Kasia Lins - Obywatelka K.L.

Kasia Lins jako Obywatelka K.L. daje drugie życie ikonicznym kompozycjom Grzegorza Ciechowskiego, koncentrując się na tych, które bytowały w cieniu wielkich hitów artysty i zespołu Republika.
Z kowerami jest jak z kolendrą – wszędzie jej pełno, jest uznaną przyprawą, ale jest na tyle specyficzna, że ma też zdecydowanych przeciwników. Ja do nich należę. Nie lubię i kolendry i kowerów.
Szczególnie metalowych, ale w zasadzie dotyczy to każdej tego typu płyty. Głównie ze względu na przesadę, nadinterpretacje i używanie nie swojej muzyki jako tła do próby podbudowania własnego ego (np. zagrałem to lepiej). Dotychczas były od tej reguły dwa wyjątki – „Kora” Ralpha Kamińskiego, który stworzył dzieło wsobne, brzmiące autorsko a jednocześnie pokazujące emocje i wielki szacunek, co powoduje, że słuchanie tego zbioru nie budzi irytacji a zwyczajną fascynację, oraz „Piękno. Tribute to Breakout” - radosne i świetnie opracowane wersje piosenek Tadeusza Nalepy w wykonaniu Rita Pax, zespołu dowodzonego przez Paulinę Przybysz. Teraz do tych płyt dołącza „Obywatelka KL”, na której Kasia Lins nie próbuje przeskoczyć poprzeczki, ale nawiązuje bardzo miękki, niezwykle ciepły dialog z Grzegorzem Ciechowskim. Tak, z Ciechowskim a nie z jego kompozycjami. Wydaje się, że w tym przypadku te piosenki były jedynie swoistym portalem, pomagającym przejść Kasi Lins do wymiaru, w którym ta muzyka żyje i nie jest tylko wspomnieniem. To jest właśnie największa zaleta „Obywatelki” – nie ma nostalgii, próby siłowego nagięcia muzyki sprzed lat do nowych czasów. Nie ma próby zrobienia tych piosenek „bardziej”. Bo bardziej się nie da a przekroczenie tej granicy wcale nie jest trudne, tyle, że grozi połamaniem nóg. Także dlatego, że Ciechowski otoczony jest w Polsce jakby nie patrzeć, kultem.
Co zatem powoduje, że „Obywatelka KL” jest tak udanym dziełem? Być może odpowiedzią jest charakter artystki, jej wrażliwość i sposób w jaki podchodzi do muzyki, co najlepiej pokazywał genialny, nie będę tego ukrywał, album „Omen”. Klimat „Obywatelki” jest niesamowicie oniryczny, wycofany, by nie powiedzieć mroczny, muzyka wyłania się zza mgły i najczęściej ma w sobie coś z klimatu trip hopu („Odchodząc”), momentami kojarzyć się może z shoegaze („Prośba do następcy”), zdarzają się też nawiązania do synth popu („Zapytaj mnie czy cię kocham”). Nie można zapomnieć o bardzo smacznym przetworzeniu klimatu muzycznych lat 80. – bez przerysowania, z podbiciem tych elementów, które dzisiaj mogą zabrzmieć bez efektu tzw. „myszki”. Warto wsłuchać się w partie instrumentalne, bo te, choć lekko wycofane w stosunku do głosu Kasi, są bardzo smakowicie opracowane i zagrane „z czujem”. Żadnych wyścigów, solówek, gitary chowają się gdzieś w aranżacjach, są bardziej dyskretne (chociaż partia w finale „Tak długo czekam” hipnotyzuje), więcej tu elektroniki, aksamitu, raczej w tonacji noir. Połączenie uniwersalizmu tych piosenek z muzycznym charakterem Kasi Lins zażarło jak nigdy, w dodatku całość za sprawą interpretacji nabiera w zasadzie dość erotycznego charakteru, co powoduje, że tytuł jest bardzo adekwatny do tego co z piosenkami zrobiono – pierwiastek żeński jest tu niemal oczywisty i nie słyszę żadnego zgrzytu.
Płyta bogata, co i rusz odkrywamy kolejne smaczki, poukrywanie brzmienia i kolory, słychać, że nad tymi numerami (bardzo dobry, zdaniem podpisanego, wybór) solidnie i pewnie z radością pracowano. Obywatel Ciechowski byłby dumny.
AREK LERCH




