Dominika Barabas

Poznańska wokalistka Dominika Barabas zaprezentowała nowy album zatytułowany "Rustykalny cyrk". Jest to jej trzecia płyta, ale pierwsza na której odchodzi od poezji śpiewanej na rzecz nowoczesnych brzmień. Opowiedziała nam o tym w wywiadzie.
- W jednej z recenzji „Rustykalnego cyrku” znalazło się porównanie, że brzmisz jak „idealna córka Marka Grechuty i Agnieszki Osieckiej”. Zgadzasz się z tym?
- To porównanie bardzo mi schlebia. Myślę, że odnosi się ono najbardziej do warstwy tekstowej w moich piosenkach. Teksty Agnieszki cenię, czytuję i znam je bardzo dobrze. W warstwie muzycznej wolałabym nie być porównywana do tych artystów, gdyż staram się wyjść z matecznika mojej twórczości czyli piosenki poetyckiej. Wydaje mi się, że „Rustykalny cyrk” jest bardziej przystępny dla ludzi. Jest dużo nowoczesnych brzmień, są elektroniczne aranżacje. Stylistycznie nie potrafię tej płyty umiejscowić, gdyż jest ona różnorodna. Są utwory akustyczne, są utwory taneczne. Wracając do Twojego pytania: po części zgadzam się z tym porównaniem. Na pewno ktoś miał dobre intencje i jest to miłe (śmiech).
- Co się takiego wydarzyło, że na tej płycie poszłaś całkowicie w inną stronę muzyczną niż do tej pory?
- Szczerze mówiąc, to troszeczkę się znudziłam tym, co do tej pory nagrywałam. Piosenka poetycka jest na pewno ciekawa i wartościowa. Jednak uważam, że teksty można podać ludziom w bardziej przystępnej i urozmaiconej formie. Piosenka poetycka to jest dużych rozmiarów nisza dla wybranych. Jest to muzyka smutna, a ja ostatnio szaleję i chciałbym też muzycznie zaszaleć (śmiech).
- No i jak się odnajdujesz w muzyce klubowej?
- Bardzo dobrze. Fajnie mi się gra takie mocne, energetyczne numery. Wiesz, ja to poczytuję jako rozwój. Zmieniam się i poszukuję tej muzycznej drogi. W tej chwili najbardziej odpowiadają mi brzmienia klubowe.
- Masz zespół, z którym współpracujesz. Jak wyglądała praca nad nowymi kompozycjami? Ty decydowałaś o wszystkim czy też Twoi muzycy mieli coś do powiedzenia w studiu nagraniowym?
- Z tym „do powiedzenia” to różnie bywa (śmiech). Zawsze powtarzam, że jestem dyktatorem i ostatnie zdanie zawsze należy od mnie. Nie lubię, gdy ktoś grzebie mi w tekstach. To jest niedopuszczalna sytuacja. Raczej nikt nie chce tego robić, ale zawsze uprzedzam, by tego nie robić bo będzie awantura (śmiech). Z muzyką jest podobnie. Przynoszę gotowe kompozycje, a moi muzycy mówią, co i jak chcieliby tam zagrać. Wtedy ja mówię: „To mi się podoba, zróbmy tak” albo „Nie, to mi się nie podoba”. Używam różnych słów: „koszmarne”, do dupy”, „masakra” (śmiech). Przy „Rustykalnym cyrku” najwięcej współpracowałam z perkusistą Mateuszem Brzostowskim, gdyż on współprodukował ten album razem ze mną. Z nim najlepiej mi się współpracuje w zespole, gdyż Mateusz zna się na brzmieniach elektronicznych. Od niego dużo się nauczyłam podczas pracy nad tą płytą.
- Album jest zatytułowany „Rustykalny cyrk”. Kim jesteś w tym cyrku? Widzem? Treserem? A może występujesz tam?
- Ja w tym cyrku chyba występuję…I wydaje mi się, że na co dzień. Tytuł płyty idealnie oddaje to, co się działo z tym albumem, jak długo trwało jego nagrywanie, jakie turbulencje były jego udziałem zanim został wydany. Pasuje także do tego, co działo się obok – tak życiowo. Ja myślę, że ten cyrk się nie skończył, cały czas jest ze mną. To jest część mojej osobowości.
- Czyli teksty na tej płycie zostały zainspirowane wydarzeniami z Twojego życia?
- Też, ale także z obserwacji otaczającego mnie świata. Ludzie są bardzo ciekawym materiałem, z którego można ciągle wybierać i wybierać. Oni są tak zaskakujący w różnych sytuacjach…To co mówią, jak się zachowują.
- Masz na swoim koncie dużą ilość konkursów. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?
- Takie formy nie za bardzo mi odpowiadają. Konkursy są dla mnie bardzo stresujące. Rzeczywiście, kiedyś brałam udział w dużej ilości konkursów w całej Polsce. Udawało mi się dużo z nich wygrać. Nie lubię samej idei konkursów, ale podobała mi się atmosfera, jaka panowała wśród ich uczestników poza występami. Wiesz, siadaliśmy wieczorami z gitarami, wymienialiśmy się doświadczeniami, tekstami, muzyką, graliśmy wspólnie aż do rana. Chcę podkreślić, że konkursy niewiele dają. Wygrałam naprawdę dużą ilość, a nic z tego nie wynikało poza chwilowym zastrzykiem gotówki. W żaden sposób zwycięstwo w takim konkursie nie pomagało w dalszym rozwoju kariery. Nie dawało to nowego kontraktu płytowego czy też nie powodowało, że nagle stajesz się gwiazdą.
- Jak wyobrażasz sobie swoją dalszą drogę artystyczną? Masz ją wytyczoną czy też zostawiasz to własnemu biegowi?
- Nie mam bladego pojęcia. Już dawno temu przestałam cokolwiek planować. W przypadku „Rustykalnego cyrku” było tak, że chciałam nagrać każdy utwór w określonym stylu. A okazało się, że każda piosenka poszła w swoją stronę. I dobrze się stało, bo każda kompozycja ma swój charakter i nie będę naginać tego do rzeczywistości, aby każda piosenka była taka, jak ktoś chciałby ją widzieć. Nie wiem, jak to wszystko się potoczy. Chciałabym, aby jak najwięcej osób mogło tej muzyki posłuchać. Z tego co widzę, tak się dzieje. Chcę także, by na koncertach były rzesze szalejących fanów i żeby nigdy nie brakowało weny twórczej (śmiech).
- Dziękuję za rozmowę.
Foto: Szymon Sikora




