Kurkus - Nowy Chaos

"Nowy Chaos" to długogrający debiut Kamili Kurkus; aczkolwiek, słuchając go jest oczywiste, że jego autorka nie spotyka się z muzyką po raz pierwszy w życiu.
Mimo, iż jest to przykład płyty typu Do-It-Yourself, owa samodzielność to owoc wielu lat pielęgnowania swoich twórczych potrzeb, muzycznych fascynacji, wykształcenia, oraz praktykowania od najmłodszych lat. To efekt poznawania świata w różnych jego ciepłotach i odcieniach, od Kalifornii przez Katalonię po Finlandię, chłonięcia odmiennych estetyk, zmiennej dynamiki, wykorzystywania impulsów do poznawania muzyki i przekładania ich na własną, różnorodną, acz spójną twórczość.
"Nowego Chaosu" słucha się tak, jakby dla autorki było to coś elegancko rutynowego. Z absolutnie każdego numeru płynie nie tylko pewność siebie, ale przede wszystkim wspomniana samodzielność. Kamila osobiście odpowiada za wszystkie teksty i kompozycje, a także za instrumenty i ich elektroniczną układankę (w studiu wspierał ją producent Jan Szarecki). To w rzeczy samej autorska płyta, której kolejne utwory są niczym kartki z pamiętnika, zapisane radością i strachem, fascynacją i frustracją, miłością i depresją; "Nowy Chaos" to jej dziennik pokładowy, gdzie każdy element ma znaczenie i nie jest dziełem przypadku bądź nacisku.
Przede wszystkim, muzyka projektu Kurkus to głos Kamili. Należy on do tej grupy głosów, które polaryzują słuchaczy, podobnie jak Stevie Nicks; jedni oddają cześć, inni nie są w stanie przebrnąć przez jedną piosenkę. Mnie na szczęście jej śpiew bardzo się podoba, tym bardziej, że utwory tu zebrane (ergo i styl wokalny) nie są jednorodne i monotonne, a ich rozpiętość potrafi zaskoczyć. Kurkus to współczesne brzmienie syntetycznego chłodu, które sięga rzecz jasna do lat 80. i ówczesnych pionierów darkwave i new romantic, od The Cure po Duran Duran. Bez trudu rozpoznamy to nuty ‘falowe’, jak i synth-popowe, w ich obowiązującej dziś odsłonie.
Ale Kurkus to nie tylko element renesansu brzmień darkwave i synth-pop; to, co odróżnia styl Kamili od choćby Linea Aspera czy Boy Harsher, to emocjonalne zaangażowanie, które nadaje płycie domowego ciepła i osobowości. Tu nie ma dehumanizacji czy mieszaniny lęku i zachwytu technologią i post-industrializacją; tu słychać słowa kobiety, która czując się częścią świata w całej jego rozciągłości, jednocześnie obawia się o jego dalsze losy. Z jednej strony dostajemy tu przepięknego „Sennego rycerza”, który brzmi niczym „Daniel” Bat For Lashes, a z drugiej ponurą „Sotę” i gotycki koszmar godny „A Forest” The Cure, czy „Walk Away” The Sisters of Mercy.
Porównania brzmienia Kurkus do już istniejących projektów nasuwają się automatycznie. Jej samodzielny, niezależny styl to wyraźne echo chociażby Fever Ray (w komplecie z jej nordyckim pierwiastkiem), ale także Austra czy Goldfrapp (zupełnym przypadkiem, te dwie artystki również posiadają w swoich katalogach piosenkę zatytułowaną „Utopia”). A jako że Kamila sprawnie śpiewa w co najmniej trzech językach, co nie jest bagatelną ciekawostką, warto do porównań i wpływów dorzucić też trzy rodaczki – Urszulę, Anję Orthodox i Annę Zalewską-Ciurapińską, i odpowiednio ich elementy – popowy, chłodny, i emocjonalny – pełne wyrazu i osobowości.
Poza hitami w stylu „Sennego rycerza”, „Kwiatów na łące”, czy „Brak tchu”, Nowy Chaos posiada też drugą garść mniej oczywistych perełek, takich jak „Gang of Fairies”, „Wilki”, czy „Hide and Seek”. Kamila pokazuje tu jak plastyczny jest jej głos, dopasowując go do szeregu odmiennych estetyk i barw. Największy pod tym kątem strzał to „Perła”, po nordycku folkowa, ale też o lekkim powabie new age w stylu Enyi. Grunt, że Nowego Chaosu słucha się ochoczo jako całości, a nie paru numerów wybiórczo. To płyta powstała z nieuleczalnej potrzeby tworzenia, ale też będąca znakiem czasu, coraz bardziej przybliżająca rodzimą muzykę do świata globalnych wpływów.
JAKUB OŚLAK




