Crime & The City Solution - The Killer

RecenzjaCrime & The City SolutionMute2023
Crime & The City Solution - The Killer

Duże zaskoczenie, ale i wielka radość - Crime & the City Solution znowu działają. Gdy pojawili się przed rokiem na festiwalu Soundedit w Łodzi sądziłem, że to tylko jednorazowy wypad z Berlina; ostatecznie, zespół Simona Bonney z natury rzeczy koncertuje bardzo sporadycznie.

Tymczasem, jest i ona – zupełnie nowa płyta długogrająca. Wspaniały, dyskretny, klimatyczny album "The Killer" – tak dyskretny, że nawet wielbiciele zespołu mają spóźniony zapłon z jego przesłuchaniem. Od razu rodzi się pytanie, czy płyta ma cokolwiek wspólnego z nowym filmem Davida Finchera pod tym samym tytułem, który ukazał się tydzień później? Formalnie, nic. Ale pod kątem niepokojącej atmosfery, czarno-białej poetyki i bardzo wolnego tempa akcji byłaby dla niego świetną ścieżką dźwiękową.

Może warto zacząć od tego, że Simon Bonney ponownie zrekrutował całkiem nowy zespół. Z tego niesamowitego składu, który działał przez krótki czas w 2013 pozostała tylko małżonka Simona, grająca na skrzypcach Bronwyn Adams. Przypominam tamtą małą ‘super-grupę’, gdyż właśnie wtedy zespół powrócił po latach niebytu i skazania na otchłań zapomnienia; ale, przy pomocy takich tuzów jak Alexander Hacke i Danielle de Picciotto, Troy Gregory oraz David Eugene Edwards udało się przywołać tą legendę do życia. Zespół wydał album "American Twilight", trochę koncertował, i na tym jakby się skończyło. Bonney potrzebował ponownego przetasowania formuły, poruszenia na zakurzonych półkach pełnych ksiąg i notesów, aby muza ponownie natchnęła go chęcią i inspiracją.

Jak zawsze w przypadku Crime & the City Solution, warto było czekać. "The Killer" jest niezwykłą płytą o magicznej atmosferze, którą chce się podziwiać w kółko, przy włączonej funkcji repeat. Duchowa, nostalgiczna, depresyjna i poetycka, a jednocześnie krzepiąca, urzekająca, hipnotyzująca. Crime & the City Solution wywodzą się z tego samego australijskiego tygla, co The Birthday Party, Hugo Race oraz rzecz jasna Nick Cave & The Bad Seeds – i tożsama z nimi estetyka jest w ich brzmieniu bardziej niż oczywista. Filmowa elegancja w stylu neo-noir, mieszanka magii Lyncha, zagadki Finchera i poezji Wendersa. Bonney odprawia dyskretne rytuały sięgając po pełen arsenał plastyki swojego głosu – mieszanki szeptów i krzyków, zaklęć i mamrotania, natchnionych recytacji i bolejących lamentów.

Płyta zawiera raptem siedem numerów, ale każdy z nich to poemat sam w sobie, do tego świetnie spięte emocjonalną klamrą, łączącą deszczowy smutek i gniew z anielską sielskością i pogodzeniem. Pierwiastek duchowy jest w tej płycie jednoznaczny i oczywisty, co bardzo przybliża wydźwięk krążka do tego, co lubią prezentować Soulsavers; a w głosie samego Bonney słychać echa zarówno Marka Lanegana, jak i Dave’a Gahana. To płyta, której każdy numer jest świetny; ale nie sposób pominąć faktu, że „Rivers of Blood”, „Brave Hearted Woman”, czy „Peace in my Time” to kompozycje wybitne. Pozycja obowiązkowa dla tych, co cenią alternatywny, powolny, melancholijny, deszczowy rock rodem z Antypodów, a w szczególności jego współczesne oblicze, jakie znamy chociażby z "Ghosteen" Nick Cave & The Bad Seeds.

JAKUB OŚLAK

Crime & The City Solution w Polsce:

09.12. Poznań, 2 Progi

10.12. Warszawa, Niebo

Bilety: 89/99 zł – przedsprzedaż, 120 zł – w dniu koncertu

Powiązane materiały