HVAST - Chwasty Polskie

HVAST to projekt muzyków NVC, którzy w związku z przymusowym, wynikającym z życiowych sytuacji, zawieszeniem działalności tego zespołu, postanowili niezobowiązująco kontynuować spotkania w sali prób.
Dla ścisłości - w 2022 roku część muzyków NVC w osobach basisty Grzegorza Chudzika, odpowiedzialnego za partie elektroniczne Michała Głowackiego oraz perkusisty Arka Lercha, zaczęła od luźnych jamów, rozmów i pomysłów, z których powoli zaczęły powstawać zręby czegoś nowego: tematy, elektroniczne szumy i perkusyjne bity, a w konsekwencji - zarysy kompozycji, opartych o zwiewne, elektroniczne tła i mocno transową sekcję rytmiczną. W efekcie powstał materiał ostatecznie zatytułowany „Chwasty Polskie”, na które składa się 5 różnoczasowych i różnotransowych kompozycji. Piszę w ten sposób nie bez powodu, albowiem każdy z utworów, mimo zbliżonego instrumentarium, charakteryzuje się inaczej poprowadzoną narracją.
Otwierający album, ponad dziesięciominutowy „Bieluń”, łączy w sobie minimalistyczny, lekko cykający bit oraz odrobinę orientu, stopniowo ozdabianą kolejnymi zagrywkami perkusyjnymi. Gwarantuję, że nawet starając się wsłuchać w poszczególne niuanse tej kompozycji, nie da się nie wpaść mimowolnie w przyjemny trans, jakim się ona legitymuje. Inaczej rzecz ma się z „Kąkolem”, który zaczyna się od mrocznych, mocno ‘ejtisowych’ syntezatorów, obudowanych gęstszymi, niż poprzednio bębnami (świetne, ‘oddychające’ partie rytmiczne Arka Lercha), które prowadzą temat w stylu komputerowych gier fabularnych z przełomu lat 80. i 90.
Największą zagadką na płycie jest natomiast gęsty, wysoce zaimprowizowany i tajemniczy „Łopian”. Ta licząca prawie 10 minut kompozycja, dopiero pod koniec zyskuje na moment jakiś zalążek melodyjności w postaci partii, zbliżonych brzmieniowo do organów. Jej puenta jednak zamknięta jest w dziwnej i niepokojącej codzie. Na zupełnie innym biegunie leży natomiast „Wrotycz i nawłoć”, będący bodaj najbardziej ‘analogową’ częścią płyty, ale mający też najwięcej elementów melodyjnych. Dalej jest trans i pewien mrok, ale całość poukładana jest w sposób zdecydowanie bardziej usystematyzowany. Płytę wieńczy z kolei odjechany, epicki „Oset”. Blisko 13 minut ‘lotu świetlnego” naznaczonego zmianami tempa, zróżnicowaną rytmiką oraz naprzemiennie pulsem i soundscape’ami, czynią zeń utwór bujny, mający momentami cechy… rocka progresywnego. Co znamienne, kompozycja ta kończy się - powoli powracającym zdaje się do łask - wyciszeniem.
„Chwasty Polskie” to nie tylko deklaracja aktywności muzyków NVC, ale przede wszystkim ciekawa dźwiękowa podróż, zakorzeniona w składowych z przeszłości, acz zagrana z pietyzmem i estymą, a gdzie trzeba – luzem i przestrzenią. Koneserzy sprzed dekad znajdą tu wiele odbitek, choć niekoniecznie za pierwszym odsłuchem. Jest to bowiem album do wielkokrotnego użytku zarówno w formie relaksacji, jak i w poszukującej.
MACIEJ MAJEWSKI

