Mietall Waluś (Negatyw)

Przez ostatnich osiem lat Negatyw nie nagrywał ani nie koncertował, a jego członkowie skupili się na innych artystycznych projektach. Niespodziewana (ale już szeroko komentowana w kręgach miłośników niezależnego rocka) reaktywacja wiąże się z zajęciem stanowiska wobec wielkiego społecznego problemu – rosnącej z roku na rok liczby samobójstw w niemal każdej grupie wiekowej. Traktuje o tym nowy singel Negatyw zatytułowany "Przeładowanie". Z tej okazji porozmawialiśmy z wokalistą i liderem Negatywu - Mietallem Walusiem.
G: Co było impulsem do reaktywacji Negatywu?
M: Było to przeżycie z Melonem (gitarzystą Darkiem Kowolikiem - przyp.GS) i Afganem (gitarzystą Afganem Gąsiorem - przyp.GS) tego, co zaczęliśmy w latach 90-tych. Zdałem sobie sprawę, że oni mają już swoje życia prywatne, rodziny i nie liczyli na to, że do nich zadzwonię. Dwa czy trzy lata temu robiłem pierwsze podchody do reaktywacji, ale czas i miejsce temu nie sprzyjały. Melon od 15 lat nie grał, więc namówiłem go, tak po przyjacielsku, na ponowną współpracę. To nie była rozmowa typu: „zrób to dla mnie” albo coś w tym stylu. Mamy cały czas kontakt ze sobą, przyjaźnimy się, cały czas do siebie dzwonimy i powiedziałem mu, że po prostu chciałbym, żebyśmy coś razem nagrali. Zadzwoniłem też do perkusisty, bo Afgan i Melon zgodzili się, aby spróbować. Ale bębniarz powiedział, że już nie wraca do rock and rolla, bo dużo go to kosztowało i nie chce, żeby mu się rodzina rozwaliła. No i tak pomyślałem: kto może zagrać na perkusji? Mieliśmy taki okres na przełomie tysiącleci, że gdzieś tam zaprzyjaźniliśmy się z zespołem Hey. Mieliśmy bardzo dobre „przeloty” i pomyślałem, że już jak mamy wracać do tamtych lat, to może zadzwonić do „Bobaska” czyli Roberta Ligiewicza. No i on się zgodził. Następnie zadzwoniłem do Leszka Kamińskiego, który zdradził mi, że zajebiście się cieszy, i że bardzo by chciał nas nagrać. W związku z tym zdecydowaliśmy, że nagranie singla odbędzie się w studiu S4. Wybraliśmy tę piosenkę na pierwszego singla i mamy tam nagranych jeszcze kilka utworów. Jest też demo, które chcę zaprezentować chłopakom i cały czas rozmawiamy o kolejnych nagraniach.
G: Ten singel „Przeładowanie” opowiada o bardzo ważnym temacie depresji i nerwicy, który dotyczy wielu osób. Czy Ty z pełną świadomością wybrałeś utwór opowiadający o tak trudnym temacie na pierwszy singel po tylu latach?
