Music Inspired By

WywiadGrzegorz SzklarekArtur Szolc
Music Inspired By

Projekt Music Inspired By wydał pierwszą od 7 lat płytę, tym razem poświęconą mitologii Słowian. O kulisach powstania albumu "Music Inspired By Slavs" porozmawialiśmy z perkusistą Arturem Szolcem.

Głównymi tematami poprzednich płyt Music Inspired By były: znaki zodiaku, alchemia i tarot. Czwarty album opowiada o Słowianach. Skąd pomysł na taki kierunek na nowej płycie?

Tak, to były takie sprawy trochę ezoteryczne, mistyczne, duchowe, niematerialne , trochę historyczne, takie trochę niewyjaśnione i zagadkowe. Ale myślę, że całą mitologię słowiańską, całą historię Słowian czy pogan, czy ludzi tutaj na tych terenach w jakimś stopniu możemy również podłączyć pod takie tajemnicze klimaty, ponieważ tak naprawdę to niewiele wiemy na ten temat. Większość rzeczy została zniszczona przez chrześcijaństwo. Dużo elementów tej naszej pradawnej kultury już nie istnieje. Dużo pozostało w sferze mitologii i baśni, a z racji tego, że sami jesteśmy tutaj urodzeni, w tym miejscu powstawała ta muzyka i sami jesteśmy Słowianami, postanowiliśmy poruszyć ten temat. To jest dalsza kontynuacja filozofii Music Inspired By. Więc sfera mitologii naszych korzeni jak najbardziej się wkomponowuje w zamysł artystyczny zespołu.

Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale na polskim rynku to Wy byliście pionierami takiego grania łączącego w sobie elementy folku, rocka i szeroko pojętej elektroniki.

Jest mi bardzo miło, że to zauważyłeś. Czuję się bardzo dowartościowany twoim stwierdzeniem. No bo faktycznie płyta „Tarot” wyszła w 1999 roku, ale pomysł jej nagrania narodził się ze dwa lata wcześniej i była ona właśnie takim pomysłem stworzenia takiej muzyki, trochę ilustracyjnej, trochę filmowej, opartej na wątkach historyczno-folkowych, pomieszanych z muzyką współczesną i muzyką elektroniczną. Mieliśmy jakieś inspiracje bo trudno ich nie mieć i oscylowały gdzieś w okolicach muzyki trip-hopowej, ambientowej, soundtracków do filmów, muzyki alternatywnej i world music. To oczywiście tylko część naszych inspiracji. Natomiast faktycznie staraliśmy się znaleźć własną drogę i myślę, że w wielu wątkach muzycznych mogę powiedzieć i nie będzie to przesada, że byliśmy pionierami. Nie należy używać tu fałszywej skromności, gdyż to, co się w tej chwili dzieje w muzyce dark folkowej, myśmy nagrywali już pod koniec XX wieku.

Według jakiego klucza dokonaliście doboru tych bóstw słowiańskich, których nazwami zatytułowaliście kompozycje? Było ich kilkadziesiąt, mniej lub bardziej znanych.

Wybieraliśmy to według wspólnego i bardzo prozaicznego klucza, a mianowicie popularności i ilości informacji na temat danego bóstwa. Merytoryczną pomocą służył nam Wojtek Nowakowski - dziennikarz, historyk, kulturoznawca, który był autorem telewizyjnych programów krajoznawczych o Polsce. Wojtek jest bardzo solidnie obeznany w tematyce słowiańskiej, pogańskiej i historycznej. Wspólnie z nim powiązywaliśmy dane bóstwa z poszczególnymi utworami, gdyż na początku powstawała muzyka. To nie jest poezja inspirowana muzyką, tylko głównie muzyka. Następnie do niej według klucza klimatycznego i tego, co się dzieje aranżacyjnie w danym utworze zostawały dopasowane odpowiednie bóstwa.

Czy ta płyta jest pewnego rodzaju podróżą dla słuchacza? Płytę otwiera kompozycja „Furta”, następnie w album są wplecione przerywniki, nazwijmy to „geograficzne” czyli „Północ”, „Południe”, „Wschód” „Zachód” i „Centrum”.

Zgadza się, ponieważ faktycznie cała płyta jest pewnego rodzaju filmem, podróżą filmową, której reżyserem i scenografem jest sam słuchacz. My jesteśmy tutaj twórcami muzyki. Natomiast płyta ma pobudzić wyobraźnię słuchacza, przenieść go dalej bądź trochę bliżej - we współczesne czasy. Mamy przecież tutaj również typowe instrumentarium muzyki rockowej, perkusję, gitarę basową czy gitarę solową. Mamy piękną solówkę i gitary Mariusza Kumali, który skomponował moim dwie najlepsze moim zdaniem płyty Closterkellera. Mamy także wiele „starszych” wątków. Mamy również wątki liryczno-muzyczno-głosowe, które wprowadził nam Krzysiek Drabikowski z Batushki. Mamy wspaniałego gościa czyli Lunatic Soul, który nas tutaj przeprowadził przez granicę świata słowiańskiego i anglosaskiego. Także punktem centralnym płyty jest Słowiańszczyzna, ale podróżujemy w cztery strony świata. I te przerywniki są pewnymi rozdziałami płyty, w które wysyłamy słuchacza w kolejności kierunków świata.

