Sonic Wasteland - Tales From The Wasteland

RecenzjaSonic WastelandJimmy Jazz Records2024
Sonic Wasteland - Tales From The Wasteland

Sonic Wasteland to zespół doświadczony, takich jak Elvis Deluxe, Czarzły, Soulburners, Black Tapes, czy The Heavy Clouds. Tym razem jednak spotkali się w zupełnie nowych okolicznościach, czego dowodem jest płyta „Tales From Wasteland”.

Szczegóły powstania zespołu członkowie przedstawili w rozmowie, którą od kilku tygodni można przeczytać na naszej stronie. Jak sami mówią - grają dark urban folk. Ta zbitka terminów na równi spaja stylistyczny mariaż grupy, jak i nieco myli. Doświadczenie muzyczne członków grupy jednak robi swoje, bo dorzeczy gatunkowych jest tu całkiem sporo. Oto bowiem wśród kompozycji na „Tales From Wasteland” znajdziemy na przykład plemienno-garażowy punk w „Cosmic Wasteland” stępione alt-country w „Electric Pain”, wieśniacki proto-blues w „Monsters”, czy noir-kowbojską aurę w „Daddy’O Outlaw”. Nie brakuje też form quasi-filmowych, jak chociażby w nieco westernowym „Out Of Time”, czy w mantrowo-kołyszącym „Long Gone Cats”. Dużą rolę odgrywa także wokal Kuby Panowa – niski, głęboki, odrobinę ‘’cave’owy”, który udanie uzupełnia warstwę muzyczną. Zaś miejskie opowieści, osadzone między różnymi kontekstami, poszerzają ekspresję twórczą, nie wypadając ani na moment z narracyjnych szyn.

„Tales Of Wasteland” to płyta zdecydowanie nocna, rozrywkowo-storytellingowa, będąca dość chropowatą refleksyjną balladą o (wielko)miejskiej egzystencji, gdzie natura niekoniecznie kłania się metropolii, a czasem nawet ją centruje.

MACIEJ MAJEWSKI

Powiązane materiały