M: Chciałem, żeby Negatyw wrócił z piosenką, która o czymś mówi. To jest dla mnie też ważne, bo jest jednak dużo utworów, które są o czymś i o niczym, więc nie ma nad nimi refleksji. Tu jest refleksja dość poważna. I powiem ci tak z grubej rury: podczas kiedy tu jestem w Warszawie od kilku dni i udzielam wywiadów, popełnił samobójstwo mój kumpel. Jeden z przyjaciół tego chłopaka, zaczął wydzwaniać do mnie podczas wywiadu, kiedy miałem wczoraj w Polskim Radiu. Nie mogłem odebrać, więc on mi napisał smsa, że nie żyje ten nasz kolega. Oddzwoniłem do niego. On mi powiedział, że zrobię co chcę, ale prosi mnie, abym odłożył premierę tego singla, bo w sobotę jest pogrzeb, a ja wydaję piosenkę, która jest bardzo mocna. A dodatkowo w klipie jest pętla ze sznura, a on się powiesił. Więc mu powiedziałem, że nie przełożę tej premiery, bo ta piosenka jest właśnie o tym. Takich ludzi jest na całym świecie bardzo, bardzo dużo. W Polsce jest kilkanaście osób, które każdego dnia odbiera sobie życie. Ja i Ty obracamy się w środowisku, które jest bardzo czułe, wrażliwe i ludzie stamtąd wpadają w alkoholizm, narkotyki, depresję, myśli samobójcze. Słowem: jesteśmy przeładowani. I widać zresztą, że za dużo mamy na głowach, że za bardzo się napalamy na coś, co potem nie wychodzi, więc się poddajemy. Kiedy po raz pierwszy wysłałem okładkę singla „Przeładowanie” do Polskiego Radia, to ich pierwsza reakcja była taka, że to jest za mocne, że tego nie puścimy. Ale jak poznali teledysk i całą otoczkę, dlaczego ta piosenka, a nie inna, to zgodzili się na premierę. Więc ja też uważam, że okładka i tekst powinny doprowadzić do refleksji i wzbudzać duże emocje, a nie tylko przelecieć przez głowę słuchacza.
G: To o czym mówisz, dotyczy też polityki. Mało jest w Polsce artystów zaangażowanych, którzy nagrają utwór dotyczący tego, co się w tym kraju dzieje.
M: Dokładnie. Druga zwrotka „Przeładowania” trochę o tym mówi, że jak dziwnie się żyje w kraju, w którym kłamstwo jest standardem. Wiesz, artyści liczą kasę i idą w ten mainstream, żeby zarobić jak najwięcej pieniędzy. Znasz mnie od dawna i widzisz, że to, co chcę zaprezentować jako artysta nie ma nic wspólnego z pieniędzmi. Zresztą miałem moment w życiu, kiedy wycofywałem się z muzyki tylko dlatego, że po prostu widziałem, w jakim kierunku idzie dziennikarstwo. I tak naprawdę chyba jesteśmy wszyscy za to odpowiedzialni, nie tylko muzycy, ale dziennikarze też. Że jeżeli jest coś dobrego, powinniśmy to naprawdę promować, Bo obserwuję ludzi ze świata dziennikarskiego, którym łatwiej jest promować artystów zagranicznych, na których się wychowali. Ale gdy coś fajnego polskiego wychodzi, nawet niszowego i mogliby to po prostu zaprezentować, pokazać, powiedzieć: „zobaczcie, wrócili po tylu latach” to nie, mają jakąś blokadę. I nie mówię o sobie, ale w ogóle, o podobnych przypadkach jak nasz. Ale ta branża też psychicznie nie wygląda dobrze. I to jest piosenka o nas wszystkich.
G: Czy traktujesz ten singiel oraz kolejne utwory które trafią na płytę jako dalszy ciąg tego, co zostało przerwane lata temu?
M: Na chwilę obecną można powiedzieć, że zespół Negatyw zaczyna wszystko od nowa, bo jest po prostu ciężko. Jest tylu artystów, nowej muzyki, że jest trudno się przebić. Ktoś nas tam gdzieś kojarzy, zdaję sobie z tego sprawę, ale praca, którą musimy wykonać, którą ja muszę wykonać, żeby to zaistniało, jest naprawdę ogromna. I to pewnie będzie trwało bardzo długo. Negatyw wraca, ale my jesteśmy ludźmi, którzy mają swoje rodziny. Chłopaki pracują, ja jestem najbardziej niezależny. Dlatego nie wiem, czy będzie to powrót na lata i będziemy wydawać płyty i koncertować. Nie wiem, czy w pewnym momencie jeden z członków zespołu nie powie na przykład, że nie ma na to po prostu czasu. Może się okazać, że po prostu jest piosenka i będą następne. Ale przed nami jest ciężka praca. Nie napalamy się tutaj, że w tym roku zagramy jakąś trasę. Na pewno tak nie będzie. Chcielibyśmy w przyszłym roku zagrać jakieś festiwale. Ile ich będzie – nie mam pojęcia. Naprawdę to jest na totalnym luzie, bez żadnej spiny.
