J. Bernardt - Contigo

RecenzjaJ. BernardtPIAS Poland2024
J. Bernardt - Contigo

Drugi album J.Bernardt, czyli solowego projektu Jinte Depreza – połowy belgijskiego duetu Balthazar, przynosi zbiór melancholijnych kompozycji, eksponujący wszystkie fazy rozstania.

„Contigo" po hiszpańsku znaczy ‘z tobą’. Sam autor ma do tematu dość sprecyzowane podejście: "Wiem, że płyta o rozstaniu to banał" - mówi Deprez. "Ale ja coraz bardziej uwielbiam banały! Nie bałem się pójść na całość. Zapomnienie o rozstaniu poprzez śpiewanie o nim jest jak samosabotaż, ale dobrze się przy tym bawię".

Samosabotaż, czy autoterapia – trzeba przyznać, że album jest muzycznie wysmakowany i dość elegancki. Otwierające minutowe dość filmowe intro „Rio”, wprowadza w dość smutną aurę całości. Ale już znane z singla „Taxi”, pulsujące kołyszącym rytmem, lirycznie wyrażające reakcję na szokową na wieść o rozstaniu, ustawia niejako nastrój całości. Deprez, klasycznie wykształcony skrzypek, stworzył wszystkie orkiestracje na płycie i to w oparciu o nie zbudowana jest większość kompozycji na niej zawartych. Pulsacja przenosi się także na „Don’t Get Me Wrong”, wybrzmiewając przy tym nieco oldschoolowo, zwłaszcza w falsetującym refrenie. Z kolei dość kontemplacyjny „Last Waltz” ma w sobie zarówno podniosły romantyzm, jak i soulowy vibe. Kompozycja tytułowa przesuwa zaś narrację w stronę bardziej dramatyczną, a na zmianę szeptany i chóralny chwilami głos gospodarza, kojarzy się trochę z dokonaniami Serge’a Gainsbourga. Na tym tle mantrowo powtarzany, przesadnie natchniony „Matter Of Time”, zdaje się być niepotrzebny – zwłaszcza w obliczu kolejnego, singlowego „Mayday Call”. Według słów samego autora: "Jest to prosta, rytmiczna piosenka prowadzona przez grube orkiestrowe unisono, a wszystko po to, by wesprzeć wokal, który piszczy w opisie praktycznie ataku paniki, wzywając pomocy”. Dramatyzmu w istocie tu nie brakuje, aczkolwiek nie jest on aż tak przesadzony. Najbardziej jednak trafną i oddającą w pełni aurę „Contigo” jest kompozycja „Left Bathroom Sink”. To w nim bowiem spotykają się wszystkie elementy, z jakich Jinte poskładał album: podniosłe wokale, chórki, zgrabny rytm i orkiestracje. Reszta pozostaje właściwie uzupełnieniem: rozpływający się „I’m Ghost You Forgot”, akustyczne „Our Love Was Easy”, czy łkająco-patetyczne „Free”.

Nie wiem, czy Jinte chce tą płytą prześcignąć kolegę z zespołu, czyli Maartena Devoldere’a, nagrywającego solo pod szyldem Warhaus, ale pod względem infantylności i napuszonego dramatyzmu, „Contigo” przeskakuje jego „Ha Ha Heartbreak” sprzed dwóch lat.

MACIEJ MAJEWSKI

Powiązane materiały