Matylda/Łukasiewicz - Matka

RecenzjaMatylda/ŁukasiewiczAdult Contemporary2024
Matylda/Łukasiewicz - Matka

Długo oczekiwana płyta Matyldy Damięckiej i Radka Łukasiewicza wreszcie ujrzała światło dzienne.

Wspólny zespół Matyldy i Radka sięga dekadę wstecz, natomiast nad płytą „Matka” pracowali przez ostatnie dwa lata. Przez ten czas uraczyli słuchaczy aż 8 singlami oraz zagrali ponad 50 koncertów, w tym także w ramach trasy „Preorder Tour”. Bardzo to ciekawy zabieg, bo nie tylko zjednali sobie uznanie publiczności, ale przede wszystkim przetestowali materiał na żywo.

Na jednym nośniku zbiór tych utworów robi znakomite wrażenie. Kompozycje są świetnie zaaranżowane i poukładane. Co więcej – mimo iż teksty w większości są autorstwa Radka, to oczywiście śpiewane są przede wszystkim przez Matyldę, co daje im dodatkowego wydźwięku. Począwszy od otwierającego (i jak się okazuje - sprytnie wdrażającego w całość) „Zamknąć”, dotykającego bliskości relacji z bardzo ciekawej, bo niewielkiej perspektywy i małego dystansu. Tytułowa „Matka” to z kolei dość dramatyczna opowieść o strachu, niepewności i wątpliwości w codziennej egzystencji. Te wątki zresztą przewijają się przez całą płytę, aczkolwiek tutaj ich wydźwięk bardzo silny. Z kolei „Czuły Barbarzyńca” zaśpiewany przez Radka, z chwytliwą partią gitary, porusza wątek męskiej niemocy na wielu płaszczyznach. Przyznam, że nie pamiętam w polskiej muzyce tekstu, mówiącego tak dosadnie o męskiej bezsilności. Natomiast „Sepleń” to bodaj pierwsza kompozycja, jaka powstała z myślą o tym projekcie. Poważna syntezatorowa aura, a także na zmianę delikatny i podniosły głos Matyldy, mocno poruszają, zwłaszcza, że tekst jest bardzo zmysłowy i intymny. Kolejny przykład chwytliwości kompozytorskiej Radka, to „Taki Pan”, gdzie świetny miarowy riff do spółki z nośnym bitem, uzupełnia ‘wyliczający’ wokal Matyldy. To jeden z nielicznych utworów, który nie ukazał się wcześniej na singlu, a szkoda, bo nośność ma ogromną. Świetne wrażenie robią też triphopowi „Mężczyźni” z mocnym, patriarchalnym tekstem, gdzie głosy Matyldy i Radka przeplatają się ze sobą w dość wymowny sposób.

Na płycie nie brakuje też fragmentów tanecznych, czego najlepszym dowodem jest znany z singla „Kastet”, lirycznie dotykający używania mocnych słów w świecie kobiet. Pierwotnie napisany na potrzeby Big Book Festival 2018 roku, po Strajku Kobiet nabrał dodatkowego znaczenia, co potęgują głosy publiczności dograne pod koniec utworu. Przejmująco wypada natomiast zaśpiewany w duecie „Trzymaj moją głowę nad wodą”. Przyznam, że ze względu na aranż i brzmienie, a przede wszystkim tekst, ten utwór jawi mi się jako najbardziej przygnębiający z całej płyty. Jej dopełnienie stanowią natomiast głęboki „Nudny rok” (z jednej strony poruszający wątek pozornego postrzegania z zewnątrz, a z drugiej – będący wołaniem o spokój) oraz dość oniryczny, acz niosący jakąś nadzieję „Koniec tchu”.

„Matka” to jedna z najlepszych polskich płyt tego roku. Przemyślana, dojrzała kompozycyjnie, będąca wręcz idealną wizytówką formuły piosenkowej. Nie nudzi, porusza i jest bardzo aktualna. Pytanie, czy pod względem uniwersalności pozostanie taką na lata, czy będzie także swoistym znakiem rzeczywistości czasów popandemicznych?

MACIEJ MAJEWSKI

Powiązane materiały