Sorry Boys - Moje Serce W Warszawie

Na zaproszenie Muzeum Powstania Warszawskiego grupa Sorry Boys upamiętniła 79. rocznicę Powstania Warszawskiego, przygotowując materiał na płytę. Album „Moje serce w Warszawie” zawiera osiem autorskich kompozycji z tekstami Beli Komoszyńskiej, Miuosha, Zuzanny Ginczanki i Pabla Nerudy.
„Moje serce w Warszawie” to podróż przez lato 1944 roku, historię miłości młodych warszawiaków, nadziei, która towarzyszyła Powstańcom w początkowej fazie Powstania, aż po śmierć, stratę i ucieczkę w marzenia. Unosimy się nad Warszawą, oglądamy tamte wydarzenia jak przez sen. Bohaterką płyty jest też sama stolica, pięknie personifikowana w utworze „Miasto Warszawa” – erotyku napisanym przez chilijskiego poetę i noblistę, Pabla Nerudę – tak brzmi fragment informacji prasowej dotyczącej płyty.
W jakimś stopniu spodziewałem angażu Sorry Boys w działania utrwalające pamięć o Powstaniu Warszawskim. Jednym z utworów na płycie jest bowiem piosenka „Jan”. To zaśpiewana treść autentycznego listu Powstańca Jana Kluczewskiego, dziadka członka Sorry Boys – Piotra Blaka. Jan Kluczewski, pseudonim Krawczyk, był żołnierzem kompanii „Koszta”. Wraz z kuzynami swojej żony Danki, Jackiem i Witkiem Gosławskimi, zginął 6 września 1944 roku podczas bombardowania kamienicy przy ul. Moniuszki 7. Jan miał wówczas 24 lata. Na początku i końcu utworu znajdują się przejmujące słowa Danki o zmarłym mężu i czasie Powstania, które nagrała kilka lat przed swoją śmiercią (dożyła 97 lat). Jest to utwór bodaj najbardziej poruszający z całej płyty. Zresztą - takich dotykających wewnętrznie momentów jest więcej - chociażby w atmosferycznym i ‘wyzwalającym’ zarazem „X”, przejmujących „Nocach”, czy wspomnianym wyżej „Mieście Warszawa”, w którym gościnnie zaśpiewał Dawid Tyszkowski. Swoją drogą, dobór gości na płytę też jest dość nieoczywisty. Robert Gawliński zaśpiewał w dość pogodnym, ‘ejtisowym’ „Dzień dobry”, Natalia Szroeder w natchnionej „Świątyni”, a znany z grupy Noże, Jan Biedziak - w delikatnym, częściowo akustycznym „Robinsonie”. Album dopełnia rytmiczno-przestrzenna interpretacja „Snu o Warszawie” Czesława Niemena. Duże wrażenie robi także głos ‘gospodyni’- Bela Komoszyńska brzmi na tej płycie bardzo przejrzyście, a zarazem… namiętnie.
„Moje serce w Warszawie” to nie tylko wyjątkowa pozycja w dorobku Sorry Boys, ale też zdecydowanie najbardziej elektroniczna płyta w ich dotychczasowej podróży artystycznej.
MACIEJ MAJEWSKI