G: A macie już materiał na nową płytę?
M: Gotowych jest tyle piosenek, że można zrobić z tego całą płytę. I tego się akurat nie boję, bo jestem też człowiekiem, który uważa, że nagrywanie płyt to nie jest sytuacja taka, że robisz taki album przez 10-15 lat. Zapisujesz emocje, które są w ostatnim czasie gdzieś tam w Twojej głowie. Mamy taki rynek muzyczny, że ani nie ma czasu ani kasy, żeby siedzieć półtora miesiąca albo trzy miesiące, albo pół roku w studiu nagraniowym i pieścić każdą nutę.
G: A co w ogóle było powodem tego waszego rozstania jeszcze w ubiegłej dekadzie?
M: Myślę, że myśmy się wypalili pod koniec lat zerowych.
G: Ale ostatni album wyszedł w 2014 roku…
M: No tak, no ale tam nie było już Melona. Wtedy już czułem wtedy, że ten Negatyw bez niego to jakby nie Negatyw. Chociaż ta płyta „Albinos” była zajebiście wyprodukowana i są tam świetne piosenki. Jestem bardzo z niej dumny, ale jakby nie czułem tego tematu. To jest tak jak z Lenny Valentino, że obojętnie jakie masz sytuacje między muzykami, to czujesz, że muzycznie się zajebiście z kimś rozumiesz i wszyscy wiemy, że wspólne piosenki po prostu mają jakąś wartość. I pomyślałem sobie, że przed pięćdziesiątką albo reaktywuję Negatyw albo więcej tego nie zrobię. Dlatego zaproponowałem kolegom wejście do studia. Ale wracając do Twojego pytania co było powodem tego, że zakończyliśmy działalność… Myślę, że myśmy nie byli przygotowani na tę popularność, jaka spadła na nas po dwóch pierwszych płytach. Nie patrzyliśmy na to biznesowo. Nie było managementu, który by nas po prostu pilnował. Pojawił się alkohol, imprezy. Działo się to po prostu tak, że jak było granie, jak było głośno, to było ok. Jak nie było niczego, to też było ok. Myśmy byli za bardzo, że tak powiem, niezdyscyplinowani. No za dużo. Nie patrzyliśmy w przyszłość. Żyliśmy tu i teraz i zapłaciliśmy taką cenę za to. Druga sprawa: ja zacząłem grać w 1992 roku jako 14-latek. Poświęciłem wiele tej muzyce. Wiele czasu, prób i koncertów po całej Polsce w jakichś klubach śmierdzących. Potem była płyta, potem było dużo alkoholu, dużo koncertów, różne przyjaźnie ze znanymi muzykami. Płyta Lenny Valentino, płyta Penny Lane, różne konfiguracje i po prostu człowiek psychicznie padł. Koniec lat 90-tych i lata zerowe były bardzo intensywne, A też wtedy się nie zarabiało tak dużo pieniędzy, żeby człowiek, że tak powiem, był spokojny, więc moje życie było zwariowane. Najpiękniejsze w tym wszystkim było to, że byłem cały czas wolny. Reszta ekipy poszła gdzieś do pracy. No i zobacz, spotykamy się po tylu latach, mamy wszyscy prawie po 50 lat, niektórzy przed sześćdziesiątką, spotykamy się i uśmiechamy się do siebie. Dla mnie najważniejszy w życiu jest teraz spokój. Chcę spotykać się z ludźmi życzliwymi wobec tego, co robię.
GS: Dziękuję za rozmowę.
FOTO: Mateusz Gołąb


