Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeRecenzjeSwans - Birthing
Swans - Birthing

Swans - Birthing

Recenzja30.05.2025SwansYoung God Records2025
Swans - Birthing

Finałowy album obecnej inkarnacji Swans to monumentalne, epickie pożegnanie z jednym z najlepszych eksperymentalnych, bezkompromisowych zespołów muzyki rockowej.

Mam taką specjalną kategorię ulubionych płyt, które nazywam podróżami lub przygodami. Są to najczęściej długie albumy o rozbudowanych kompozycjach, których słucha się w podobny sposób, co ogląda „Gwiezdne Wojny” lub „Indianę Jonesa”. To musi być niedziela, słońce, spokój, do tego trzeba odpowiednio ‘zasiąść’, we właściwym nastroju. To nie są rzeczy do szybkiego wrzucenia na spacer czy w trakcie sprzątania. To płyty zabierające w podróż, ku przygodzie. To „Incantations” Mike’a Oldfielda, oraz „Tales From Topographic Oceans” Yes. To “Zeit” Tangerine Dream, oraz “Lift Your Skinny Fists Like Antennas To Heaven” Godspeed You! Black Emperor. Dziś, z radością, powiększam ten wąski krąg o niesamowite “Birthing” Swans.

Nie potrzeba tu mistrza dedukcji, aby stwierdzić, że coś jest na rzeczy: ta inkarnacja Swans dobiega końca. Lider zespołu Michael Gira dawał już wcześniej sygnały, że „Birthing” będzie ostatnim albumem tej ekipy w takiej formule. Mam na myśli pewien styl i potężne, epickie brzmienie, jakie zespół odnalazł wraz ze swoim powrotem w 2010 roku, w szczególności na płycie „To Be Kind”, którą uważam za szczytowe osiągnięcie Swans w całej ich historii. W zasadzie każdy album, jaki ukazał się po 2010 roku jest dziełem epickim, rozpychającym się na dwóch kompaktach lub trzech winylach. W zasadzie można je uznać za jedną monumentalną sagę – kolejne rozdziały niezwykłej opowieści, która weszła w decydującą fazę. I to w jakim stylu!

Okładka „Birthing” także sugeruje koniec; jest niemal identyczna, co inny kluczowy album Swans, „Soundtracks For The Blind” (plus towarzysząca mu koncertówka „Swans Are Dead”), zamykający pierwszy okres twórczości zespołu. Można dyskutować, która z tych epok była ciekawsza; sympatycy tej pierwszej twierdzą, że właśnie wtedy było lepiej, mroczniej i bardziej smutno, ponuro, w czym niewątpliwie pomagała Jarboe, a teraz to głównie hałas i nic więcej. Nie da się ukryć – Swans to jeden z najbardziej hałaśliwych zespołów rockowych, których występy na żywo są wręcz biologicznym doznaniem; ale to temat na rozmowę o koncertach. A co z punktem wyjścia, czyli płytami studyjnymi i jak w ich towarzystwie wypada „Birthing”?

Ja uważam, że obecne Swans jest znacznie ciekawsze od tego pierwszego. Dlaczego? Niewątpliwie odnaleźli swoją unikalną metodę, dzięki której stali się wartością samą w sobie. Wcześniej wtłaczano ich w niewygodne okowy muzyki industrial, post-punka czy rocka gotyckiego. Dziś, częściej przywołuje się wartości post-rockowe, te rozbudowane, narastające nawałnice dźwięku, służące oczyszczeniu duszy przez hałas i ponury, poetycki, szamański przekaz. Nie określałbym muzyki Swans mianem ‘mrocznej’ czy ‘smutnej’ – nie w takim samym znaczeniu, co chociażby dark ambient czy neofolk. To muzyka ciężkiego serca, jakie nosi w sobie Michael Gira, człowiek który spojrzeniem rzuca ostrzeżenie – będzie bolało, mnie i ciebie.

Samo „Birthing” na tle pozostałych dzieł obecnego okresu wypada podsumowująco i finałowo. To requiem dla tych Swans, przeglądające sztuczki, tematy i nastroje, jakimi traktowali nas przez ostatnie 15 lat. Jest głośno i rytualnie, agresywnie i obrzędowo, alchemicznie i awangardowo; jest także krzepiąco i bardzo jasno. Ta płyta, w całej swojej objętości, ma w sobie coś z modlitwy, obrządku odchodzenia lub przejścia, podczas którego kapłani inkantują pradawne i sylaby i mantry ku czci bóstw i równowadze świata. Jak zwykle jest dużo dźwiękowej repetycji i lirycznej anafory, ale też sporo miejsca na spontaniczność, wręcz jazzowe naleciałości i momenty, w których Michael nie udziela zespołowi wskazówek, poza jedną – Grajcie!

