Datûra - Obsidian

RecenzjaDatûraDatûra2024
Datûra - Obsidian

Datûra łączy w swej twórczości brzmienia post-metalu, progresji i dark-folku. W czerwcu ukazał się debiutancki album tego zespołu, którego recenzję możecie przeczytać poniżej.

Bardzo lubimy przedrostek „post” w muzyce. Post-industrial, post-punk, post-rock, czy post-metal; to deklaracja zerwania ze sztampą, która opanowała dany gatunek. To wyjście ze strefy komfortu, porzucenie utartych szlaków, opuszczenie wsobnej kloaki w jakiej muzycy i fani lubują się pławić. Deklarujemy niechęć do etykiet i szufladek, ale tak naprawdę lubimy je; to przewodnik kto kim jest i czego należy się po nim spodziewać. Na szczęście post-metal to styl dosyć umowny, opierający się wrażeniu i estetyce. Podobnie jak bratni post-rock, post-metal to ściany dźwięku, narastające fale barw, „zepsute” gitary i niesamowita, mistyczna atmosfera. Nic dziwnego, że ten styl zyskuje na naszym rodzimym polu coraz większą sympatię, co przekłada się na grono zespołów chętnych go praktykować.

Datûra zalicza właśnie wejście smoka długogrającym debiutem, operującym na terytorium post-metalu, a także na estetyce doom i folk. Bardzo lubimy takie post-apokaliptyczne krajobrazy, wizje planet pędzących ku zagładzie, oraz następnych światów, opartych na zgliszczach, gruzach, ciemności i głuchym wyciu wiatru. Ta muzyka to nie tylko rozdzierający krzyk prosto z czeluści wieczności; to także ostrzeżenie przed nią, poszukiwanie duchowego remedium, oraz eskapizm o jaki coraz trudniej.

Datûra pod koniec 2022 dała sygnał życia epką, służącą za demonstrację możliwości i wizji. Półtora roku później, gdy ukazuje się "Obsidian", odnoszę wrażenie, że epka była jedynie próbą generalną przed tym, co dostajemy teraz. "Obsidian" nie brzmi jak debiut, lecz album zespołu doświadczonego, który wie czego chce. Debiuty miewają to do siebie, o ile nie są ‘epokowe’ lub ‘genialne’, że są zbiorem luźno powiązanych pomysłów nagromadzonych w szufladzie przez lata przed decyzją o nagraniu. W przypadku Datûry tę rolę pełniła epka; ale już sam longplay to rasowy, spójny, nieszablonowy, potężny kawał muzyki, która ukazuje zespół w jego zenicie.

Gdy słucham Datûry myślę o nieszablonowości. Nawet jeśli zespół nie prezentuje rzeczy iście pionierskich, o tyle styl wykonania, pewność siebie i swoich wizji, pomysł na rozkład płyty i kompleksowość poszczególnych kompozycji sprawia, że "Obsidianu" słucham z przejęciem raz po raz. Ta muzyka nie brzmi sztampowo, jednotorowo; to spójna mieszanka fascynacji przeszłością i wychodzenia naprzeciw duchowi czasu, poszukiwaniu schronienia dla duszy i prawdziwości w coraz bardziej zafałszowanym świecie. Owo schronienie znajduje się za ścianą głębokich barw, malowniczego hałasu, przepowiedniami i zaklęciami odpierającymi zło i ból.

Datûra potrafi uderzyć jak Tool, oraz porwać jak Deafheaven. Każdy z numerów jest przemyślany i pomysłowy, a na wyróżnienie zasługuje 10-minutowy „Venom”, oraz kulminacyjny numer tytułowy. Kompozycje morfują progresywnie, dając wrażenie nierozerwalnej spójności, a po finałowym „Back to Your Grave” następuje pełna napięcia cisza pytająca o coś na bis. Nawet gdy na siłę wyciągniemy z albumu „We Lived Afloat” czy „The Valley”, to są one kombinowanymi opowieściami same w sobie, dające słuchaczowi poczucie nasycenia. Owa kompleksowość nie brzmi wymuszenie, lecz zupełnie naturalnie, gdyż tak nakazuje decorum tego stylu.

Oczywiście należy wyróżnić wizytówkę Datûry, czyli śpiew Mai Rutkowskiej. Jak wszyscy wokaliści, także ona skupia uwagę słuchacza – i tu ponownie powraca słowo nieszablonowość. Kobieta na czele zespołu metalowego ma niebagatelne zadanie, nie tylko w powadze materiału, ale też wyrwaniu się wzorcom nadanym przez Anneke van Giersbergen, Floor Jansen czy Sharon den Adel. Rozpiętość wokalna Mai imponuje – potrafi inkantować mistyczne zaklęcia w stylu Lisy Gerrard, wznieść głos na przenikliwe poziomy jak Björk, a także przekonująco growlować, co dla kobiet dysponujących wysokim, anielskim głosem jest dodatkowym wyzwaniem.

"Obsidian" jest niezwykle udaną płytą, która zachęca i motywuje słuchacza do wielokrotnego odsłuchu. To nie jest poziom lokalny, lecz międzynarodowy, bez kompleksów wobec mitycznego zachodu. Post-metal, dark-folk, progresja – to słowa-klucze, które kochamy w muzyce i które czynimy naszym znakiem rozpoznawczym. Nie bez powodu mamy wśród rodzimych zespołów takie ekipy jak Rosk, Entropia, Dom Zły, czy Obscure Sphinx, do którego w sposób naturalny większość słuchaczy porówna Datûrę. Lubimy ciężkie piwo, ciężkie kino i ciężką muzykę – to nam w duszy gra i "Obsidian" jest tego kolejnym, udanym dowodem. Oby więcej i jak najdłużej.

JAKUB OŚLAK

Powiązane materiały