Mikromusic

WywiadMaciej MajewskiMikromusic
Mikromusic

Grupa Mikromusic w ubiegłym roku świętowała dwudziestolecie. Uczciła ten fakt koncertem zarejestrowanym we wrocławskim Narodowym Forum Muzyki przy udziale tamtejszej orkiestry. Jego zapis ukazał się właśnie na płycie „Mikromusic Z Górnej Półki”. Stało się ono okazją do rozmowy z Natalią Grosiak – głosem Mikromusic, która nie tylko opowiedziała o specyfice tego wydawnictwa, ale także przytoczyła kilka faktów z bogatej historii zespołu.

MM: Pamiętam jak wychodził debiut Mikromusic. Tymczasem na płycie „Mikromusic Z Górnej Półki”, będącej zapisem waszego koncertu z okazji dwudziestolecia, nie gracie żadnej kompozycji z tej płyty. Dlaczego?

NG: Nie zagraliśmy nic z pierwszej płyty, ale gramy z drugiej płyty „Sennik” utwory „Burzowa” i „Świat oddala się ode mnie”. Dopiero na tegorocznym koncercie dodaliśmy do setlisty „Oddychaj” z pierwszej płyty z nowym, smyczkowym aranżem autorstwa Roberta Jarmużka. Gdy nagraliśmy „Mikromusic Z Górnej Półki”, to przygotowywaliśmy się do następnego koncertu, który zagraliśmy już w tym roku. Rzuciłam wtedy propozycję, by wzbogacić program. Stąd pojawiło się „Oddychaj” i dzięki temu mamy teraz pełny przekrój.

MM: A czemu na dwudziestolecie pojawiła się płyta koncertowa, skoro macie ich już tak dużo w swoim dorobku?

NG: Bo to jest zespół, który nagrywa dużo koncertówek. Jak na razie prawie po równo, bo połowę naszej dyskografii stanowią płyty studyjne, a drugą - płyty koncertowe. Nagrywamy właśnie kolejną płytę studyjną, więc zaraz się wszystko wyrówna. Taki nasz urok. Znasz inny zespół, nagrywający tyle koncertówek?

MM: Iron Maiden.

NG: (śmiech). My po każdej trasie wymarzyliśmy sobie, że pod jej koniec będziemy nagrywać płytę koncertową.

MM: Przyszedł mi do głowy inny pomysł na uczczenie waszego dwudziestolecia. Też koncertowy – moglibyście zagrać wspólny koncert ze Skalpelem.

NG: Kooperacji mogłoby być bardzo dużo. Skalpel to nasi starzy znajomi z Wrocławia, a jeśli mówimy o tym mieście, to jest też przecież Lech Janerka, z którym mogłoby dość do wspaniałego muzycznego spotkania. Poza tym była Miloopa i Őszibarack. Jest Agim, który teraz co prawda mieszka w Warszawie. Można by więc połączyć siły i zrobić taką celebrację wrocławskiej sceny.

MM: Początki Mikromusic, to spotkanie Twoje i Dawida Korbaczyńskiego na warsztatach bluesowych na których się podobno nie polubiliście?

NG: Tak, i to nawet bardzo (śmiech). Zanim jednak powstało Mikromusic, mieliśmy skład, w którym graliśmy covery. Generalnie powstawaliśmy jak każdy typowy, garażowy zespół. Najpierw Dawid przychodził na moje koncerty, gdzie siedziałam sobie z gitarą klasyczną i śpiewałam swoje piosenki – m.in. wspomniane „Oddychaj”. Później zaproponował, że lepiej je zagra dla mnie. Następnie dołączył do nas Ingo Blishke – Niemiec, który przyjechał do Wrocławia na Erasmusa i on grał na cajonie, którego wówczas nikt nie miał. Szukaliśmy wtedy kontrabasisty, bo chcieliśmy, żeby to był projekt akustyczny, natomiast nikt nie chciał z nami grać. Graliśmy sobie więc takie mini-koncerciki. W pewnym momencie udało się do nas dokooptować basistę, perkusistę i pianistę. W tym składzie wszyscy uczyliśmy się grać w salce prób naszego ówczesnego perkusisty Sebastiana Szczepanowskiego. Spotykaliśmy się tam 2-3 razy w tygodniu. Trwało to parę lat. Po drodze zaczęliśmy grać koncerty m.in. w słynnym wrocławskim klubie „Niebo”. Całość wówczas nazywała się Natalia Grosiak. Nazwa Mikromusic pojawiła się, gdy zdobyłam drugie miejsce na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie. To był taki słynny występ, kiedy wyszłam zupełnie sztywna, bo kilka dni wcześniej miałam wypadek samochodowy i nosiłam kołnierz ortopedyczny. Wówczas Jan Poprawa, który siedział w jury, myślał, że to element mojego performance’u. Nasz ówczesny basista Maciek Chudy powiedział w tamtym czasie, że musimy mieć nazwę zespołu. Zasugerował Mikromusic z tą właśnie pisownią. Mimo tego ludzie do dziś robią błędy, wpisując nazwę naszego zespołu, gdy piszą ją przez ‘c’.

MM: Jak zatem po tylu płytach koncertowych, zarejestrowanych w różnych okolicznościach i z różnym anturażem, dobieraliście materiał, który ukazał się na „Mikromusic Z Górnej Półki”?

