Negatyw - Autostygmatyzacja

Po cichu i nieco niespodziewanie po 11 latach pojawiła się nowa płyta Negatyw.
Jak głosi notka prasowa: To album o tym, co potrafimy zrobić sami sobie – o wewnętrznym gnębieniu, które zaczyna się w myślach, a kończy w sercu. O tym, jak łatwo uwierzyć we własne potępienie, zanim ktokolwiek zdąży nas osądzić. To właśnie autostygmatyzacja – moment, w którym sami nakładamy na siebie piętno, którego nikt inny nie widzi.
Oprócz tej dość smutnej konstatacji, dodałbym jeszcze silny aspekt liryczny tej płyty, bowiem teksty na niej zawarte, mimowolnie zmuszają do zastanowienia się nad sobą i swoim postępowaniem. Na tle nośnej, a chwilami zgrzytliwej gitarowej muzyki słyszymy więc wołanie o szansę w “Nie jestem taki zły”; deklarację odejścia “Nie wrócę tu”; wyraz pewnej nadziei w synthowych “Gorzkich Migdałach”, czy przygnębiającej dezorientacji w nieco cure'owej “Matce smutku”. Z kolei znane z singla z “Przeładowanie” w wersji albumowej brzmi nieco bardziej skondensowanie. Od tego mniej więcej momentu objawia się druga część płyty, którą rozpoczyna dość potężnie brzmiąca “Krew i ślina”. W zestawieniu z trochę rozregulowanym muzycznie “Pluj i patrz” oraz ze zmutowaną “Smyczą”, dostajemy znacznie mocniejszy werbalnie przekaz, niż w części pierwszej. Ciekawie wypada takze okołogrunge'owy “Raport o niczym” z dość trafnym obrazem współczesnej kondycji człowieka. Jest jeszcze shoegaze'owy, przepełniony rezygnacją “Wiatr brzydkich słów” oraz post-punkowy “Wciągnięty w siebie” - oba naznaczone przetworzonym wokalem Mietalla.
“Autostygmatyzacja” to bolesna lirycznie płyta na tu i teraz, chociaż jej muzyczne konotacje noszą wyraźne znamiona gitarowych lat 90. Negatyw niejednokrotnie lawiruje tu gatunkami, zachowując jednak spójność niewesołego przekazu. Mnie ten album wziął z zaskoczenia - nie tylko dlatego, że się go nie spodziewałem, ale też za sprawą ładunku jego treści. Płyta dla pokolenia 40 plus i nie tylko.
MACIEJ MAJEWSKI


