Music Inspired By - Slavs

Tradycyjnie po kilku (długich) latach przerwy powrócił projekt Music Inspired By. Tym razem przywołując klimat świata Słowian.
Przypomnijmy: Music Inspired By to projekt, w którego skład wchodzi trzech muzyków - Artur Szolc, Robert Srzednicki oraz Kris Wawrzak. Na swoich albumach prezentują niezwykle przestrzenną i klimatyczną wizję dźwiękową, zawierającą elementy charakterystyczne dla muzyki folk, rocka, klasyki oraz elektroniki. Dotychczas ukazały się trzy płyty: "Music Inspired by Tarot" (1999 rok), "Music Inspired by Zodiac" (2001) oraz "Music Inspired by Alchemy" (2016).
Najnowszy krążek nosi tytuł „Slavs” i przenosi nas w klimat zainspirowany mitologią dawnych Słowian. I jak zwykle bywa, panowie podeszli do tematu ze sporym pietyzmem, czyniąc ze „Slavs” album iście filmowy. Po ponad dwuminutowej introdukcji „Furta”, pojawia się wręcz renesansowy „Świętowit”, w którym gościnnie zaśpiewała Inga Habiba – wokalistka, znana chociażby z Lorien. Jej przestrzenny, wschodnio zabarwiony głos idealnie pasuje do tej bogato inkrustowanej kompozycji, mimo iż objawia się on jedynie w dwóch fragmentach. Z kolei w utworze „Swaróg” zaśpiewał Mariusz Duda – tym razem pod swoim solowym szyldem Lunatic Soul. I choć sam przyznał, że dla niego ten utwór jest jak połączenie Massive Attack i Dead Can Dance, to w moim odczuciu bardziej przypomina Wardrunę skrzyżowaną z Clannad. To chyba najlepiej pokazuje, jak pojemna stylistycznie jest cała idea Music Inspired By. Dowodem na to są również kolejne kompozycje, a więc plemienno-mistyczny „Mokosz”, uzupełniony piękną partią fortepianu, czy katakumbowo-średniowieczny „Perun” z udziałem Anny Drabikowskiej, ponownie Ingi Habiby oraz Krzysztofa Drabikowskiego (znanego z Batiuszki, który udziela się na płycie także w dość nordycko brzmiącej „Kupale”). Jest też dość pogodny w wydźwięku „Trzygław”, naznaczony partią fletu. Dalej jednak sytuacja nabiera odrobinę współczesnych barw – przede wszystkim za sprawą progrockowego „Chors” z silnie zarysowanym motywem klawiszowym, dość fabularną „Ładą”, czy kołyszącym „Weles”. Album wieńczy natomiast dość miarowy, acz hipnotyzujący rytmicznie „Rod”.
„Slavs” to płyta na każdy czas oraz porę roku. Takie założenie zresztą zdaje się przyświeca jej twórcom. Nie ma tu mowy o nudzie i jednostajności. Polecam słuchać tych utworów także naprzemiennie. Gwarantuje, że będziecie zaskoczeni, jak te dźwięki wpływają, upajają, a przede wszystkim ubarwiają odbiór całościowo.
MACIEJ MAJEWSKI