NG: Chcieliśmy z jednej strony, żeby to był materiał przekrojowy, a z drugiej strony, żeby były to utwory, które lubimy. Dlatego nie ma na przykład w tym zestawie „Dobrze jest”, czy „Sennika”. Mieliśmy 13 utworów, natomiast podczas grania „Szkodnika” ucięło nam prąd. Przez 43 minuty nie działały nam mikrofony, więc przez ten czas ‘zabawiałam’ ludzi rozmową. Dołączył do mnie Kuba Badach. Sala śmiała się, płakała, wzruszała się. Zagraliśmy też bez prądu „Takiego chłopaka” na ukulele ze śpiewającą z nami całą salą. Najlepsze 43 minuty życia (śmiech).

MM: Skoro wspomniałaś Kubę, to na jakiej zasadzie dobraliście gości, czyli także Melę Koteluk i Dorotę Miśkiewicz?

NG: Dorotę poznałam na warsztatach jazzowych w Chodzieży w 1999 roku. Chłopcy, którzy uczyli na tych warsztatach, zorganizowali jej koncert, a ja się załapałam do chórków. Byłam bardzo szczęśliwa, zresztą bardzo dużo śpiewałam podczas tych warsztatów. Później nasze drogi z Dorotą się przecinały. „Burzowa” jest piosenką, która spodobała się wielu ludziom, choć nie była singlem. Postanowiłam jej oddać jej swoisty hołd, zwłaszcza, że wcześniej nie graliśmy jej zbyt chętnie, bo ona jest bardzo jazzowa. Mimo oporu Dawida, stwierdziłam, że chcę ją zagrać i idealnie słyszę w niej głos Doroty. Mój pełni tu raczej formę chórku. Z kolei udział Kuby Badacha to moje spełnione marzenie, bo już od wielu lat chciałam go zaprosić do współpracy. Cały czas się coś nie zgrywało, czy terminowo, czy logistycznie. Tym razem długo staraliśmy się, żeby był i Kuba sam przyznał, że musi w końcu z nami zaśpiewać. Bardzo się cieszę, że to się udało zrealizować. Natomiast z Melą znamy się i kumplujemy od lat. Mało tego – słyszałam już „Takiego chłopaka” w jej wykonaniu na „Co jest grane” i jest jedną z nielicznych osób, która daje sobie radę z tym utworem, bo on jest bardzo trudny do zaśpiewania. Stąd wybór Meli był właściwie oczywisty.

MM: A jak było z aranżami tych utworów? Daliście wolną rękę Adamowi Lepce i orkiestrze pod tym względem?

NG: Adam jest naszym trębaczem, a w ogóle jest multiinstrumentalistą. Tutaj pełni rolę dyrygenta i aranżera. Zrobił aranże do prawie wszystkich piosenek. Konsultowaliśmy je z nim. Na przykład chciałam, by „Takiego chłopaka” było zaaranżowane nieco barokowo i Adam podchwycił ten pomysł. Z kolei pytał nas na przykład, jaki chcemy aranż do „Tak mi się nie chce” i ustaliliśmy, że chcemy, by był w stylu „Georgia On My Mind”. Samodzielność Adama jest tu stuprocentowa, a my tylko dodawaliśmy jakieś sugestie.

MM: Jak jest z „Niemiłością”, bo wszędzie pojawia się „Niemiłość 2”. Odrzuciliście pierwszą wersję tego utworu?

NG: Tak, to jest błąd naszego życia. Poddałam się sugestii pewnej osoby, którą uważałam za autorytet, że nie wypada śpiewać z słowa “dupa”. Dlatego „Niemiłość 2” jest nową wersją „Niemiłości” - już w pełni świadomą, szczerą wypowiedzią, taką która była pierwotnie. Trzeba słuchać samego siebie od początku do końca.

MM: Słuchając tej płyty, między utworami słychać wyciszenia. A to jest przecież płyta koncertowa, więc odgłosy ze strony publiczności są w tym wypadku czymś naturalnym i naddanym. Z czego to wynika, że tutaj oklaski wyciszają się?

NG: To dlatego, że bardzo dużo mówiłam między utworami. Czasami rozgadywałam się na 5-6 minut. A nie można zagadać piosenek, zwłaszcza w wydawnictwie cyfrowym. Ludzie jednak przede wszystkim ich słuchają. Gdyby mieli słuchać jednej, to musieliby najpierw usłyszeć moją długą zapowiedź. Poza tym rzeczy, które mówię na koncertach, czasem powtarzam na kolejnych. Nasze wydawnictwa koncertowe traktujemy jak piosenki, a nie jakieś spektakle, czy show. Sama gdy słucham koncertówek, to wolę słyszeć tylko brawa na końcu poszczególnych utworów. Zapowiedzi wydają mi się nudne. To trochę zabija przyjemność słuchania muzyki.

MM: Rozumiem, że dalej wykonujecie na koncertach cały ten program?

NG: Tak, zagramy trasę z orkiestrą Janka Stokłosy. Będziemy grali głównie w filharmoniach i dużych salach. Będą też inni goście na tych koncertach – wśród nich Krzysiek Zalewski i Kwiat Jabłoni. Kolejnych będziemy anonsować.

MM: Nie ciągnie Cię jeszcze bardziej w stronę solową?

NG: Poczyniłam taki eksperyment w zeszłym roku, wrzucając bez żadnego anonsu na swój kanał kilka piosenek, które sama nagrałam i wyprodukowałam. Gram w nich na ukulele i gitarach. Spotkały się z bardzo fajnym odbiorem. Będę je wydawać w ten sposób dalej. Nawet jedną piosenkę wyprodukował ktoś inny.

MM: Wspomniałaś, że nagrywacie kolejną studyjną płytę Mikromusic.

NG: Tak, jesteśmy w połowie prac. Nie spodziewaliśmy się, że tak szybko będzie nam szła praca nad nią. Planujemy ją wstępnie wydać we wrześniu przyszłego roku.

MM: Dziękuję za rozmowę.

Powiązane materiały