Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeRecenzjeDance Like Dynamite - Sztuka Korozji
Dance Like Dynamite - Sztuka Korozji

Dance Like Dynamite - Sztuka Korozji

Recenzja28.11.2025Dance Like DynamiteCase Studio2025
Dance Like Dynamite - Sztuka Korozji

Trójmiejska super-grupa niszowej alternatywy powraca z nowym materiałem, który jest potwierdzeniem powagi ich intencji, bogactwa inspiracji i ciągłego rozwoju twórczego.

Bardzo ucieszyła mnie wiadomość o zaistnieniu tej płyty. To już czwarte wydawnictwo Dance Like Dynamite i jak widać i słychać ekipa rozwija się jak rozmaryn – jest pełna pomysłów, werwy i motywacji, oraz twórczych niespodzianek i zwrotów akcji. Cieszy mnie, że muzycy stanowiący trzon DLD odnajdują w nim kreatywną przystań – miejsce dla pomysłów, które nie mieściły się nigdzie indziej. To słychać wyraźnie w różnorodności „Sztuki korozji”, stanowiącej bardzo ciekawy ciąg dalszy ich poprzedniego krążka „Litania kłamstw”. Już wtedy było ewidentne, że muzycy są niezależnymi od siebie twórcami i każdy przynosi do stołu coś swojego, a co razem tworzy niebanalną, nieoczywistą soniczną sztukę, o ile tylko uda się połączyć to w całość.

Warto podkreślać to na każdym kroku – DLD to super-grupa tworzona przez postaci zasłużone dla historii polskiej muzyki rockowej, zarówno tej alternatywnej i podziemnej, jak i trochę bardziej mainstreamowej. Ale rzecz jasna muzyki nie tworzy się zasługami, tylko artystycznym głodem tu i teraz – i właśnie on był przyczynkiem zaistnienia DLD na naszym dźwiękowym nieboskłonie. Początkowo sądziłem, że będą oni ‘tylko’ projektem – czymś jednorazowym, eksperymentalnym, sprawdzianem chemii i przepływu energii. I po EP-ce „Dying In Slow Motion” i pierwszym longplayu „The Funeral is Sold Out” sądziłem że tak właśnie będzie. Zespół spróbował czegoś nowego, udało się, wyszło im to na dobre doświadczenie. Można się rozejść.

Ale potem przyszła „Litania kłamstw”, przynosząc muzykę jakby z zupełnie innej ligi. Nastąpiły zmiany personalne, frontman grupy Krzysztof Sadowski zaczął pisać i śpiewać po polsku (poprzedni materiał brzmiał po angielsku), a cały sound mocno ewoluował. Pomijając karygodną okładkę „Litanii…”, to doskonały album po którym można było wnosić, że nadzieje pokładane w DLD nie są jednorazowe i stojące za nim osobistości planują uczynić z tego zespołu nowy pomysł na siebie. „Sztuka korozji” jest najlepszym na to dowodem; to album, którzy brzmi wspaniale, a także stanowi udany dalszy ciąg pewnej historii, która wciąga, intryguje, i nikt nie wie dokąd tak naprawdę ostatecznie zaprowadzi, muzyków i słuchaczy.

„Sztuka korozji” to starcie pomysłów, osobowości i inspiracji. Jak całe DLD, to nie tylko jeden nurt, lecz gmatwanina dopływów, wśród których słychać elementy jazzowe, elektronikę, no i zimną falę. „Czuję więc jestem” to wielki moment płyty, tygiel do którego każdy wrzuca coś swojego. Wokół niego słychać także gniewno-atmosferyczne „Na końcu ślepej ulicy”, w komplecie z wokoderem, jak i krzepiące, taneczne „Do zobaczenia w snach” w stylu New Order. Te trzy numery całkowicie ustalają resztę albumu jako krążka niebanalnego, po którym można oczekiwać bardzo wiele, nawet na przestrzeni pojedynczych numerów. To intrygująca, wciągająca, a jednocześnie wytrawna muzyka, pełna niuansów, wpływów i smaczków.

Nie znam się i nie wnikam w dynamikę studyjną zespołu, ale „Sztuka korozji” brzmi tak, jakby tworzący ją muzycy grali w pełnej równowadze, bez nadmiaru ego, a za to z kieszeniami pełnymi kolorowych kulek do gry. Jak inaczej można wytłumaczyć zaistnienie tak pięknego finału, jakim jest piosenka „Z ciemności i chaosu”, jakby napisana przez Slowdive? Przypomina mi ona dwie inne końcówki w obszarze swoich albumów, zespolone w całość, a konkretnie „Decades” Joy Division i „Listen” Tears For Fears. Gdy cofam się do pierwszego albumu DLD, przy całej do niego sympatii, nigdy bym nie pomyślał, że tą ekipę stać jest na taki numer. Właśnie to uważam za efekt udanej pracy zespołowej, która nigdy nie jest sumą jego członków, lecz iloczynem.

„Sztuka korozji” jest albumem, który cieszy na wielu poziomach. Z czysto kibicowskiej sympatii, cieszy mnie, że na naszym rodzimym podwórku muzycznym są ekipy, których materiał już w niczym nie ustępuje zachodowi (a czy się tam wbije to już inna rozmowa). Lubię odważnych muzyków, którzy uparcie i z godną podziwu motywacją dążą do spełnienia iluzorycznego celu artystycznego, czego efektem są takie właśnie albumy. Lubię także, gdy słychać, że w zespole nie ma jakże polskich przepychanek o schedę, dorobek i nazwę; jest za to wspólna misja i energia, skrzyżowanie kilku niezależnych dróg, które w jakiś cudowny sposób przecięły się tu i teraz. No i wreszcie ta jakże potrzebna muzyce wiarygodność, oparta na szczerości i przekazie.

JAKUB OŚLAK

Powiązane materiały

Powiązane materiały

Dance Like Dynamite
Wywiad26.11.2025

Dance Like Dynamite

Dance Like Dynamite wraca z nowym albumem "Sztuka Korozji", najdojrzalszą i najbardziej różnorodną płytą w swojej karierze. Od zimnofalowych klimatów, przez jazzowe niuanse, po punkową energię i reinterpretacje klasyków – zespół udowadnia, że w polskiej muzyce niezależnej nadal można eksperymentować, łącząc artystyczną odwagę z perfekcją warsztatową. Nasza wysłanniczka Ewelina Marek porozmawiała na temat tego albumu z basistą Piotrem Pawłowskim.

Dance Like Dynamite na trasie z Me & That Man
News22.06.2021

Dance Like Dynamite na trasie z Me & That Man

6 sierpnia rozpocznie się wspólna trasa koncertowa grup Me & That Man, Mulk i Dance Like Dynamite.

Dance Like Dynamite - Litania Kłamstw
Recenzja17.06.2021

Dance Like Dynamite - Litania Kłamstw

Po ciekawym debiutanckim albumie "This Funeral Is Sold" sprzed 3 lat, który dość zręcznie łączył cold wave, new romantic i rocka, formacja Dance Like Dynamite wypuściła nowy album.

'Litania Kłamstw' od Dance Like Dynamite
News13.05.2021

'Litania Kłamstw' od Dance Like Dynamite

20 maja ukaże się nowy album nowofalowców z Dance Like Dynamite zatytułowany "Litania Kłamstw".