta, gdzie Ronny nie pozostaje obojętnym na sytuację społeczną danego czasu i daje temu szczery, dobitny wyraz. To znamienne, że czołowy przedstawiciel stylu darkwave, który z natury rzeczy jest nastawiony na emocje romantyczne i przekaz intymny, podjął w muzyce tematy społeczne. Można to powiązać z ogólnym tragizmem i mrokiem muzyki darkwave; ale słuchając "Exodus" i "Limbo" nie sposób oprzeć się wrażeniu, że do Ronny’ego docierają bodźce szersze, niż jego własne, niespokojne serce. Z obecnej muzyki Clanu wyziera niepokój o świat i ludzkość, weltschmerz, lęk przed nieuchronnym kataklizmem i zagładą, które bardzo przypominają słynne poematy T.S. Eliota "Ziemia jałowa" oraz "Próżni ludzie". Ronny odstawił swoje muzy na bok, a zajął się sprawami bieżącymi, bardziej globalnymi, wobec których nie może pozostać głuchym.
W samej warstwie muzycznej "Exodus" to kontynuacja świetnej passy Clanu, jaką prezentują od 10 już lat. Na przestrzeni ich bogatej dyskografii można wskazać tytuły wtórne, bez polotu, wręcz tandetne; ale "Exodus" bynajmniej do nich nie należy. To dopracowany w szczegółach album, którego niepokojące, ponure, ciężkie brzmienie dobrze oddaje liryczny nastrój kolejnych piosenek; ale z drugiej strony, nie jest pozbawiony chwil lżejszych, wręcz przebojowych. Należy wspomnieć „X-Odus”, nie bez powodu wybrany na singla, o dyskotekowym potencjale. Warto wskazać także ‘ukryte skarby’ tego krążka, takie jak „The Afterglow”, „Blood of Christ” czy „Arcanus”. To dzięki głębi tych numerów ten album ma w sobie potencjał na wiele odsłuchów. Największym ze skarbów tej płyty pozostaje końcowy numer zatytułowany „Once Upon a Time”. To niezwykle ujmujący ukłon w stronę ‘klasycznego’ Clanu z okresy płyty "Medusa", a przede wszystkim ich sztandarowego numeru, jakim jest „Louise”. Ronny jest świadom upływającego czasu i nie ucieka od nostalgii i melancholii, które zresztą od zawsze towarzyszyły muzyce darkwave. Przy całej ‘społeczności’ ostatnich płyt Clanu, niezmiennie pozostają one osobistymi płytami Ronny’ego, wyrazem jego lęków, depresji, radości, wspomnień, nadziei.
"Exodus" jest płytą ponurą, ale Clan jako zespół wydaje się być w bardzo dobrym miejscu. Ich muza jest szczodra, a chęć i energia do podróży sprawia, że mamy okazję regularnie oglądać ich w akcji.
JAKUB OŚLAK



