Corruption - Tequila Songs & Desert Winds

„Tequila Songs & Desert Winds”, to pierwsza od 15 lat płyta Corruption nagrana z Rufusem za wokalu.
Powrót Rufusa na stanowisko wokalisty wiązał się pierwotnie z jubileuszem piętnastolecia wydania płyty „Bourbon River Bank”. Skończyło się jednak nagraniem zupełnie nowego materiału. Otwierający „The Trail” raczy znanymi, stoner-rockowymi patentami i miarowo bujającym rytmem (świetne, popisowe wręcz sola Bartiego na gitarze). Odrobinę więcej ‘południa’, ale już z pewną dozą zadzioru słychać także w „To Hell’n’Back”. Większym zaskoczeniem jest natomiast „Red Demon” – mocno naznaczony heavy metalem z momentami dość ostrymi jak na Rufusa wokalami. Z kolei dwie ‘tequile’ w postaci charakterystycznego dla Corruption pod względem aranżacyjnym stylu, czyli „Tequila Favors The Brave” (kolejne udane partie Bartiego) oraz całkiem nośna „Tequila Mezcal”, zaśpiewana po hiszpańsku, zdają się udowadniać, że zespół – korzystając ze znanych sobie rozwiązań muzycznych – najlepiej czuje się w tym, na czym zbudował swoje brzmienie przed laty. Z kolei kapitalny „Tumbleweed” z jednej strony można chyba traktować jako trochę nieopatrzny hołd dla ‘loadowego’ okresu Metalliki, a z drugiej – jako kapitalnie nasycony bluesująco-kołyszący banger. Czymże natomiast by była płyta Corruption bez wątku diabelskiego? Tutaj ten element pojawia się w „The Devil Has A Name”. Początkowo rozpędzony, w drugiej połowie zwalnia, idąc w bardziej złożoną strukturę, która ma w sobie coś z prog-metalu, a dzięki dodanej partii saksofonu (!) autorstwa Konrada Ramotowskiego, zyskuje nieoczywisty sznyt. Na koniec zaś dostajemy udany stoner-kowbojski „The Boy With Sunshine Hair”.
Nie wiem, czy „Tequila Songs & Desert Winds” to pełny powrót do corruptionowej tradycji, czy też jednorazowe przywołanie ich typowej formuły grania, aczkolwiek te 33 minuty dość przyjemnie (a chwilami nawet czule) nawiązują do stonerowego klimatu sprzed co najmniej dwóch dekad.
MACIEJ MAJEWSKI




