Sabina - Lepidoptera

RecenzjaMaciej MajewskiSabinae-muzyka2019
Sabina - Lepidoptera

Długogrający debiut Sabiny Karwali przynosi muzykę o znamionach przebojowości, ale niestety bardzo nierówno ułożoną.

Piersze trzy utwory niejako wprowadzają w całość „Lepidoptery”. Mamy więc przesłodzone „Sreberka” z pretensjonalnym refrenem, mamy pulsujący latami osiemdziesiątymi „Motel”, a także utwór tytułowy, zaśpiewany ‘nosowym’ angielskim, co sprawia, że warstwa tekstowa jest ledwie zrozumiała. Nieco ciekawiej wypadają „Miejskie historie”, gdzie prosty rytm stanowi jedynie tło dla dość osobistej historii zawartej w tekście. Zdecydowanie najlepiej w tym zestawie prezentują się znane już z singla „Pijane wiśnie” z kapitalną elektroniką rodem z lat dzwiewięćdziesiątych i po prostu przebojową strukturą. Niestety na tym kończą się dobre strony płyty. Od utworu „Nina” muzyczna zawartość albumu mętnieje. Wyróżniłbym jeszcze atmosferyczne „Plateau”, które może się podobać ze względu na zmysłową linię wokalną, zepsutą jednak nieco w refrenie.

„Lepidoptera” to płyta, o której z jednej strony nietrudno będzie zapomnieć, a która z drugiej strony (i perspektywy czasu) może być tylko postrzegana jako wątpliwy początek fonograficznej drogi Sabiny. Ale poczekajmy. To dopiero pierwsza próba.

Powiązane materiały