Dominika Barabas - Psia Mać

Czwarty album Dominiki Barabas zatytułowany „Psia mać” to sprawnie skrojony pop.
6 lat minęło od ostatniej płyty wokalistki „Rustykalny Cyrk”. W międzyczasie była zaangażowana w inne projekty – m.in. nagrała ścieżkę dźwiękową do gry komputerowej „Two Worlds II: Echoes Of The Dark Past”. Nowy album jest zatem powrotem do działań stricte solowych. To jednak, co zaskakuje, to mnogość brzmień elektronicznych.
Już od pierwszych dźwięków otwierającego „Cztery” mamy do czynienia z ‘udigitalizowaną’ warstwą muzyczną. Równie syntezatorowo jest w „Trotylu”. Słychać jednak, że w takim anturażu Dominika odnajduje się bardzo dobrze. Zaskakująco na tym tle wypada „Bakteria”, która ma dość płynny, słodko-gorzki aranż, aczkolwiek tekst utworu ma znacznie większy ciężar emocjonalny. Zresztą wątki intymnych relacji międzyludzkich (w różnych odmianach) przewijają się przez całą płytę. „Mrok” to jeden z najcięższych utworów w tej kategorii z całej płyty. Jeszcze głębiej sięga „Kapitulacja”, gdzie rozedrgany wokal podbija niemniej ‘stabilny’, acz nieco filmowy bit. Po takich ciężkich klimatach pojawia się taneczny niemalże „Odturlaj”, lokujący się gdzieś w okolicach współczesnej muzyki r&b. A w zestawieniu z balladowym „Czekam” i bodaj najbardziej optymistycznym ze wszystkich utworów – „Poleć”, sprawia, że ta część wypada jeszcze ciekawiej – zwłaszcza pod kątem aranżacyjnym. Kulminację stanowi utwór tytułowy i nie chodzi o to, że zbiera to, co najlepsze z poprzedników, lecz stanowi wręcz namacalną kwintesencję tej płyty. Tu też Dominika pokazuje najszersze spectrum swojego wokalu spośród wszystkich kompozycji. Zaś bezpośrednie „Tylko mnie kochaj” to przysłowiowa wisienka na torcie.
„Psia mać” to album skrupulatnie wyprodukowany. Za warstwę muzyczną odpowiada nie tylko gospodyni, ale także Szymon Orchowski. Do tego na płycie wystąpili muzycy na co dzień grający z czołówką polskiej sceny mainstreamowej: Adam Lemańczyk, Wojciech Famielec, Tomasz Boruch, Paweł Harańczyk, Jan Czaja czy Tomasz Kaczmarek. I między innymi dlatego te 32 minuty nie męczą i nie przytłaczają, mimo ciężaru warstwy lirycznej, a po prostu… dobrze ‘wchodzą’.




