Mikromusic - Nie Umiem Tańczyć

RecenzjaMikromusicMikromusic2025
Mikromusic - Nie Umiem Tańczyć

„Nie umiem tańczyć” to pierwsza płyta w dorobku Mikromusic, która lirycznie tak dosadnie dotyka tematów "różnożyciowych".

Album przynosi 11 utworów, w których miłość, codzienność i niespokojne emocje łączą się w nieoczywiste historie. Jego wielowątkowość przeplata się jednak bardzo naturalnie. Począwszy od traktującego o przemijaniu „Już nic, już nikt”, gdzie Natalia Grosiak już pierwszymi wersami: „Nie zagrają tego w radiu/W żadnym kinie nie poleci/Na weselu nikt do tego nie zatańczy” ironicznie definiuje charakter utworu, gdzie spokojna, dość tęskna melodia wypada – jak wiele w dorobku Mikromusic – miodnie, naturalnie i ujmująco. Świetnie uzupełnia się tu dublet gitarzysty Dawida Korbaczyńskiego i perkusisty Łukasza Sobolaka, którzy prowadzą numer bardzo zgrabnie i… podnóżkowo.

Inaczej rzecz ma się z „Wronami”, opowiadającymi o zimie i depresji. Gościnnie pojawia się tu Dawid Tyszkowski, który jako współautor tekstu zaśpiewał (niestety dość mdło) pierwszą zwrotkę. Znacznie lepiej wypada jednak w chórkach, w których - przy dość bujnym aranżu - interesująco uzupełnia głos Natalii. Z kolei utwór tytułowy, to jedna z najważniejszych kompozycji na płycie. Dotyka doświadczenia autorki tekstu z tańcem. Ma ona wymiar terapeutyczny, w którym odnajdą się wszyscy, dla których pląsy są czymś trudnym do ujawnienia, a jednocześnie - czymś wewnętrznie naturalnym. Miarowo pulsujący rytm tego kawałka powinien jednak pobudzić do tanecznych ruchów także wytrawnych lwów parkietu.

Dużo poważniej wypada natomiast „Marianna”, traktująca o babci Natalii i przywołująca smutną opowieść o niespełnionych miłościach. Podbita celowo lekko zafałszowanymi melodiami, robi doprawdy przejmujące wrażenie. Zaś ekologiczna „Jestem Rzeką” z gościnnym udziałem Marceliny, Beli Komoszyńskiej i Bovskiej, powstała na prośbę Roberta Rienta, założyciela Fundacji Osoba Odra (której celem jest nadanie Odrze osobowości prawnej). Panie z przejmującą troską śpiewają początkowo na tle minimalistycznego bitu i gitary Dawida, które w pod koniec przechodzą w iście filmową i nieco ‘ejtisową’ codę. O trudnościach w egzystencji ‘tu i teraz’ opowiada natomiast „Chyba najpiękniejszy dzień”. Nostalgiczny, a zarazem dość pozytywny podkład, dość płynnie wywołuję aurę wspomnień. Zaś zaśpiewane na parę sposobów przez Natalię słowa: „Proszę mi to nagraj/Proszę, to zachowaj/Może kiedyś wrócę/Gdy będę gotowa” mogłyby stanowić podtytuł tego utworu.

Pewną lekkość przywodzi z kolei kompozycja zatytułowana „Nie biłeś się nigdy o mnie”. Dotykająca różnic w związkach, swoim ciepłem i pogodą, nieco łagodzi w jakiś przedziwny sposób temat trudności w takich relacjach. Wątek życia chwilą/tu i teraz powraca w zwiewnym „Na chwilę”. Słychać tu echa wczesnych dokonań Mikromusic, zwłaszcza tych z płyty z „Sennik”. Uroczo wypada natomiast „Wkurzasz mnie”, która tematycznie łączy się z „Nie biłeś się nigdy o mnie”, a poprzez osadzenie muzyczne nieco w bigbitowych latach 60., wywołuje natychmiastowy uśmiech. Album zamyka zaś balladowa „Czułość”, traktująca o byciu rodzicem. Przyznaję, że tak mądrego i - zgodnie z tytułem - czułego wyznania do matki do dziecka nie słyszałem w polskiej muzyce już od dawna. Świetny klimat robi także publiczność, śpiewająca chóralnie pod koniec utworu, którą zespół zarejestrował podczas koncertów w Obornikach Śląskich i w Wejherowie.

„Nie umiem tańczyć” uderza pewną bezpośredniością – chyba po raz pierwszy tak wyraźnie nakreśloną w twórczości Mikromusic. Teksty Natalii są refleksyjne, pełne uczuć i emocji, a jednocześnie podane kulturalnie, nienachalnie i klarownie. Już teraz czyni zeń może nie najbardziej przebojową płytę w dorobku zespołu, ale na pewno jedną z najciekawszych.

MACIEJ MAJEWSKI

Powiązane materiały