Las Trumien - Budowniczowie Grozy

Piąte wydawnictwo Lasu Trumien, zatytułowane „Budowniczowie Grozy”, nadal penetruje świat morderstw, ale też ukazuje coraz śmielsze zwroty w rejony muzyczne, w których nie brakuje melodii.
Grupa przyzwyczaiła nas już do pewnej regularności w wypuszczaniu w świat nowej muzyki, którą objawia średnio raz w roku. Podobnie też, jak przy poprzednich wydawnictwach, do warstwy lirycznej dodane zostały didaskalia w postaci zarysu danej zbrodni. Tym razem jednak zarówno w tych dopiskach, jak i w samych tekstach Wojtka Kałuży, znacznie więcej jest liczb, dzięki czemu daną opowieść łatwiej osadzić na osi czasu.
Tak jest w otwierającym płytę „Pokaż ząbki”, który na tle dość płynnego i trochę zawieszonego riffu, przytacza opowieść o pozbawionym skrupułów dentyście, który przez 30 lat parał się mniej lub bardziej wymyślnym mordowaniem. Ale cyferki używane przez Wojtka, to nie tylko czas mierzony w latach, ale też niechlubna statystyka, która wręcz poraża przy okazji „Nienasyconego”, opowiadającego o kolumbijskim oprawcy, mającym na koncie ponad 200 morderstw. Przyznaję jednak, że numer ozdobiony szybszym i dość rytmicznym (zwłaszcza w refrenie) riffem, sprawia, że ta cała okrutność robi się paradoksalnie… przyswajalna. Innym sposobem na przekazanie takich treści jest też czarny humor. Ten odnajdujemy w „Kandydacie numer jeden”, poruszającym wątek kalifornijskiego mordercy, biorącego nawet udział w programie w stylu „Randki w ciemno”, który po przegranej, kontynuuje swój morderczy proceder. Zaś słowa: Być romantykiem nigdy się nie starał/Był marzeń spełnieniem /Oczarował niejedną swym uśmiechem jeszcze lepiej oddają jego ‘metodologię’. Obok opowieści na temat zbrodni z zagranicy, na płycie pojawiają się też wątki polskie. Dość punkowa muzycznie „Rusałka jej grobem”, przytacza postać Józefa Cyppka, który - po odparciu zalotów – morduje swoją sąsiadkę, pozostawiając jej ciało rozczłonkowane w swoim mieszkaniu. Jednym z kluczowych utworów na płycie jest jednak dość sabbathowy „Czerwony sędzia”, w którym gościnnie udzieliła się Tuja Szmaragd. Wokalistka stołecznego tria Wij nadała tej opowieści o niemieckim kacie, jeszcze bardziej przejmującego wydźwięku. Pojawia się też ballada – „Długa droga do piekła”. I tak jak poprzednie historie przytaczane przez w Wojtka w znacznie mocniejszym anturażu muzycznym ‘wchodziły’ dość naturalnie, tak w tym przypadku – ilekroć słucham tego utworu – wręcz zastygam. Tak zaśpiewana (w dużej mierze czystym wokalem) historia, robi wstrząsające wrażenie.
Z kolei szybkie „Trupie rozmówki”, to wątek francuskiego grabarza-nekrofila, znów mający w sobie coś z czarnego humoru. Zaś kolejne odsłony ‘kroniki polskich zbrodni’ słyszymy najpierw w „Listonosz puka” (obudowanym dość nośnym, iście rockowym riffem i dwuwarstwowym solem gitarowym w drugiej części) oraz w ołowianym „By poczuć się lepiej”. Nie zabrakło też numeru iście epickiego – tym jest na płycie „Kilka godzin” (traktujący o szwedzkiej morderczyni dzieci), gdzie mocarny riff Bartka Duszkiewicza stanowi udane otoczenie dla melodyjnych wokali. Na koniec dostajemy „Serca samotne, serca nieszczęśliwe” – mające w sobie coś niemalże z… hymnu. Podejrzewam, że ta nośność świetnie sprawdzi się na koncertach zespołu.
„Budowniczowie Grozy”, to Las Trumien próbujący różnych rozwiązań. Tak jak wokale Wojtka Kałuży robią się coraz ciekawsze (co słychać także w artykulacji), tak muzycznie grupa, oprócz sprawdzonych wcześniej patentów, stosuje też inne zabiegi. To dodaje ich muzyce pewnego oddechu i - nomen omen – życia.
MACIEJ MAJEWSKI


