Leszek Komosa - Powroty

Debiutancki album pianisty „Powroty”, to materiał przepełniony nostalgią, refleksją, wypełniających ośiem zgrabnych kompozycji.
Debiutancki album pianisty „Powroty”, to materiał przepełniony nostalgią, refleksją, wypełniających osiem zgrabnych kompozycji.
„Przez wiele lat myślałem o powrocie do muzyki, która była moją największą pasją w czasach dzieciństwa i młodości, jednak ciągle brakowało mi czasu, motywacji i natchnienia na realizację moich młodzieńczych pasji. Po ukończeniu studiów w Lublinie w 1994 roku, mój kontakt z muzyką był sporadyczny i ograniczał się do grania na pianinie czy gitarze podczas spotkań towarzyskich czy rodzinnych. Kiedy ukończyłem 50 rok życia, zacząłem inaczej postrzegać temat przemijania i sensu życia, zacząłem liczyć lata oraz podsumowywać to co udało mi się osiągnąć do tej pory. Na przełomie 2022/2023 brałem udział w kursie produkcji muzycznej w Akademii Dźwięku w Warszawie. Kurs ten był dla mnie bazą do rozpoczęcia pracy nad płytą. Pierwotnie planowałem nagranie całego materiału w moim małym studio na wsi pod Warszawą, Mój plan zakładał, że po nagraniach zapiszę muzykę na płytach CD i roześlę je na pamiątkę do najbliższej rodziny i znajomych. Kiedy miałem zaaranżowane wszystkie utwory, wpadłem na pomysł, żeby partie solowe skrzypiec do kilku utworów nagrać na żywo w profesjonalnym studio.” – ten dość długi wstęp, stanowiący wypowiedź samego autora, pokazuje, ile tak naprawdę dzieliło go od realizacji tej płyty. Punktem zwrotnym było zaproszenie do projektu saksofonisty Grzecha Piotrowskiego, który zasugerował zapis kompozycji profesjonalnie. I to właśnie on doprowadził do zorganizowania nagrań, zebrał muzyków (Michał Salamon - fortepian, Jakub Chmielarski - gitary, Bartosz Wojciechowski - bas, Gniewomir Tomczyk – perkusja) i poprowadził ich realizację w studio S3 w Polskim Radio.
W efekcie powstał materiał, będący wypadkową muzyki kameralnej, orkiestrowej i smooth jazzu – momentami gęsty, ale i mało charakterystyczny. Już w otwierającym płytę utworze tytułowym, na zmianę słyszymy brzmienia fortepianu, saksofonu, gitary, bębnów oraz orkiestracji w tle. Kompozycja to nienachalna, płynąca, która idealnie nadaje się na muzykę tła. Nieco lepiej wypada „Sunrise”, który ma w sobie odrobinę dramaturgii, aczkolwiek jej esencję stanowi przyjemnie zaaranżowana orkiestra. Melancholijnie wypada natomiast „Saudade”, gdzie partie fortepianu i saksofonu wybrzmiewają naprzemiennie, zaś świetną robotę wykonały tu perkusjonalia i przeszkadzajki. Z kolei sugestywna ballada „Dla Beatki” sprawdziłaby się idealnie jako pierwszy taniec weselny. Na nieco innym biegunie leży natomiast „Morning Coffee”, o którym jej autor mówi następująco: "To energetyczna opowieść o pięknie świata. Utwór ten jest wyrazem mojej wdzięczności za to, że mogę realizować swoje marzenia, podróżować i tworzyć muzykę... Poranna kawa to chwila przyjemności i energia na budzący się dzień". Istotnie – jej dynamika, podbita partiami perkusji Gniewomira Tomczyka i smyczkami oraz solówką Jakuba Chmielarskiego pod koniec, czyni zeń bodaj najbardziej charakterystyczny fragment płyty. Filmowo robi się natomiast w zgodnej z tytułem „The Dark Side”, która płynie dość wolno i niepokojąco. Dodając do tego jasną „Balladę” i zamykający, początkowo trochę zaskakująco poważnie brzmiący „Adeus”, uzyskujemy właściwie esencję całości.
„Powroty” to płyta pamiątkowa, tęskna i wspomnieniowa. Słychać to wyraźnie w jej kluczowych momentach, a czasem także i na jej obrzeżach. Nie jest wyrazem mierzenia się z ekwilibrystyką muzyczną, mimo iż użyto na niej bogatego instrumentarium. Ale nie taki był zdaje się jej cel. To po prostu spełnione marzenie faceta w średnim wieku, który postanowił spojrzeć wstecz i opowiedzieć o tym za pomocą muzyki.
MACIEJ MAJEWSKI