To nawiązanie do kierunków świata jest moim zdaniem świetnym zabiegiem z Waszej strony, gdyż wiele osób nawet nie wie, że Słowianie nie zamieszkują jedynie terenu Europy, ale także obszerne tereny Azji aż po Ocean Spokojny. I fajnym nawiązaniem do tej kwestii jest orientalny śpiew Ingi Habiby z Lorien w „Świętowidzie”…

Oczywiście, że tak. Miejmy świadomość, że my jako Słowianie do tej pory zajmujemy chyba najwięcej przestrzeni, bo nie wspominając o Rosji, ale także dużo terenów orientalnych, egzotycznych. Trzeba pamiętać też, że i tutaj, na tych naszych ziemiach przez wieki pojawiali się ludzie z różnych kultur – chociażby Mongołowie czy Tatarzy. Ci ostatni są cały czas obecni na terenie Polski w Kruszynianach na Podlasiu. Ale byli przecież także Niemcy, Anglosasi, Szwedzi. Także naszą ziemię odwiedzali w sposób pokojowy bądź nie przedstawiciele różnych ras i kultur, które pozostawiały po sobie pewne spuścizny. Staramy się bez żadnych granic je wykorzystywać, a to tylko dobrze wpływa na muzykę. Chodzi o korzystanie z umiejętności, talentów, wiedzy ludzi z różnych kultur, z którymi Słowianie mieli kontakt przez te setki lat. Chcieliśmy też na tej płycie pokazać ludziom, że Słowianie to nie byli ludzie brudni, głupi i zacofani, jak to się w średniowieczu myślało na zachodzie Europy. Mieliśmy sporo do zaoferowania światu, mieliśmy swoją szeroką i ciekawą kulturę, szczególnie tutaj na tych terenach w centrum Słowiańszczyzny, czyli w Polsce. Staraliśmy się podejść do tematu w sposób nowoczesny i otwarty, by pokazać światu, że to, że my tutaj tak naprawdę potrafimy zrobić piękne i wspaniałe rzeczy.

Ta płyta ma też duży walor poznawczy, bo wiele osób dzięki Wam pozna ten temat dokładnie. Sam jestem osobą interesującą się historią i archeologią, ale dzięki informacjom zawartym w książęce dołączonej do płyty dowiedziałem się kilku interesujących rzeczy.

Płyta ma rzeczywiście przepiękne opisy autorstwa Wojtka Nowakowskiego. Znalazł wczesnośredniowieczne teksty autorstwa kronikarzy niemieckich, którzy opisywali tereny Słowian, różne ciekawostki, stare cytaty. Wszystko jest w opisach do danego bóstwa, przemieszane z wątkami historycznymi i opisami innych ludzi. Także to wszystko razem powinno stanowić taką fajną warstwę historyczną, dzięki której, tak jak wspomniałeś, ludzie zainteresują się tym, co działo się na naszych terenach. No i będziemy mogli to pokazać szerzej, poza naszym krajem, stąd też nasz ukłon w stronę czterech kierunków świata.

Czy planujecie koncerty z tym materiałem?

Planowaliśmy koncerty już przy płycie „Music Inspired By Alchemy”. Natomiast to wszystko zależy od wielu, naprawdę wielu rzeczy, bo trudności pojawiały się już przy poprzedniej płycie. Natomiast w tej chwili mają one trochę mniejszą skalę. To znaczy z mojego punktu widzenia musi to być duże przedsięwzięcie ze scenografią, dodatkowymi muzykami, fajnymi światłami. Musi być to przygotowane pod każdym względem perfekcyjnie. W dzisiejszych czasach nie wystarczy wyjść na scenę i połowę materiału puścić taśmy, a połowę odegrać na gitarze. Gdybyśmy tak zrobili to wywieźliby nas na taczkach. Natomiast faktycznie, jeśli się pojawią naprawdę poważne oferty, to absolutnie jest to możliwe, żebyśmy przygotowali koncerty. Natomiast żeby słuchacz dostał pełnoprawny koncert, za który zapłacił pieniądze za bilet, musielibyśmy zatrudnić sporo osób. Jeśli się znajdzie ktoś, kto w jakiś sposób będzie zainteresowany współpracą z nami i gdzieś tam będzie mógł sfinansować takie koncerty, no to weźmiemy się do roboty i te koncerty będą. Mogę zdradzić, że pewne propozycje też już padły z dużych miejsc. Jednak ktoś na te koncerty musi przyjść. Nie możemy sobie zagrać gdzieś tam dla dziesięciu osób, a wydać na przygotowanie koncertu takiego występu powiedzmy 50 tysięcy złotych. Musimy zobaczyć jak ludzie przyjmą ten album i jak sobie to wydawnictwo poradzi od strony komercyjnej.

Dziękuję za rozmowę.

Powiązane materiały