Co uderza mnie w „Birthing”, poza naturalnymi, złowrogimi tematami, to druga strona medalu, jasna, przyjazna, krzepiąca. To oczywiście nie są żadne ‘ładne piosenki’, lecz bardziej konkretne motywy, tak rzadkie jak uśmiech Michaela, których wcześniej (lub dawno) tu nie było, choćby „I Am a Tower” z tą zapętloną gitarą w stylu „Heroes” Davida Bowie. To także te bardziej uduchowione momenty, taki jak w numerze tytułowym, oraz w „Guardian Spirit” czy nawet „The Healers”, które z hipnotycznej mantry przeradzają się w jednostajną, zrównoważoną i oczyszczającą światłość. Oczyszczenie to słowo-klucz w poznaniu tej płyty – to zepchnięcie ciężaru emocjonalnego z duszy Michaela, jaki nagromadził przez ostatnie kilkanaście lat.

„Birthing” to nie tylko finał sagi, ale jak wspomniałem na początku podróż sama w sobie, trochę jak jeden z grzechów głównych twórców seriali, którzy przez 7 odcinków budują intrygę, po to aby w 8 wszystko na raz rozwalić i jeszcze otworzyć drzwi do kolejnego sezonu. Czy Michael Gira zdecyduje się na kolejny sezon? Według jego zapowiedzi nie jest to wykluczone; pamiętajmy jednak, że enfant terrible rocka alternatywnego, skończył w tym roku 71 lat. Swans w swojej obecnej formule są jak podejrzewam sprawą dla niego bardzo wyczerpującą i jeśli będą kolejne – to raczej w bardziej stonowanej, cichszej postaci, którą już zresztą praktykuje od lat. Wystarczy posłuchać płyty „Leaving Meaning”, aby wyczuć możliwe dalsze intencje tego diabła.

„Birthing” jest płytą po której wysłuchaniu trzeba trochę odpocząć, w ciszy i w zadumie. To płyta będąca wydarzeniem artystycznym i emocjonalnym, ukazująca demony i bóstwa w walce o dusze odchodzących protagonistów i transformację ich stanu skupienia w eter. Tak jak przed 50 laty droga niszowych zespołów psychodelicznych nieuchronnie wiodła w kierunku ambient i new age, tak i Swans zrzucają powłokę ciemności i hałasu dla czegoś bardziej medytacyjnego, pozacielesnego, oczyszczającego. Już poprzedni ich album „The Beggar” nosił znamiona opus magnum i cichego pożegnania, ale dopiero na „Birthing” obie te kwestie stają się jasne. Z jednej strony fajerwerki, z drugiej nirwana; a wszystko pod wielkim znakiem zapytania, co dalej?

JAKUB OŚLAK

SWANS: Warszawa, Stodoła, 25.11.2025

BILETY: https://bit.ly/SWANS_WWA_25

Punkty sprzedaży: www.winiarybookings.pl, Going, Empik Bilety, Ebilet, Eventim, Ticketmaster

Powiązane materiały

Powiązane materiały

Michael Gira - Kristof Hahn / Warszawa, Palladium / 25.04.2025
Galeria26.04.2025

Michael Gira - Kristof Hahn / Warszawa, Palladium / 25.04.2025

Michael Gira i Kristof Hahn z grupy Swans zaprezentowali warszawskiej publiczności ponad 1,5-godzinne misterium, na które złożyło się kilka utworów z katalogu Swans i jeden utwór solowy Giry. Nie zabrakło kompozycji "The Tower" pochodzącej z zaplanowanego na 30 maja nowego albumu tego zespołu zatytułowanego "Birthing".

Swans ponownie w Warszawie
News24.04.2025

Swans ponownie w Warszawie

Legendarna grupa Swans 30 maja podzieli się ze światem swoim siedemnastym w dorobku krążkiem “Birthing”, a 25 listopada wystąpi w warszawskiej Stodole.

Swans zapowiadają album "Birthing"
News26.02.2025

Swans zapowiadają album "Birthing"

Zespół Michaela Giry ogłosił szczegóły siedemnastego studyjnego albumu “Birthing", który ukaże się 30 maja nakładem Mute.

Michael Gira i Kristof Hahn ze Swans zagrają w Warszawie
News16.12.2024

Michael Gira i Kristof Hahn ze Swans zagrają w Warszawie

Michael Gira i Kristof Hahn znani z legendarnego Swans ponownie łączą siły, żeby zaprezentować się na jedynym koncercie w Polsce! Ikoniczne duo wystąpi na deskach warszawskiego Palladium 25 kwietnia.